Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

29.57 PLN (-3.30%)

KGHM Polska Miedź S.A.

332.85 PLN (+7.37%)

ORLEN S.A.

141.00 PLN (-2.76%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.14 PLN (+1.69%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.73 PLN (+2.55%)

Enea S.A.

22.66 PLN (+1.89%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

25.00 PLN (-4.21%)

Złoto

4 702.20 USD (+3.04%)

Srebro

77.83 USD (+6.29%)

Ropa naftowa

101.92 USD (-5.39%)

Gaz ziemny

2.73 USD (-1.76%)

Miedź

6.19 USD (+3.37%)

Węgiel kamienny

115.85 USD (+2.48%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

29.57 PLN (-3.30%)

KGHM Polska Miedź S.A.

332.85 PLN (+7.37%)

ORLEN S.A.

141.00 PLN (-2.76%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

11.14 PLN (+1.69%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.73 PLN (+2.55%)

Enea S.A.

22.66 PLN (+1.89%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

25.00 PLN (-4.21%)

Złoto

4 702.20 USD (+3.04%)

Srebro

77.83 USD (+6.29%)

Ropa naftowa

101.92 USD (-5.39%)

Gaz ziemny

2.73 USD (-1.76%)

Miedź

6.19 USD (+3.37%)

Węgiel kamienny

115.85 USD (+2.48%)

Piotr Buchwald: Jazzujący inżynier

Buchwald gra ARC

fot: ARC

- Kiedy tylko mam sposobność, siadam do instrumentu i gram. Bywa, że kilka razy w tygodniu - mówi Piotr Buchwald

fot: ARC

Zasiąść do koncertowego fortepianu Steinway&Sons, to dla każdego pianisty nobilitacja i niesamowite przeżycie. Piotr Buchwald porównuje je z przesiadką z pospolitego auta do bolidu Formuły I. Sam takiej emocji doznał w... Operze Pekińskiej.
 

Piotr Buchwald odkąd pamięta zawsze miał inklinacje do nauk ścisłych. Ojciec był inżynierem-górnikiem, toteż naturalną koleją rzeczy wybrał studia na Wydziale Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej. Tam uzyskał dyplom, tam się doktoryzował, tam dziś jest wykładowcą. Inżynierskie i menedżerskie role wypełniają zresztą całą jego zawodową biografię. Jednak edukację rozpoczynał w Szkole Muzycznej I stopnia w Tarnowskich Górach w klasie fortepianu.
 

– Moi nauczyciele mawiali, że odziedziczyłem talent do muzyki. Pewnie mieli trochę racji. Nigdy jednak nie przeżywałem wewnętrznego konfliktu związanego z wyborem między profesjami „inżyniera” a „pianisty”. Ta pierwsza była mi bliższa. Natomiast od kilkudziesięciu lat gra na fortepianie niezmiennie sprawia mi wielką przyjemność. Kiedy tylko mam więc sposobność, siadam do instrumentu i gram. Bywa, że kilka razy w tygodniu. Nawet w okresie pracy pod ziemią w kopalni „Andaluzja”, a później będąc przez 21 lat zawodowym ratownikiem górniczym, nie pozwalałem palcom, by przestały mnie słuchać i nie rezygnowałem z regularnych ćwiczeń. Kiedy dotykam klawiatury, przenoszę się w odmienny świat, w którym wypoczywam – zwierza się Piotr Buchwald.
 

Klubowy flirt

 

Największy flirt z muzyką przeżywał w latach studenckich. Zarazem był to początek wielkiej fascynacji jazzem.
 

– Jako pianista grywałem w gliwickim Klubie Jazzowym „Gwarek”, a także na festiwalach jazzowych. Z tamtego okresu pamiętam wielu świetnych muzyków. Grałem między innymi z saksofonistą Januszem Muniakiem. Po studiach bywały to już bardziej kameralne występy: dla rodziny, przyjaciół. Zdarzało się też, że podczas wyjazdów służbowych, bądź przy okazji uroczystości związanych z pracą, proszono mnie o wykonanie kilku utworów. Jeśli tylko na miejscu był fortepian i właściwy klimat – nie odmawiałem i skwapliwie korzystałem z takich okazji – opowiada Piotr Buchwald.

 

Do dziś najchętniej słucha jazzu, ale też typowej muzyki śląskiej w doskonałym wykonaniu, zwłaszcza Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”. Dusza jazzmana odzywa się też przy własnych przeróbkach muzyki klasycznej i rozrywkowej. Chętnie czerpie zwłaszcza z kompozycji Fryderyka Chopina.
 

Spontaniczny koncert

 

– Będąc prezesem Wyższego Urzędu Górniczego, pojechałem do Chin na dużą konferencję, dotyczącą bezpieczeństwa pracy w górnictwie. Gospodarze poprosili mnie o jej otwarcie. W ramach programu towarzyszącego temu wydarzeniu goście zwiedzali Chiński Mur, ale też zostaliśmy zaproszeni na przedstawienie w Operze Pekińskiej. W holu jej gmachu stał na podwyższeniu koncertowy Steinway. Zapytałem, czy mógłbym na nim zagrać. Gospodarze aprobująco potaknęli. Usiadłem do klawiatury i zagrałem parę kawałków. Zaskoczeni byli nie tylko obecni uczestnicy konferencji. Sądząc po reakcji słuchaczy, siedzących przy stolikach kawowych, ten mój minikoncert został bardzo dobrze odebrany. Dla mnie gra na tej klasy instrumencie, o niesamowitym brzmieniu, też była fantastycznym przeżyciem. Podobna sposobność nadarzyła się również podczas wizyty w Stanach Zjednoczonych – cieszy się Piotr Buchwald.
 

