Pisaliśmy 30 lat temu: Łączność została zerwana w chwili, gdy sztygar zmianowy przekazywał na górę telefonicznie raport o górnikach. Przy podawaniu czwartego nazwiska umilkł

1757768486 okladka

fot: Śląska Biblioteka Cyfrowa

Okładka 37 numeru TG z 1995 r.

fot: Śląska Biblioteka Cyfrowa

Zapraszamy do lektury tekstów, które ukazały się w „Trybunie Górniczej” dokładnie 30 lat temu, czyli w 1995 r. O czym wówczas pisaliśmy?

14 września 1995 r. ukazał się 37 (67) numer „Trybuny Górniczej”. Czołówkowy tekst miał tytuł „Akcja ratownicza w kopalni Nowy Wirek”. Opisywaliśmy wstrząs, który miał miejsce w tym zakładzie.

„Ten wstrząs trwał 32 sekundy. Stacja sejsmologiczna kopalni Nowy Wirek dysponująca systemami obserwacyjnymi typu „Ares”, ogarniająca kontrolą wszystkie wyrobiska, wyczulona także na każdy dźwięk oznaczający mikropęknięcia w górotworze nie zanotowała wcześniej odchyleń od normy” – pisaliśmy 30 lat temu.

W poniedziałek 11 września 1995 r. o godz. 13.57 bez ostrzeżenia, w drążonej przecince II A, w pokładzie 502 na poziomie 711 metrów nastąpiło bardzo silne tąpnięcie, którego energię (5x10 do potęgi siódmej J), zaliczyć można do najwyższych zanotowanych w górnictwie.

„Akcja ratownicza rozpoczęła się kilka minut później. O jej przebiegu jeszcze tego samego dnia informowało radio i telewizja, a nazajutrz wszystkie gazety. Na czele sztabu ratowniczego stanął dyrektor kopalni Nowy Wirek Jan Strojny. W katastrofie, co skutkiem zbiegu okoliczności od pierwszych godzin było wiadome, zginął 37-letni sztygar zmianowy. Ośmiu górników zostało odciętych. Ich rodziny zostały powiadomione o sytuacji następnego dnia rano: sześciu miejscowych, jeden z Zamojskiego, jeden z Lubelszczyzny” – informowaliśmy.

Przez pierwszych 20 godzin ekipy ratownicze z wolna drążyły tunel o wymiarach 80x80 cm. „We wtorek rano miał on długość ponad 20 metrów wobec 131-metrowej długości zasypanego chodnika. Czy cała ta przestrzeń, czy tylko jej część została zasypana tego we wtorek rano nie wiedział nikt” – pisał dziennikarz. „Nie mamy kontaktu z odciętymi górnikami. Łączność została zerwana w chwili, gdy sztygar zmianowy przekazywał na górę telefonicznie raport o przebywających w tym miejscu górnikach. Przy podawaniu czwartego nazwiska umilkł. Wkrótce został odnaleziony” – opisywał szczegóły jeden z dyrektorów nadzorujących akcję.

Jak informowaliśmy: „Kopalnia Nowy Wirek należy do najbardziej zagrożonych tąpaniami. Cała eksploatacja prowadzona jest z uwzględnieniem tych okoliczności. Zalega tu bardzo dobry węgiel, chociaż eksploatacja prowadzona jest od 175 lat na przestrzeni 8 km kw. Wydobyto stąd już 200 mln ton węgla. Nakazem górniczych władz na poziomie 800 metrów obowiązuje trzeci stopień zagrożenia, ale eksploatacja w wybranych rejonach jest realna i możliwa do prowadzenia”.

Od początku ratownicy wchodzili w drążony tunel po dwóch. „We wtorek o 12.07 w tonie głosów, bo nie w słowach, ludzi ze sztabu akcji można było usłyszeć nadzieję. Ratownicy stwierdzili, że na wysłane sygnały dźwiękowe otrzymują odpowiedź. O 16. tego dnia wyjechał na powierzchnię Jerzy Markowski, który był na dole wśród ratowników. Tuż po wyjechaniu ze strefy zawału, sekretarz stanu w Ministerstwie Przemysłu i Handlu, Jerzy Markowski zarażał wszystkich nadzieją” – pisaliśmy w 37 numerze TG.

Gazeta cytowała też wypowiedź ministra Markowskiego: „Jestem przekonany - wlewał otuchę w wątpiących - że wszyscy górnicy wciąż żyją. W tej wierze utwierdza mnie odstukanie po rurociągach na tradycyjne sygnały ratowników. Prawda, mija 27 godzina od tąpnięcia, ale w polskim górnictwie powszechnie znamy wiele przypadków dużo dłuższego przebywania pod ziemią odciętych ludzi. Wyglądający ratunku są przy tym skazani na bezczynność, toteż zarazem na relatywnie niewielkie zapotrzebowanie energetyczne organizmów, a przecież zwyczajowo wzięli ze sobą posiłki. W każdym razie jestem optymistą. Nadto jestem też przywiązany do generalnej zasady: dokąd nie stwierdzę, że w strefie zawału nie pozostał ani jeden człowiek, to po prostu nie wyjadę z tej kopalni i nie uczyni tego żaden ratownik. Zaangażowanie ludzi jest nadzwyczajne, naprawdę godne najwyższego podziwu” - przyznał minister.

Informowaliśmy też na łamach, że w momencie oddania gazety do druku, akcja trwała nadal. Już w kolejnym numerze pisaliśmy, że spośród ośmiu zasypanych górników, czterech niestety nie udało się uratować. W wyniku zawału życie straciło pięciu górników, a akcję zakończono dopiero 16 września, po prawie pięciu dobach.

W rubryce „Górnicza statystyka” podaliśmy, że od początku roku do 12 września wydobyto 93 409 842 t węgla (plan zakładał 96 732 454); w tym okresie wyeksportowano 24 286 131 t, a na zwałach zalegało 3 501 690 t węgla.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.