fot: Piotr Sobczak/JSW
Przed pierwszym zjazdem w „Zofiówce” Edyta Urbaniec bała się, by górnicza brać nie obśmiała „baby”, która pojawiła się nagle w ich zaklętych rewirach
fot: Piotr Sobczak/JSW
On jest twarzą naszego górnictwa, ona pierwszą w Polsce panią sztygar, która pracuje w kopalni w oddziale górniczym. Mimo, że wykonuje zawód zarezerwowany na Śląsku dla mężczyzn, to jednak nie czuje się w żaden sposób wojującą feministką.
Dzień Kobiet jest raz w roku, ale panowie powinni nas szanować codziennie. No i kwiaty przynosić znacznie częściej – śmieje się Edyta Urbaniec, która 3 razy w tygodniu zjeżdża pod ziemię w kopalni „Zofiówka”, gdzie jest zatrudniona w GPW, czyli Oddziale Górniczym Przebudowy Wyrobisk.
Jej najbliżsi śmieją się, że obudowami górniczymi zainteresowała się już w przedszkolu w rodzinnych Gorlicach. Drzwi do niego znajdowały się akurat na wprost Zakładu Maszyn Górniczych „Glinik”. Zaintrygowały ją stojące przy wejściu olbrzymie obudowy górnicze.
– W całych Gorlicach nikt nie wiedział, do czego służą – przyznaje Urbaniec, która swoje nietypowe zainteresowania zaczęła rozwijać w trakcie studiów na AGH w Krakowie, na kierunku Górnictwo i Geologia. Tam poznała męża, który studiował rok niżej. Zanim znalazła się na AGH, przekonywała rodziców, że to idealna uczelnia, by znaleźć partnera. – To był oczywiście żart z tym mężem. Wymyśliłam go sobie, by zamknąć usta tym, którzy mi dokuczali. A Michała, który był moim sąsiadem w akademiku, poznałam na piątym roku – wspomina początki znajomości z mężczyzną swojego życia.
Michał pochodzi z Międzybrodzia Bialskiego, Edyta z Gorlic. Długo zastanawiali się nad pracą w KGHM, jednak Jastrzębie wydawało się zdecydowanie lepszym miejscem do rozpoczęcia kariery w górnictwie. Gdy w listopadzie 2005 r. zamieszkali w tym byłym uzdrowisku, akurat „wstrzelili się” w boom węglowy. Na świecie cena surowca zaczęła szybować w górę, więc do śląskich kopalń znów werbowano zastępy górników.
– Jastrzębska Spółka Węglowa jawiła się nam jako dobry pracodawca, a „Zofiówka” jako jedna z najbardziej nowoczesnych kopalń w Polsce. Nigdy tego wyboru nie żałowaliśmy. Do lepszej kopalni nie mogliśmy trafić – uważa pani Edyta.
Pierwszy zjazd do „Zofiówki” nie był dla niej wielkim przeżyciem, gdyż już wcześniej poznawała dołowe tajemnice w trakcie praktyk studenckich. Ale mimo wszystko bała się, żeby nie dać plamy, by górnicza brać nie obśmiała „baby”, która pojawiła się nagle w ich zaklętych rewirach. I jak na złość, przytrafiła się jej wpadka. W łaźni dostała za duże gumiaki i nawet onuce nie pomogły. Gdy wpadła w błoto, jeden gumiak został w bajorku, zaś ona w skarpetce... Nie usłyszała jednak docinków i żarcików, przełożony Urbaniec zachował się jak prawdziwy dżentelmen i podał jej pomocną dłoń. Miała odpowiedni staż dołowy, więc szybko została zatwierdzona na stanowisko nadgórnika. Później przyszedł kolejny awans – na sztygara zmianowego.
– Pomyślałam raz kozie śmierć i spróbowałam. Mam naprawdę cudownych szefów, począwszy od dyrektora przez moich bezpośrednich przełożonych. Im nie przeszkadzało, że mam pracować na dole – chwali swoich współpracowników z „Zofiówki” Urbaniec. Szefowie bardzo szybko zaakceptowali kobietę w wyrobisku, podobnie jak i zwykli górnicy. – Nieważne czy się jest kobietą, czy mężczyzną. Albo się ma „jaja”, albo nie! – nawet i takie męskie słowa nie zbijały jej z tropu.
Gdy ma obchód na dole, wspólnie ze sztygarem oddziałowym swobodnie porusza się po wyrobisku, kontrolując, czy prace prowadzone są zgodnie z technologią i przepisami. W domu zawsze może liczyć na konsultację ze strony męża, który jest sztygarem zmianowym w Oddziale Zbrojeń i Likwidacji. O Michale głośno było w okolicach Barbórki ubiegłego roku, gdy znalazł się na billboardzie, który rozświetlił Śląsk i stolicę. Dając twarz górnictwu, nawet nie przypuszczał, jak wielką lawinę medialną wywoła.
– Ktoś z Jastrzębskiej Spółki mnie namówił do udziału w tej kampanii reklamowej. Miała to być lokalna sprawa, a zrobił się taki szum medialny, że przez dwa tygodnie życie nam się wywróciło do góry nogami. Ale warto to było zrobić dla górnictwa. Znajomi pytali mnie, ile na tej reklamie zarobiłem. Ja zawsze odpowiadałem, że sześć zer, ale bez jedynki z przodu – śmieje się pan Michał.