Piętnaście goli w dwudziestu meczach kadry to świetny wynik piłkarza z ruchu Knurów

1602230271 ariel mnochy kadra

fot: Archiwum domowe/playarena.pl

Ariel Mnochy i koledzy z reprezentacji świętują zdobycie wicemistrzowskiego tytułu

fot: Archiwum domowe/playarena.pl

Pracuje na co dzień w Oddziale Przewozu ruchu Knurów kopalni Knurów-Szczygłowice. Po pracy kopie piłkę i to nie byle jak. Ariel Mnochy wraz z reprezentacją Polski już dwukrotnie wywalczył wicemistrzostwo świata w piłce nożnej sześcioosobowej.

Piętnaście goli w dwudziestu meczach kadry to doprawdy świetny wynik. Zwłaszcza że młody knurowianin ma zaledwie trzyletni staż w reprezentacji. Można go zobaczyć w akcji jako zawodnika drużyny Dentim Clinic Katowice. To utytułowany zespół, odnoszący sukcesy w rozgrywkach Playareny.

– Jesteśmy fanami piłki nożnej i cieszymy się, że możemy zagrać z każdym. Bo taka jest właśnie idea tych rozgrywek. Wystarczy motywacja i upór, a murawa pokaże, kto jest lepszy – wyjaśnia Ariel. 

Drużyny stają do boju
Mecz piłki nożnej sześcioosobowej trwa 2 razy po 20 min. Jest rozgrywający i skrzydłowi, a także libero, czyli napastnik zajmujący pozycję środkową tyłem do bramki przeciwnika. Na niego się gra. Przepisy nie przewidują spalonego, a rzut karny wykonywany jest z sześciu metrów.

Rozgrywki „szóstek” toczą się w całej Polsce. Najlepsze drużyny stają do boju w ramach turnieju finałowego, a na wybijających się zawodników czeka powołanie do kadry narodowej. Macierzysty zespół Ariela Mnochego pierwsze swoje mecze rozegrał z początkiem 2017 r. i potrzebował zaledwie kilku miesięcy, aby jeszcze jako drugoligowiec wygrać Puchar Katowic, a następnie sięgnąć po Puchar Polski i prawo startu w rozgrywkach międzynarodowych EMF Champions League. Dentim jak burza przeszedł przez fazę grupową, pokonując wszystkich trzech rywali, a w 1/16 finału zwyciężył ekipę z Węgier 8:1. Piłkarze z Katowic ulegli w 1/8 finału Bośniakom, ale i tak odnieśli ogromny sukces, zapewniając sobie miejsce wśród 16 najlepszych drużyn sześcioosobowych w Europie. Z kolei Ariel Mnochy został zauważony przez trenerów i powołany do reprezentacji Polski. W koszulce z orłem na piersi zagrał na mistrzostwach świata w Portugalii w 2018 r.

– Doprawdy niezapomniany turniej. Rozgrywki toczyły się w Lizbonie na Praça do Comércio. Gospodarze świetnie przygotowali całą imprezę. Wspaniały stadion, specjalnie przeznaczony do rozgrywek piłki nożnej sześcioosobowej, po brzegi wypełnione trybuny, to wszystko nadawało wydarzeniu atmosferę wielkiego piłkarskiego święta – opowiada Ariel.

Biało-Czerwoni trafili do grupy H, wraz ze Słowenią, Omanem i Tunezją. Fazę eliminacyjną udało się przejść naszej drużynie bez większego problemu. Na początek było zwycięstwo ze Słowenią 4:1. Następnie przyszła wygrana tym samym stosunkiem z Omanem, a na przysłowiowy deser nasi pokonali Tunezyjczyków 4:0. Trzy zwycięstwa zapewniły reprezentacji udział w kolejnej rundzie rozgrywek. W 1/8 finału Polacy zmierzyli się z Chorwatami. Mecz był zacięty. Gdy wydawało się, że trzeba będzie uznać wyższość rywali, nasi doprowadzili do remisu i zwyciężyli ostatecznie w rzutach karnych (4:2). Zbudowani tym zwycięstwem Polacy rozgromili potem Anglię 3:0, a w półfinale okazali się lepsi nawet od samych gospodarzy.

– Wygraliśmy z nimi 2:1, zdobywając decydującą bramkę w doliczonym czasie drugiej połowy, pomimo że graliśmy w osłabieniu. Ogarnęła nas niesamowita radość, bo nikt nie spodziewał się tak znakomitego debiutu na światowym turnieju. Tytuł wicemistrzowski mieliśmy już w kieszeni. Każdy chciał jednak sięgnąć po złoto. Wiedzieliśmy, że w finale będzie ciężko. Czekał na nas bowiem utytułowany rywal – Niemcy. Mam wrażenie, że byliśmy od nich lepsi. Cały czas atakowaliśmy przeciwnika, tymczasem wystarczyła jedna kontra i niestety, piłka znalazła się w naszej bramce, a straty nie udało się już odrobić – przyznaje zawodnik z Knurowa. 

