Piotr Duda: Nie będę kwiatkiem do kożucha
fot: ARC
Przenosiny spółek węglowych z resortu gospodarki do skarbu byłoby obecnie zabiegiem absurdalnym - podkreśla Piotr Duda
fot: ARC
Dlaczego „Solidarność” zrezygnowała we wtorek z udziału w pracach Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego (WKDS) w województwie śląskim?
- W pracach komisji nie będą też uczestniczyć przedstawiciele \"S\" z Podbeskidzia i Częstochowy. Pracuję w takich gremiach od siedmiu lat i takiego bałaganu jaki jest w tej chwili jeszcze nie było. W sytuacji kryzysowej zamiast skupić się na problemach, marszałek województwa śląskiego łamie zasady partnerstwa i dialogu społecznego. We wtorek mieliśmy zająć się m.in. sprawą zwolnień 800 pracowników z Bumaru Łabędy. A my się „boksujemy” z marszałkiem o obsadę miejsc w radach.
Może Pan podać przykład takiej postawy marszałka?
- Od dłuższego już czasu marszałek nie powołuje wskazanego przez WKDS kandydata do rady oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. Odmawia również powołania wskazanych przedstawicieli \"S\" do Wojewódzkiej Rady Zatrudnienia (WRZ). Marszałek upolitycznił ją (WRZ to organ opiniodawczo-doradczy marszałka – przyp. baw). Marszałek ma, zgodnie z ustawą, dwóch przedstawicieli sejmiku, a on pcha jeszcze swoich ludzi. Dla mnie jest to sytuacja paranoiczna. Nie będę kwiatkiem do kożucha ani dla pana marszałka ani pana wojewody.
To chyba nie jedyne ważne dla regionu problemy?
- Oczywiście. WKDS nie widzi m.in. konfliktu związków zawodowych z zarządem Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz spór, jaki związki toczą z pracodawcą w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim. Działacze związkowi mówią o mobbingu. Trudno mówić, że nic się nie dzieje skoro przenosi się przewodniczącego „S”, a zarazem społecznego inspektora pracy z Katowic do Tychów. Sprawę przeniesiono z Okręgowego Inspektoratu Państwowej Inspekcji Pracy w Katowicach do Krakowa.
Wracając do konfliktu w Jastrzębskiej Spółki Węglowej...
- To już jest kuriozum. Zrobiliśmy wszystko, aby dostosować strukturę, a prezes Zagórowski nadal wojuje z „Solidarnością”. Spółka dołuje i on zamiast skupić się na problemach, to próbuje odwrócić od nich uwagę. Uważam, że sytuacja w JSW to nie tylko jego „widzimisię”. Nie jest taki silny, ma umocowanie polityczne i dlatego łamie ustawę o związkach zawodowych. My to zgłosimy do Międzynarodowej Organizacji Pracy.
Po spełnieniu jakich warunków przedstawiciele „Solidarności” powrócą do WKDS?
- Nie stawiam żadnych warunków. Chodzi o to, żeby ustawy były przestrzegane. W trudnym momencie kryzysu psuje się całkowicie atmosferę dialogu, zamiast skupić się na problemach. A wojewoda udaje, że nic nie może. Chce, żeby było normalnie. Ten organ jest po to, żeby wyciągać wnioski i coś robić. Jeżeli to ma być ciało „leśnych dziadków”, którzy tylko sobie pogadają, zobaczą słupki i pójdą do domu, to jako \"Solidarność\" nie będziemy w tym uczestniczyć.
Pamiętam nocne negocjacje w różnych firmach. I to jest fajne, jak można pomóc w takich sytuacjach, ale nie chce się pracować kiedy na każdym spotkaniu mamy się kłócić z marszałkiem.