Od żali do festiwali

 

Do tej muzycznej pasji Piotra Buchwalda – w czasach, kiedy był dyrektorem Okręgowej Stacji Ratownictwa Górniczego – odwołali się dyrygenci kopalnianych orkiestr dętych.
 

– W latach 2004-2005 wiele górniczych zespołów przeżywało trudne chwile. Kilku dyrygentów przyszło wtedy do mnie, żeby trochę się poskarżyć, trochę wyżalić... Rozmawiałem później z dyrektorami kopalń. Rozumiałem ich, kiedy rozkładali ręce, że rachunek jest nieubłagany. Ja natomiast przekonywałem, że orkiestry są wpisane w nurt, klimat i tradycję Śląska oraz tej branży. Wspólnie zastanawialiśmy się, co zrobić, żeby przysłowiowym pociągnięciem pióra pochopnie nie zniszczyć tego, co budowało się przez kilkadziesiąt lat. Oprócz tych rozmów, opublikowałem też w śląskiej prasie kilka artykułów, w których przekonywałem, że zaprzepaszczenie dorobku górniczych orkiestr byłoby nieodpowiedzialne. Poszukiwaliśmy rozwiązań, by go upowszechniać – wspomina Piotr Buchwald.
 

Tak zrodził się pomysł organizacji Zabrzańskiego Festiwalu Orkiestr Górniczych. Pierwszy, z udziałem 7 zespołów, odbył się w 2005 r. w tutejszym Teatrze Nowym. Już od drugiej edycji patronat nad przeglądem objęła Fundacja im. Edwarda Czernego, wybitnego zabrzanina, kompozytora, dyrygenta i aranżera. Piotr Buchwald nie poprzestał na pomyśle i inicjatywie. Po dziś przewodniczy Komitetowi Organizacyjnemu Festiwalu, czyli grupie podobnych mu zapaleńców z górniczego środowiska.
 

– Od pierwszej imprezy są ze mną m. in. Eugeniusz Kuchta i Adam Ściuk. Jednak sam festiwal się zmieniał. Od drugiej edycji organizowaliśmy go jako dwudniowy. W pierwszym dniu orkiestry demonstrowały musztrę paradną. Od trzeciej przenieśliśmy go z przełomu maja i czerwca na wrzesień. Od 2007 r. zmieniła się też nazwa. Odtąd brzmi ona: Zabrzański Festiwal Orkiestr im. Edwarda Czernego. Ta zmiana łączyła się z rozszerzeniem grona uczestników imprezy. Obok górniczych, w Zabrzu zaczęły również koncertować orkiestry reprezentacyjne policji i wojsk lotniczych. Każdego, wrażliwego na muzykę człowieka musi cieszyć, że górnicze orkiestry trwają i koncertują, że zadają kłam uproszczonemu mniemaniu, iż grywają tylko w Barbórkę i na pogrzebach. Bywa tak, że nie istnieją już kopalnie, a wywodzące się z nich orkiestry odnoszą spektakularne sukcesy – z satysfakcją zauważa Piotr Buchwald.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Nowa wystawa w Carbonarium. Będzie makieta prezentująca miasto pod powierzchnią ziemi

Funkcjonujące w ramach Łaźni Moszczenica Carbonarium wzbogaci się o nową wystawę stałą. Jednym z ciekawszych jej elementów będą autentyczne szafki górnicze z kopalni Jas-Mos.

Szyb Mikołaj w pełnej krasie. Warto zobaczyć go na zdjęciach

To kolejny szyb, który świetnie się prezentuje na zdjęciach specjalistów z Mobilnego Centrum Digitalizacji Instytutu in. Wojciecha Korfantego. Chodzi o szyb Mikołaj z Rudy Śląskiej.

Po kopalniach w Bytomiu zostały wspomnienia i zdjęcia...

Jeszcze w latach 90. XX wieku w krajobrazie Bytomia dominowały kominy zakładów przemysłowych i produkcyjnych, które tworzyły trzon bytomskiej gospodarki. Dzisiaj po większości zakładów jak: huty, elektrownie, kopalnie węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także karbidowni, browaru i wielu innych zakładach pozostały tylko wspomnienie i zdjęcia. Historię nieczynnych już zakładów przemysłowych i produkcyjnych przedstawił podczas prelekcji „Dawne Zakłady Przemysłowe i Produkcyjne na terenie Bytomia” bytomski historyk Tomasz Sanecki.

Plaża, która zachwyca i wypoczynek, który zostaje w pamięci – poznaj uroki Jarosławca

Są takie miejsca nad polskim morzem, do których chce się wracać. Pachną sosnowym lasem, szumią falami, kuszą spacerami o zachodzie słońca i dają to, czego w codziennym zabieganiu najbardziej nam brakuje, czyli prawdziwy odpoczynek. Jednym z takich miejsc jest Jarosławiec, malownicza nadbałtycka miejscowość, która od kilku lat zachwyca turystów nie tylko klimatem rodzinnego kurortu, ale też niezwykłą plażą znaną jako „polski Dubaj”.