Pamięć i historia - felieton Jacka Korskiego

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Lubię czytać książki o historii i słuchać opowieści o czasach minionych z ust ludzi. Czasem mam wskutek tego dylematy, bo książkowa historia rozjeżdża mi się z tą opowiadaną przez uczestników wydarzeń. Ostatnio nasz Sejm i Senat oddały hołd ofiarom Tragedii Górnośląskiej. W Senacie stosowną uchwałę przyjęto przez aklamację, w Sejmie wzbudziła sporą dyskusję, choć została w końcu przyjęta.

Zastanawiając się, dlaczego wzbudziła kontrowersję, dochodzę do wniosku, że jesteśmy powierzchowni i nie kierujemy się wiedzą i rozumem, ale emocjami.

Tragedię Górnośląską różnie postrzegają ludzie czy organizacje, którym przyświeca jakiś, powiedziałbym, polityczny, doraźny cel. Zawsze jednak dotyczy 1945 roku i roku następnego, i regionu Górnego Śląska. Bardziej powszechnie postrzegana jest jako działanie od stycznia 1945 wkraczających na Śląsk żołnierzy Armii Czerwonej, którzy, pod jakimś pretekstem lub bez, dopuszczali się licznych zbroxni, w tym morxerstw, gwaxtów i graxieży (przyp.red. - działanie Google). Już wcześniej pokazali w dawnych Prusach Wschodnich czy na Mazurach, na co ich stać na ziemiach postrzeganych jako niemieckie.

Tragedie Miechowic, Przyszowic i wielu innych śląskich miejscowości na wiele lat pozostawały wyłącznie w świadomości ofiar i ich najbliższych. W Łaziskach Średnich nie raz słyszałem opowieść o młodych ludziach, którzy ukrywali się przed wywózką na Wschód pod ziemią, w nieczynnej wtedy kopalni. A była to przed wojną polska część Śląska!

O zorganizowanych wywózkach w głąb Związku Radzieckiego zdolnych do pracy mężczyzn długo było głucho. Mieliśmy w Bytomiu sąsiadkę, panią Mrahacz, z dwójką dzieci. Utrzymywała się z jakichś doraźnych prac. Do dziś pamiętam straszny krzyk, kiedy do domu wrócił pod koniec lat pięćdziesiątych jej mąż, a właściwie jego cień. Nigdy nie widziałem człowieka tak wychudzonego, nawet na zdjęciach z KL Auschwitz.

Kiedy zacząłem pracę w kopalni Makoszowy, usłyszałem historię rodzinną jednego ze współpracowników. W styczniu 1945, kiedy wojska radzieckie wkroczyły do Zabrza, frontowe jednostki pilnowały porządku, dzieci były dokarmiane przez żołnierzy. Jednak już po dwóch dniach pojawiły się obwieszczenia, że mężczyźni zdolni do pracy mają się stawić w wyznaczonych miejscach z prowiantem na dwa dni do kopania okopów. Mój kolega miał ojca – maszynistę wyciągowego w kopalni Delbrück (Makoszowy) i już pełnoletniego brata. Z miejsca zbiórki zapakowano ich do wagonów i przez kolejne dziesięć lat kopali rudę żelaza w Krzywym Rogu. Wrócili, ale nie na Śląsk… Trafili do Berlina, gdzie polska komisja miała rozstrzygnąć, czy są Polakami, czy Niemcami. Ojciec, który chodził do polskiej szkółki niedzielnej i znał polskie wierszyki, piosenki i pacierz, został uznany za Polaka. Jego rodzony syn, który uczył się wyłącznie w niemieckich szkołach, został uznany za Niemca.

Tak jeszcze dodam, że opowiadający tę historię był w moich oczach bardzo zdolnym i oczytanym człowiekiem, ale z ukończonymi tylko czterema klasami szkoły podstawowej. Kiedy zapytałem go, dlaczego tak wcześnie zakończył edukację, odpowiedział mi, że do szkoły poszedł w 1940 r. i zaraz dostawał od nauczycieli i niektórych kolegów cięgi za to, że jest Wasserpolacke (polaczek). Kiedy zwróciłem mu uwagę, że od września 1945 była już szkoła z polskimi nauczycielami, to usłyszałem, że wtedy obrywał po głowie za to, że jest pieprzonym szwabem, i opuścił szkołę, bo miał już dość bicia za język, którym się posługiwał.

Nie wszyscy jednak ze Wschodu mieli szczęście wrócić. Powojenny wojewoda śląsko-dąbrowski zwracał się do władz radzieckich o zwrócenie wywiezionych, ale szło to opornie.

Rosjanie w styczniu 1945 nie wiedzieli zapewne, gdzie będzie zachodnia granica powojennej Polski, ale to żadne usprawiedliwienie. Wojna powoduje upadek standardów moralnych.

Trzeba też jednak, niestety, napisać o innym postrzeganiu Tragedii Górnośląskiej, czyli obozach dla ludności niemieckiej, takich jak Zgoda, Łambinowice i wiele mniejszych, gdzie nasi współobywatele zgotowali tym ludziom okrutny los. I choć nie przynosi nam to dumy, to nie wolno o tym milczeć! A ludziom, którzy na Śląsk przyjechali później, powinno to pokazywać, jak złożone i trudne były nasze losy.

Jacek Korski

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Maksymalna głębokość szybów osiąga obecnie w Polsce 1250 m?

Czy kraje zachodnie, ograniczające wydobycie węgla, będą potrzebować tego surowca importowanego z Polski? Ile wynosi maksymalna głębokość szybów w Polsce? I jakie wyniki miała Gliwicka Spółka Węglowa? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 10 października 1996 roku.

Rozmowa netTG.pl - odcinek 84 - Bartłomiej Benisz | Prezes firmy Arbena o inwestycji dla ZG Janina

Bartłomiej Benisz, prezes firmy Arbena, był gościem studia netTG.pl na Kongresie Nowej Mobilności. W rozmowie o inwestycji przy kopalni Janina, drodze firmy od zaplecza górniczego do rolnictwa i przemysłu oraz o planach eksportowych.

Górnicy rozpoczęli strajk głodowy. Napięta sytuacja w chilijskim górnictwie

Pracownicy kopalni miedzi Antofagasta PLC w Chile zaostrzyli w piątek trzydniowy strajk. Trzech członków związku zawodowego rozpoczęło głodówkę. Przywódcy związkowi próbowali wywrzeć presję na firmę, aby powróciła do stołu negocjacyjnego – podaje Bloomberg.

Polska ma złoża, ale czy ma klimat do inwestycji? O górnictwie, Myszkowie i społecznej akceptacji w Sejmie

Myszków pokazuje więc fundamentalny problem polskiej gospodarki surowcowej: samo udokumentowanie zasobów nie oznacza jeszcze możliwości ich gospodarczego wykorzystania. Potrzebne są dalsze analizy techniczne i ekonomiczne, ocena oddziaływania na środowisko, odpowiednie warunki prawne i inwestycyjne, a przede wszystkim dialog z lokalną społecznością.