Ariel strzela gole
W Portugalii najskuteczniejszy był kapitan Biało-Czerwonych, Bartłomiej Dębicki, autor 6 goli. Po 4 trafienia zanotowali Ariel Mnochy i Marcin Rosiński, 3 – Mateusz Gliński, a po 2 – Wojciech Springer i Mariusz Milewski.

Równie emocjonujący był finał mistrzostw świata w 2019 r. w Grecji. Tym razem Polska znalazła się w grupie z Marokiem, Walią, Litwą i Belgią, znakomicie radząc sobie z tymi przeciwnikami. W ćwierćfinale Biało-Czerwoni pod wodzą Klaudiusza Hirscha pokonali Meksyk 7:3. Meksykanie wcześniej pokonali Brazylijczyków i byli w gronie faworytów turnieju. Mecz zaczęli odważnie, grali wysokim pressingiem. Już na początku Renato Rivera trafił w słupek, ale już dwie minuty później Bartłomiej Dębicki strzelił gola na prowadzenie. Na 2:0 podwyższył Ariel Mnochy. Przejął piłkę na środku boiska i ze stoickim spokojem posłał ją do siatki, będąc sam na sam z bramkarzem. Po podaniu Mnochego kolejną swoją bramkę w tym meczu zdobył Dębicki. I tak worek z golami pękł na dobre. Strzelono ich w sumie dziesięć, a triumfowała Polska.

W pojedynku o złoty medal rywalem Biało-Czerwonych byli Rosjanie. Postawili na zdecydowany atak. Prowadzili 2:0, a następnie 3:1.

– Zapłaciliśmy cenę za chwilę nieuwagi, ale cały czas dążyliśmy do zmniejszenia strat bramkowych. W końcu Bartek Dębicki strzelił gola na 2:3. Było emocjonująco. Nasz trener zdecydował się na wycofanie bramkarza. Na nic się to zdało. Przegraliśmy finał drugi raz z rzędu, ale było nie było, obroniliśmy wicemistrzowski tytuł – przyznaje Ariel Mnochy.

Grecy – jak powiada – również doskonale przygotowali turniej.

– Całe Rethymno żyło rozgrywkami od rana do późnego wieczora. Kto nie zdobył biletu na stadion, mógł oglądać rozgrywki na telebimach w miejscowych kawiarenkach. Na mnie ogromne wrażenie zrobiły fantastyczne widoki wokół stadionu – dodaje piłkarz.

Socca, bo tak brzmi slangowe określenie futbolu sześcioosobowego, zyskuje sobie coraz większą popularność. Lecz wbrew pozorom to bardzo trudna dyscyplina.

– Ogromną rolę odgrywa tu sama technika gry i refleks, czyli umiejętność podejmowana szybkich decyzji. Akcje toczą się dynamicznie, trzeba mieć na bieżąco przegląd pola, nie ma spalonych. Drużyny często ściągają na rozgrywki kadrowiczów z reprezentacyjnych „jedenastek”. Tak uczynili m.in. Rosjanie. Do socca trafiają coraz częściej zawodnicy z drużyn futsalu. Chciałbym, żeby któryś z finałowych turniejów został rozegrany w Polsce. Szkopuł w tym, że nie ma u nas jeszcze stadionu przeznaczonego do tej odmiany futbolu. Być może powstanie we Wrocławiu. A zatem wszystko jeszcze przed nami. Mistrzowski tytuł też – zapowiada Ariel Mnochy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Błoto, pot i adrenalina, czyli biegiem po hałdzie - SRK & RUNMAGEDDON

84 lata - tyle wyniosła różnica wieku między najmłodszym i najstarszym uczestnikiem tegorocznej edycji SRK & RUNMAGEDDON Katowice Hałda Kostuchna. Na trasie błoto, pot i adrenalina. Na mecie - triumf z wytrwałości i radość z pokonania własnych słabości. Z wyjątkowym pogórniczym terenem zmierzyło się blisko cztery tysiące osób.

Moda zeszła w podziemia kopalni. Zobacz wyjątkową sesję

Od lat Kopalnia Soli „Wieliczka" pozostaje miejscem wyjątkowych wydarzeń artystycznych, kulturalnych i prestiżowych przedsięwzięć, które zachwycają rozmachem oraz niepowtarzalną atmosferą solnych podziemi. Monumentalne komory podziemne kaplice i surowe piękno od lat inspiruje twórców z całego świata, stając się przestrzenią dla projektów łączących sztukę, historię i nowoczesność.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.