Pamiętam te hałdy z dzieciństwa, ale nie ma ich w oficjalnych spisach. Kopalnie na Śląsku znikają jedna po drugiej
Byłem w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu na posiedzeniu Komisji Górnictwa naszego, śląskiego oddziału PAN. Spotkanie to poświęcone było dokonaniom muzeum w zakresie cyfrowego dokumentowania obiektów i dokumentów związanych z funkcjonowaniem śląskiego górnictwa węglowego. Górnictwa, które, niestety, powoli przechodzi do przeszłości.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jacek Korski
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Byłem w Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu na posiedzeniu Komisji Górnictwa naszego, śląskiego oddziału PAN. Spotkanie to poświęcone było dokonaniom muzeum w zakresie cyfrowego dokumentowania obiektów i dokumentów związanych z funkcjonowaniem śląskiego górnictwa węglowego. Górnictwa, które, niestety, powoli przechodzi do przeszłości.
Ludzi związanych przez lata z kopalniami, gdzie przeżyli swoją młodość, bardzo to boli, ale taka już kolej rzeczy. Ci, którzy czytali moje pierwsze teksty na tych łamach, pamiętają powtórzony kilkukrotnie cytat o epoce kamiennej, która nie skończyła się z powodu wyczerpania jej złóż. Kopalnie węgla – nie tylko na Górnym Śląsku – powstawały i przestawały istnieć od zawsze. Ich kres wynikał z różnych przyczyn: gorszych niż oczekiwano warunków górniczo-geologicznych, zagrożeń oraz wielkości (a właściwie małości), która uniemożliwiała wprowadzenie nowoczesnych i bardziej wydajnych technologii wydobycia. Kopalnie zamykano, łączono i zmieniano im nazwy. Często ślad po nich znikał. A czasem spotykaliśmy ich pozostałości, podejmując jakieś inwestycje.
Kiedyś słyszałem, że budując katowicki Spodek, wydrążono kilkudziesięciometrowy szyb, aby sprawdzić, czy nie ma tam płytkich wyrobisk górniczych. Zachował się bowiem zapisek, że działała tam jakaś kopalnia. I właśnie to, co robi zabrzańskie MGW, a także Wyższy Urząd Górniczy, który archiwizuje dokumentację zlikwidowanych kopalń, ma służyć uniknięciu niespodzianek w przyszłości. Jest praktycznie niemożliwe, aby zachować wszystkie budynki, urządzenia czy wyrobiska odchodzących do przeszłości kopalń, a papierowe dokumenty nie są trwałe. Warto więc utrwalać je w formie cyfrowej i to dzieje się od pewnego czasu w zabrzańskim muzeum. Była też okazja do przypomnienia krótkiej historii tego muzeum.
Oprócz bardzo praktycznych powodów powinniśmy zachować dla potomności historię naszego górnictwa i pamięć o ludziach, którzy je współtworzyli. Padła na spotkaniu nawet propozycja, aby nagrywać relacje górników różnej rangi, i ten pomysł bardzo mi się spodobał. Pamiętam oglądane na jakimś telewizyjnym kanale edukacyjnym wspomnienia żołnierzy brytyjskich z I wojny światowej. Dziś ludzi tych już nie ma z nami, ale ich słowa dodają życia i barwy suchym dokumentom. Nie dbaliśmy kiedyś o utrwalanie przeszłości, ale ufam, że to się zmienia. I wreszcie – interesuje nas to, „skąd przychodzimy”.
Coraz mniej Polaków rozumie energetykę
Realizując w KOMAG-u, gdzie pracuję, pewien projekt dotyczący kopalnianych hałd, szukaliśmy tej, która pasowałaby nam do badań. Są różnego rodzaju wykazy sporządzane przez różne instytucje i dostępne w internecie. Nie znaleźliśmy w nich hałd, które pamiętałem z dzieciństwa, a przecież na Śląsku się urodziłem i mieszkam do dziś. Analiza zdjęć satelitarnych i wizyty w tzw. terenie pokazały, że są hałdy, których w żadnych spisach nie ma! Kiedyś hałdy sypano tuż przy kopalniach, a to oznacza, że o niektórych kopalniach nie wiemy. Przeszłości nie cofniemy, ale warto ją dokumentować.
Przeczytałem gdzieś, że wielu Polaków czuje się niedoinformowanych i coraz mniej rozumie z tego, co dzieje się z naszą energetyką i jej przyszłością. Nie dziwię się, przecież i ja – osoba nawykła do szukania źródeł – mam coraz więcej wątpliwości. Na co dzień przeżywamy informacje o cenach paliw, ale o przyszłości energetyki mówimy mniej i nie do końca spójnie. Budzi to niepokój i brak zrozumienia.
Jakoś tak ostatnio pojawia się dużo tekstów o katastrofach górniczych w śląskich kopalniach, ale w przeszłości pisano o nich niewiele, bo zbyt dużo ich było i ówczesnej władzy niezręcznie było je nagłaśniać. Był to nieodłączny element funkcjonowania podziemnego górnictwa, nie tylko w naszym kraju. Kiedyś, będąc w wietnamskiej kopalni, zobaczyłem cytat sprzed lat: „Praca górnika i służba żołnierza są podobne do siebie, w obu naraża się życie…”. Autorem tych słów był Ho Chi Minh, wtedy przywódca Demokratycznej Republiki Wietnamu. Ryzyko jest zawsze, ale zadaniem wielu ludzi, w tym inżynierów w górnictwie, jest troska o to, aby pracować bezpiecznie. Niestety, jest parę zawodów, które są wykonywane w kontakcie z potężnymi siłami przyrody. Siłami, których nie poznaliśmy jeszcze do końca…