Piórko dla przedszkolaka

Listonoszka, która świeżo objęła rejon na mysłowickim Laryszu, już od furtki do obejścia Romana Kanclerza narobiła krzyku: – Panie Romku, panie Romku, papuga panu uciekła! Larum nie było potrzebne, ponieważ przed domem pyszniła się swoją szatą nie papuga, lecz złotożółty bażant.

Stadko ptasiej menażerii mysłowickiego hodowcy liczy kilkadziesiąt arystokratów, upierzonych w rozmaite barwy tęczy. Obok siebie sąsiadują więc bażanty srebrne, królewskie, kaukaskie, diamentowe, złote i elioty. W kurzej rodzinie zgodnie dziobią ziarno chińskie silki, kochiny, białoczuby czarne i zielononóżki. W oczkach wodnych przebiera dziobami w piórach kacza gawiedź: biegusy indyjskie, mandarynki, chemiotki i karolinki. Każde uronione przez nie piórko Roman Kanclerz skrupulatnie zbiera.

„Zamęczają” ciekawością

– Regularnie do mojego zoo zaglądają maluchy i starszaki z pobliskiego przedszkola. Są bardzo ciekawe. Oglądają, „zamęczają” dziesiątkami pytań. Bardzo cieszą mnie te wizyty i dziecięca ciekawość. Dlatego na koniec każdy z berbeci dostaje ode mnie w prezencie barwne piórko. Jednorazowo przychodzi po 20–30 takich bąków, więc zawsze muszę mieć na podorędziu spory ich zapas – wyjaśnia powody kolekcjonowania zgubionych piór właściciel tej ptasiej Arki Noego.

Tylko rodzinę danieli alpejskich dzieci mogą podziwiać przez siatkę płotu. Lepiej nie sprawdzać, jak dorodny byk mógłby zareagować na dziecięcą poufałość.
Po 35 latach pracy w kopalni „Mysłowice”, w tym 25 jako elektryk w ścianie, Roman Kanclerz od 6 lat jest już na emeryturze. Oprócz codziennej krzątaniny wokół swojej gawiedzi, znajduje więc również czas na pracę w zarządzie Mysłowickiego Stowarzyszenia Hodowców Drobnego Inwentarza.
– Wśród 23 skupionych w stowarzyszeniu hodowców jest policyjna szycha, weterynarz i ludzie innych jeszcze profesji. Ale najwięcej, bo aż 15, jest zawodowo czynnych i emerytowanych górników. Myślę, że nieprzypadkowo. Każdy z nas potrzebuje, widać, jakiejś odskoczni, kojącego kontrastu po dniówce pod ziemią – wyjaśnia.

Górnik lubi „gadzinę”

W jego przypadku zamiłowanie do wszelkiego żywego stworzenia było jednak wcześniejsze od pracy w kopalni.
– Ojciec też był górnikiem. Z kopalni dostał pokój z kuchnią w familoku na Laryszu. Już jako dziecko trzymałem tam rybki, króliki, gołębie... No, i marzyłem o chodzeniu ze sztucerem po lesie. Do Technikum Leśnego, owszem, się dostałem, ale było w Żywcu. Cóż, rodziców nie było stać na opłacanie stancji. Zamiast leśniczym zostałem więc elektrykiem i wylądowałem w „Mysłowicach”. Jednak obcowanie z ptactwem i zwierzętami jakoś nigdy nie wyparowało mi z głowy. Po ożenku i rozbudowaniu domu teściów zacząłem urządzać w obejściu początki mojego zoo. Teść nie tylko nie zrzędził na dziwaczną, wprawdzie miłą dla oka, ale nie przynoszącą pożytku menażerię, lecz sam mi przy tym pomagał – wspomina Roman Kanclerz.

Ojczyzny pierzastej arystokracji mysłowickiego hodowcy znajdują się w różnych częściach świata: w Australii, Afryce, Himalajach, na Madagaskarze, w rosyjskiej tajdze... Na Larysz na ogół trafiły z krajowych i zagranicznych wystaw, na które często zagląda hodowca. Daniele alpejskie przyjechały z Poznania. Nie bez dramatycznych epizodów. Pierwszy byk, spłoszony transportem, przesadził ogrodzenie i tak się okaleczył, że trzeba go było zastrzelić.
Przydomowe zoo wymaga od hodowcy niemało zachodu. Codzienna krzątanina zabiera mu co najmniej 3 godziny. Przynajmniej raz w tygodniu wsiada do auta i jedzie na giełdę warzywną lub do zaprzyjaźnionych gospodarzy, a to po ziarno, a to siano, a to marchewkę, a to kompozycje witaminowe. No, i taka menażeria kosztuje.
– Fakt, nie jest to tanie hobby. Dobra para bażantów kosztuje mniej więcej półtora tysiąca złotych. Oczywiście, hodowla powiększała się stopniowo. Tu 200, tu 300, tu 400 złotych. O danielach już nie wspomnę – śmieje się miłośnik pstrej gawiedzi.

Majorka pod oknem

Bywa, że sąsiedzi Romana Kanclerza zagadują zdziwieni: – Romek, masz górniczą emeryturę, a nigdzie nie jeździsz na wakacje. Przecież chyba cię stać!
– Pewnie, że mnie stać. Jedni jeżdżą na Majorkę, drudzy na Kubę, a ja mam „Majorkę” za oknem. Ale muszę koło niej chodzić – odpowiada.
Żonie przyrzekł jednak, że wspólnie wybiorą się albo do Afryki, albo do Australii. Na ten czas swoją „Majorkę” powierzy młodszemu z synów, też górnikowi z „Mysłowic-Wesołej”.
– Kiedyś na pewno spełnię i tę obietnicę – powtarza nie tyle pod moim, ile pod jej adresem.
Oprócz uciechy dla oczu i uszu, hodowla ptasiej arystokracji przynosi też inne radości. Wyrazem takiej satysfakcji jest cała kolekcja dyplomów i pucharów, zdobytych na wystawach za najpiękniejsze okazy. Roman Kanclerz na honorowym miejscu trzyma w niej nagrody za 4 championy i 6 v-ce championów.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Fot glowne 2026 08 13 Nettg 00

Kopalnia Soli „Wieliczka” – jedna wycieczka, setki wrażeń!

Podróże czy edukacja? Połącz jedno i drugie, zabierz swoją klasę na szkolną wyprawę do Kopalni Soli „Wieliczka”. Zamiast lekcji aktywna nauka podczas zwiedzania. Wybierz trasę idealną do wieku uczniów i posiadanej przez nich wiedzy.

Małysz nadal przyciąga. Tysiące osób odwiedziło już centrum narciarstwa jego imienia

W ciągu miesiąca ponad 5 tysięcy osób odwiedziło Beskidzkie Centrum Narciarstwa im. Adama Małysza w Wiśle. Nowa atrakcja turystyczna przyciągnęła zarówno mieszkańców, jak i turystów z Polski oraz zagranicy. – Nazwisko Adama Małysza wciąż ma w sobie magię i nadal przyciąga ludzi - mówi Tadeusz Papierzyński, prezes spółki Baseny Wisła, która zarządza obiektem.

1

Oktoberfest w beskidzkim wydaniu. Pomysł na integrację firmową w Hotelu*** NAT Wisła

Szukasz pomysłu na oryginalne spotkanie dla pracowników, integrację zespołu albo nieformalne wydarzenie dla klientów? Jesienny wyjazd w klimacie Oktoberfestu może być świetną alternatywą dla tradycyjnej kolacji firmowej. Hotel*** NAT Wisła zaprasza na wyjątkową imprezę OKTOBER w Malince, gdzie bawarski klimat spotyka się z tyrolską atmosferą, góralską gościnnością i beskidzkimi smakami.

Górnicze orkiestry dęte (i nie tylko) zagrają w Rudzie Śląskiej

W sobotę, 22 sierpnia 2026 roku, Ruda Śląska po raz 25. rozbrzmi muzyką orkiestr dętych. Jubileuszowa edycja Festiwalu Orkiestr Dętych im. Augustyna Kozioła odbędzie się w Parku Kozioła w dzielnicy Ruda, a gwiazdą wydarzenia będzie piosenkarka Teresa Werner.