Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 144.31 USD (-0.27%)

Srebro

85.06 USD (-0.37%)

Ropa naftowa

98.93 USD (+2.12%)

Gaz ziemny

3.25 USD (+0.12%)

Miedź

5.89 USD (0.00%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 144.31 USD (-0.27%)

Srebro

85.06 USD (-0.37%)

Ropa naftowa

98.93 USD (+2.12%)

Gaz ziemny

3.25 USD (+0.12%)

Miedź

5.89 USD (0.00%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Pamir nie bez przyczyny nazywany jest „dachem świata”. To najpotężniejszy na świecie węzeł górski

Kirgistn arc

fot: archiwum domowe

Marcin Biernat dociera do celu na Jedwabnym Szlaku

fot: archiwum domowe

Motocykl BMW R1200 GS – potężna maszyna. Tym żelaznym rumakiem można zajechać – jeśli nie na koniec świata – to przynajmniej na jego dachy. Przekonał się o tym Marcin Bernat, nadsztygar BHP z gliwickiej Sośnicy. Minionego lata wybrał się w podróż Jedwabnym Szlakiem.

Pojęcie Jedwabny Szlak określa dawny system dróg handlowych łączących Chiny z Europą, Persją i Indiami. Liczył 12 tys. km i był wykorzystywany od III w. p.n.e. do XVII w. n.e., kiedy to przestał mieć znaczenie na skutek odkrycia drogi morskiej do Chin.

– Wraz z kolegą Henrykiem Jelito wybraliśmy ten kierunek, ponieważ wiedzie przez przełęcz Ak-Bajtał w Pamirze, we wschodnim Tadżykistanie, pomiędzy Górami Sarykolskimi a pasmem Muzkol. Chcieliśmy też zobaczyć na własne oczy jezioro Karakul. Nasza droga wiodła przez Turcję, Gruzję, Rosję, Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan do Uzbekistanu – opowiada Marcin Bernat.

Każdy musi swoje odstać

Obaw przed wyprawą było sporo, zwłaszcza o przekraczanie granic. Tamtejsze tereny to nie Unia Europejska, gdzie bez zatrzymywania się można pokonywać tysiące kilometrów, pędząc po autostradzie. O dziwo, jednak problemów z tym nie było.

– Papierologia jest w tamtych stronach ogromna, podobnie jak kolejki samochodów. Osobówki wcale pierwszeństwa nie mają. Każdy musi swoje odstać i tyle. Jest więc dużo czasu na wypełnianie dziesiątków wniosków i formularzy, ale też na żadnej z granic nie robiono nam problemów. Wszędzie było miło i z uśmiechem, nawet na granicach Federacji Rosyjskiej. Tam zresztą zaskoczyły nas kontrole, i to czasami nawet drobiazgowe, na wewnętrznych granicach republik wchodzących w skład Federacji. Notabene podróż przez Rosję przebiegała wzdłuż wybrzeża Morza Kaspijskiego na odcinku 800 km. Wjechaliśmy również na terytorium Czeczenii. Nawet skorzystaliśmy z noclegu w pobliżu Groznego. W sumie, w kraju dyktatora Władimira Putina, spędziliśmy dwa dni i dwie noce. Jedyne utrudnienie, jakie nas spotkało, to brak działającego GPS, no i dość słabo oznakowane drogi. Musieliśmy więc jechać z mapą i na czuja – zwraca uwagę Marcin Bernat.

Gdy obaj podróżnicy bezpiecznie przekroczyli granicę rosyjsko-kazachską, musieli bardziej nacisnąć na pedał gazu. Okazało się bowiem, że odległości między ludzkimi osadami są dość spore.

