Pani geolog na telewizyjnym ekranie

1517665245 08 geolog arcdiscovery k4 m

fot: Discovery Channel

Malwina Smulska regularnie zjeżdża do podziemnych wyrobisk kopalni Budryk. Swojej pracy – jak powiada - nie zamieniłaby na inną

fot: Discovery Channel

- Wykonywanie zawodu geologa w kopalni węgla kamiennego to nie jest wcale łatwe zadanie dla kobiety. Jeśli ktoś nie ma twardego charakteru, to lepiej o takiej pracy niech nawet nie myśli – mówi Malwina Smulska z ornontowickiego Budryka.

O problemach, z którymi przychodzi jej się mierzyć w podziemnych wyrobiskach, opowiedziała widzom popularnego Discovery Channel.

Do pracy na dole zjeżdża wyekwipowana jak każdy górnik. Aparat ucieczkowy, lampa z akumulatorem, kask ochronny i obuwie robocze. Zabiera też z sobą niewielki notatnik, służący do szkicowania wyglądu wyrobiska.

- Moja praca polega na profilowaniu przodka i ścian wyrobisk górniczych i eksploatacyjnych. Muszę pokazać na rysunku, ile jest w nich skał, a ile węgla. W te same miejsca zjeżdżam regularnie. Złoże bowiem bywa zmienne. Jeśli jest dużo kamienia, należy użyć materiałów wybuchowych i po pewnym czasie wyrobisko znowu trzeba sprawdzić. Oczywiście, bywają takie sytuacje, że nie ma innego wyjścia, jak tylko zatrzymanie robót, ale w Budryku takich zdarzeń jest bardzo niewiele – opowiada o swojej profesji Malwina Smulska.

Dreszczyk emocji
W zeszłym roku latem otrzymała od kierownictwa Jastrzębskiej Spółki Węglowej propozycję udziału w filmie dokumentalnym, realizowanym przez Discovery Channel. Nie musiano jej długo przekonywać.

- Przystałam na propozycję. Czemu nie? Mogę opowiadać o swojej pracy. Nie ma w niej nic nadzwyczajnego, ale jeśli kogoś to interesuje, proszę bardzo – wyjaśnia.

Na panią geolog spadł też obowiązek opieki nad ekipą filmowców. Jej członkowie – jak sama wspomina - pierwszą konsternację przeżyli, dowiadując się, że w pracy musi zameldować się punktualnie o 6 rano. Fragment filmu, w którym widać, jak przechodzi przez wartownię, powtarzano kilkakrotnie. Już na samą myśl o tym, co będzie działo się na dole, czuła dreszczyk emocji.

- Z zapartym tchem obserwowali moment, gdy wsiadałam do naczynia zwanego kapsułą, w którym dokonuje się rewizji wyrobisk pionowych. Niektórzy członkowie ekipy filmowej byli wręcz przerażeni, gdy zostałam opuszczona w głąb szybu II. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie wycofają się z realizacji planów, ale w końcu wzięli się mocno w garść. Wisieć na linie i mieć pod sobą kilkusetmetrową przepaść, to jest już jakaś przygoda. Jeden z nich spróbował i nie żałował – opowiada Malwina Smulska.

Nie brakowało również problemów technicznych przy realizowaniu zdjęć w chodniku CW odstawczym w pokładzie 401. To kamera odmówiła posłuszeństwa, to znowu oświetlenie było nie takie, jak należy. W końcu przyszło do objaśniania wykonywanych czynności.

-Na dole porozumiewamy się skrótami. Nie ma miejsca na dyskusje ze względu na huk pracujących urządzeń. Tymczasem proszono mnie, aby każdą czynność dokładnie opisać, a mnie na usta cisnęły się skróty. „Malwina! Całymi zdaniami prosimy”!- krzyczeli do mnie operatorzy. I tak w kółko do znudzenia musiałam powtarzać kolejne fragmenty realizowanych ujęć – wspomina.

Ze względu na hałas realizatorzy zdecydowali jednak o konieczności wprowadzenia lektora, a w kilku przypadkach także napisów.

Trochę adrenaliny
Ośmioosobowa ekipa Discovery Channel nieźle naharowała się w podziemiach kopalni Budryk.

- Obserwowałam ich kątem oka. Bywało, że ktoś sobie pod nosem zaklął, brodząc w błocie, człapiąc upadową o dużym nachyleniu, czy pokonując pomost nad przenośnikiem taśmowym. Sprzęt, który zabierali ze sobą do lekkich raczej nie należał. W sumie każdego następnego dnia było lepiej – przyznaje bohaterka filmu o górniczej robocie.

Malwina Smulska nie ma wątpliwości, że zawód geologa w kopalni węgla kamiennego nie jest wcale łatwy, zwłaszcza dla kobiety. Trzeba wchodzić w nieznane rejony kopalni, tam gdzie występują zagrożenia skojarzone, wodne, metanowe i tąpaniowe. Raz już musiała wycofywać się z chodnika wraz z załogą. Wystąpił bowiem nagły napływ metanu.

- Mnie się akurat podoba, to, co robię. Byłam świadoma, że wybieram taką, a nie inną pracę. Jest trochę adrenaliny, ale dla mnie w sam raz. Szczerze powiedziawszy, nie wyobrażam sobie innego zajęcia - wyjaśnia.

Pani geolog pracuje w Budryku już 13. rok i ma nadzieję dotrwać do emerytury. Szanse ma duże, ponieważ złoża węgla, uwięzione w podziemiach ornontowickiego zakładu wystarczą na kolejnych 70 lat. Poza tym uwielbia szusować na nartach i jeździć rowerem. Chętnie też spędza czas na treningu aerobiku lub wyskoczy na dobry film do kina.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej