PGG sprzeda miliony ton więcej, niż planowano
O tempie odchodzenia od węgla, zapotrzebowaniu na polski surowiec i jego roli w miksie energetycznym rozmawialiśmy z prezesem Polskiej Grupy Górniczej, Łukaszem Deją.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Łukasz Deja, prezes PGG.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
O tempie odchodzenia od węgla, zapotrzebowaniu na polski surowiec i jego roli w miksie energetycznym rozmawialiśmy z prezesem Polskiej Grupy Górniczej, Łukaszem Deją.
Czy ten rok coś zmienia, jeśli chodzi o zapotrzebowanie na polski węgiel, również ten z Polskiej Grupy Górniczej?
Rok 2026 pokazuje, że tempo odchodzenia od węgla będzie się zmieniało. W tym roku mamy wyraźne spowolnienie tego tempa. Jako Polska Grupa Górnicza zaobserwowaliśmy zwiększone zapotrzebowanie na węgiel w porównaniu z tym, co planowaliśmy jeszcze w grudniu czy w styczniu, gdy rozmawialiśmy z kolegami z energetyki. Dziś wiemy, że tego węgla sprzedamy około 3 milionów ton więcej, niż zakładaliśmy w grudniu 2025 czy na początku stycznia tego roku. Jest to możliwe dzięki temu, że produkujemy mieszanki. Praktycznie 25% naszej produkcji jest w różny sposób blendowane. Tego blendowania się nauczyliśmy i robimy to dobrze. Nasi odbiorcy są z tego zadowoleni, a my mamy wyższe przychody i dzięki temu ta dotacja, która pierwotnie była zakładana na dużo wyższym poziomie, jest zmniejszona.
Czy to może być pewien trend, który pokazuje, że energetyka znów spogląda korzystniej na paliwo węglowe, czy jeszcze niekoniecznie?
Bardzo bym sobie tego życzył, żeby to był trend stały, natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że takie lata jak rok 2026 zdarzają się co kilka lat. Pamiętam sytuację z 2021 roku, kiedy polska energetyka również zgłaszała większe zapotrzebowanie, a potem w kolejnym kwartale okazało się, że dostawy czy odbiory przez energetykę zostały praktycznie wstrzymane. Chciałbym, żeby to był trend stały, natomiast nie potrafię teraz przewidzieć, na ile on się utrzyma.
W 2030 roku węgla może być w miksie energetycznym więcej, niż podejrzewaliśmy jeszcze rok temu?
Jako Polska Grupa Górnicza opieramy się na Krajowym Planie na rzecz Energii i Klimatu, jego wersji WEM, oraz umowie społecznej, które zakładają, że w 2030 roku zużycie węgla w Polsce będzie wynosiło 28 milionów ton. Polska Grupa Górnicza wpisuje się w te wielkości. Jestem przekonany, że tutaj nie nastąpi znacząca obniżka. W mojej ocenie będzie to gdzieś około właśnie tej wielkości.
Jak Pan zauważył, zapotrzebowanie na węgiel rzeczywiście jest większe niż jeszcze kilka miesięcy temu przewidywano. Równocześnie dzieje się to w sytuacji, gdy liczba pracowników Polskiej Grupy Górniczej jest coraz mniejsza. Jak te dwie rzeczywistości pogodzić?
Tak, to prawda. Jesteśmy w procesie restrukturyzacji, transformacji. Zakładaliśmy, że ustawa górnicza wejdzie w życie w roku 2025. Weszła w 2026 roku. My do tego procesu się przygotowywaliśmy, robiliśmy etatyzację, określaliśmy poziomy zatrudnienia niezbędne do realizacji zadań wydobywczych. Dzisiaj mogę powiedzieć, że 16 milionów ton, które planujemy na koniec tego roku wykonać, to jest efekt właśnie tych działań, które podjęliśmy w ubiegłym roku. Zwiększyliśmy wydajność rok do roku o 10% i obniżyliśmy koszty produkcji o 8%.
Pan redaktor mówił też o miksie energetycznym do 2030 roku. Oczywiście ten miks będzie się kształtował różnie. Do 2030 roku nie będziemy mieć przełomu, jeżeli chodzi o energetykę jądrową, natomiast na pewno ten miks węgla i gazu będzie się zmieniał. Będzie on zależny od dwóch elementów: od oddawania nowych mocy w gazie oraz od ceny gazu. Rok 2026 pokazał, że przy wysokich cenach gazu energetyka wraca do węgla i właśnie między innymi ten trend spowodował zwiększenie zapotrzebowania.
Energetyka wraca do węgla, ale równocześnie też minister Wojciech Balczun sygnalizował, że w umowie społecznej pewne daty mogą ulec zmianie. Dopuszcza Pan w planach Polskiej Grupy Górniczej, że ten dokument się zmieni?
Polska Grupa Górnicza opiera się na dokumentach, które są przyjęte przez polski rząd. Tak jak powiedziałem, Krajowy Plan na rzecz Energii i Klimatu oraz umowa społeczna są dla nas drogowskazem. Nie chcę dywagować, czy umowa społeczna się zmieni i kiedy, ponieważ sygnatariuszami tego dokumentu są strona rządowa i strona społeczna. My jako pracodawcy jesteśmy dopraszani do tego stołu rozmów. Porozumienie musi być zawarte przez te dwie strony – rządową i związkową – jeżeli w tym dokumencie będą wprowadzane jakiekolwiek zmiany.
Czekamy na atom, który mamy mieć w kolejnej dekadzie. Czy do tego czasu Polska Grupa Górnicza jest w stanie zapewniać węgiel i czy go wystarczy?
Węgla na pewno wystarczy, tego jestem pewien. Natomiast musimy dostosować nasze zasoby w zależności od tego, ile tego węgla będzie potrzeba. Mówię tutaj przede wszystkim o kadrze, o pracownikach, którzy są niezbędni do tego procesu. Jak wiemy, w tej chwili prowadzimy proces restrukturyzacji i ograniczamy zatrudnienie, co powoduje, że te zdolności produkcyjne rokrocznie tracimy. Jest to oczywiście zgodne z zapisami umowy społecznej, z wnioskiem notyfikacyjnym i z samym systemem dopłat, który mówi wprost, że jest to system redukcji zdolności produkcyjnych, za który Polska Grupa Górnicza otrzymuje rekompensatę.
Na kongresie Future Mining Expo często się podkreśla, że górnictwo przyszłości ma barwę miedzi lub srebra, a nie czarnego węgla. Czy to już jest trendem i nie ma od tego odwrotu?
Jesteśmy w Europie. Europa jasno wytyczyła kierunki. W debacie też zostało to powiedziane, że z węglem energetycznym wiąże się umowa społeczna i jest pewien okres, w którym ten węgiel będziemy w Polsce produkowali. Życzyłbym sobie, żeby węgiel był z nami jak najdłużej, natomiast to będzie zależało od zapotrzebowania. Praktycznie rynek i bezpieczeństwo energetyczne wyznaczą nam ramy, do kiedy to górnictwo będzie w Polsce potrzebne. Jestem zwolennikiem tego, aby dopóki węgiel będzie potrzebny polskiej energetyce, pochodził on od krajowych dostawców tego paliwa.
Rozmawiał Robert Passia