– Wokół pustki. Na dłuższych dystansach nie spotkaliśmy żywej duszy. Całe szczęście, że w ogóle jakieś miasteczka raz po raz pojawiały się na trasie. Dzięki temu mogliśmy korzystać z gościnności miejscowych lub hoteli oferujących swe usługi. Przeciętna cena noclegu ze śniadaniem i kolacją to około 25 dolarów za dobę. W tamtych stronach jada się skromnie, dużo grillowanego mięsa, jakieś placki. Smacznie, choć bez rewelacji. Generalnie Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan i Uzbekistan niewiele się od siebie różnią. Wszędzie sporo postsowieckich pamiątek. Kazachowie z urody przypominają trochę Mongołów, Kirgizi Chińczyków, z kolei Tadżycy są podobni do Afgańczyków, zupełnie jak Uzbecy. Widać, że w przeszłości wszyscy oni byli zamknięci w jednym państwie. Ich zwyczaje i kultura wzajemnie się przenikały. Świadczą o tym kulinaria, zwyczaje czy architektura zabudowań. Czy wiedzą coś o Polsce? Otóż byłem zaskoczony – tak. Nie byli specjalnie dociekliwi, skąd dokładnie przybywamy, raczej ich uwaga skoncentrowana była na naszych motocyklach – opowiada dalej o swych wrażeniach podróżnik z Sośnicy.

Nasi podróżnicy nie kryli z początku obaw o benzynę. Lecz jak się szybko przekonali, paliwo było wszędzie dostępne i stosunkowo tanie, jak na nasze warunki. Tylko raz w Tadżykistanie byli zmuszeni sięgnąć do kanistrów po zapasy na dalszą drogę.

Kierunek Duszanbe

W końcu nadszedł dzień, w którym motocykliści wjechali na słynny Jedwabny Szlak. Zrobili to dokładnie w kirgiskim mieście o nazwie Osz. Ongiś było ważnym węzłem tego historycznego szlaku, łączącego Wschód z Zachodem. Jest to zresztą jedno z najstarszych miast w Azji Środkowej, z bogatą historią i znaczeniem kulturowym. Jego centrum stanowi święta Góra Sułajmana – Sułajman-Too, wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Sam Pamir nie bez przyczyny nazywany jest „dachem świata”. To najpotężniejszy na świecie węzeł górski, w którym zbiegają się łańcuchy górskie przekraczające 7000 m n.p.m.: Tienszan, Hindukusz, Karakorum, Himalaje. To również kraina tysiąca lodowców. Na motocyklową wyprawę w sam raz.

– Do Duszanbe mieliśmy wówczas ok. 1250 km, ale za to ten odcinek drogi był chyba jednym z najpiękniejszych, po których dane było mi jechać. Wiedzie bowiem malowniczym fragmentem Pamiru w Tadżykistanie – pokazuje na mapie Marcin Bernat.

I taką właśnie malowniczą, pełną piachu i szutru drogą, albo jak ją zowią tamtejsi – drogą M-41 Pamir Highway, obaj motocykliści dotarli do przełęczy Ak-Baitał, znajdującej się na wysokości 4655 m n.p.m. Przecina ją droga samochodowa Osz-Chorog. Ak-Bajtał, czyli w języku Kirgizów „Biała Kobyła”, to najwyższa przełęcz na szosie pamirskiej.

– Z początku jakoś słabiej się poczuliśmy. Może to sprawa ciśnienia bądź rozrzedzonego powietrza, na które narzekają przybywający w te strony. Na szczęście dobre samopoczucie szybko powróciło i mogliśmy sycić swe oczy wspaniałymi krajobrazami. Zetknęliśmy się również z dość sporą różnicą temperatur. Ciepło w dzień, a dość chłodno wieczorem i w nocy – wspomina nadsztygar z Sośnicy.

W sumie obaj podróżnicy pokonali w ciągu pięciu tygodni trwania wyprawy 16,5 tys. km. Co istotne, zupełnie bezawaryjnie. Ich motocykle spisały się wzorowo. Pogoda też im dopisała.

– Deszcz złapał nas dopiero w drodze powrotnej w Bułgarii – podsumowuje Marcin Bernat.

Nie była to jego pierwsza wyprawa motocyklowa. Przed trzema laty odwiedził Gruzję.

– Gruzja nam się bardzo podobała. Na pierwszy rzut oka była bardziej europejska niż Turcja. W sklepach alkohol, o czym w Turcji można było jedynie pomarzyć, piękne miasta i osady, nawet dobre drogi, lecz styl jeżdżących po nich kierowców pozostawiał wiele do życzenia – cofa się pamięcią wstecz.

Wraz z ekipą motocyklistów dotarł do leżącej na wysokości ok. 2100 m n.p.m. samotnej wioski Ushguli.

– To przepiękne miejsce zamieszkane przez lud Swanetii. Widoki zapierają dech w piersiach. Dojrzeć można stamtąd najwyższe pasma Kaukazu. Wokół kamienna zabudowa z basztami obronnymi. Miejscowość wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Osady są dostępne przez cztery miesiące roku – gdy nadchodzi gorsza aura, stają się zupełnie nieprzejezdne – wskazuje podróżnik.

Jechał też zboczami Wielkiego Kaukazu. Wiedzie tam droga uchodząca za najniebezpieczniejszą w Gruzji i jedną z najniebezpieczniejszych na świecie. Prowadzi przez przełęcz Abano 2826 m n.p.m.

Dokąd jeszcze pogna na swym motocyklu? To na razie tajemnica, ale z pewnością będą to równie egzotyczne zakątki świata.

Marcin Bernat na przełęczy Kyzyl-Art

Pamir – łańcuch górski w Azji Centralnej, z którego rozchodzą się góry Hindukusz, Karakorum (a dalej Himalaje), Kunlun i góry systemu ałajskiego, łączącego się z Tienszanem.

Przeważająca część Pamiru leży w Tadżykistanie, skrajne części zaś w Chinach i Afganistanie. Region tworzy nieregularny czworobok (ok. 280 km z północy na południe i ok. 400 km z zachodu na wschód) ograniczony od północy Kotliną Ałajską, od wschodu Górami Kaszgarskimi, od południa grzbietem Hindukuszu, a od zachodu doliną rzeki Pandż.

Najwyższym szczytem Pamiru jest położony w Tadżykistanie Szczyt Ismaila Samaniego, który osiąga wysokość 7495 m n.p.m. (w latach 1933-1962 nosił nazwę Pik Stalina, a w latach 1962-1998 Pik Komunizmu).

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na terenie kopalni lądował śmigłowiec LPR. Pracownik trafił do szpitala

Na terenie kopalni Marcel w Radlinie w środę, 11 marca, około godziny 17 wylądował śmigłowiec LPR. Pomocy medycznej potrzebował jeden z pracowników.

Marszałek Saługa: Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i wygasić górnictwa z dnia na dzień

- Na pewno nie jest możliwe zamknięcie wszystkich kopalni i przejście na zupełnie inny poziom kreowania gospodarki opartej na zupełnie nowych technologiach. Minie trochę czasu zanim będziemy w stanie oprzeć konkretne gałęzie gospodarki wyłącznie na alternatywnych źródłach energii - mówi marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa.

Ta kopalnia sięgnie po miliony ton węgla świetnej jakości. Nowy poziom 880 m zmieni wszystko

Górnicy z ruchu Chwałowice kopalni ROW prowadzą obecnie eksploatację trzema ścianami. I taki jest też obecny model funkcjonowania zakładu, który od kilku lat notuje dobre wyniki produkcyjne. W październiku ub.r. ruszyła też ważna inwestycja, pozwalająca na odtworzenie bazy zasobowej, a tym samym na realizację zapisów umowy społecznej i wydobycia zaplanowanego w programach operacyjnych kopalń. Pogłębiany jest szyb II do poziomu 880 m.

Załoga PG Silesia wciąż nie ma pewności, czy miejsca pracy zostaną utrzymane

Wciąż niepewny jest los Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Przypomnijmy, że w ub. tygodniu zarządca sądowy wysłał do strony rządowej, związków zawodowych oraz właściciela spółki pismo o złej sytuacji kopalni i prawdopodobnej redukcji zatrudnienia o kilkaset osób. Mimo, iż Sąd Rejonowy w Katowicach nie wyraził sprzeciwu wobec dzierżawy przedsiębiorstwa przez Bumech, koncesja na wydobycie wciąż nie została przeniesiona i co za tym idzie nie możliwe jest przejęcie pracowników przez owego przedsiębiorcę.