Pakiet klimatyczny za bardzo słoną cenę
Priorytetami unijnej polityki energetycznej są ochrona klimatu i ograniczanie globalnego ocieplenia. Dlatego Komisja Europejska (KE) zaproponowała pakiet energetyczno-klimatyczny. Obejmuje on: redukcję emisji CO 2 o 20 proc. do 2020 r., poprawę efektywności energetycznej, która przyniesie zmniejszenia zużycia paliw o 20 proc. oraz zwiększenie do 20 proc. udziału energii odnawialnej w UE. Polska otrzymała niższy wskaźnik — 15 proc. zużywanej energii w 2020 roku ma pochodzić ze źródeł odnawialnych. Obecnie ich wykorzystanie wynosi 7,2 proc.
KE wnioskowała też, by od 2013 roku elektrownie musiały kupować 100 proc. pozwoleń na emisje CO 2 na unijnym rynku handlu emisjami.
— My proponujemy, by w 2013 r. elektrownie otrzymały 80 proc. limitów darmowych, a tylko pozostałe 20 proc. kupowały na aukcjach. Chcemy, by bezpłatna pula była co roku zmniejszana, tak, by w 2020 r. dojść do zera — przypomina Jerzy Buzek, zaangażowany na forum Parlamentu Europejskiego w prace nad pakietem klimatyczno-energetycznym.
Pozostałe sektory do obowiązku 100 proc. zakupu uprawnień emisyjnych mają dochodzić stopniowo od 2013 roku w ciągu siedmiu lat. Podmioty nie objęte systemem handlu emisjami nie będą mogły natomiast przekroczyć poziomu 114 proc. emisji gazów cieplarnianych z roku 2005.
Kilkaset procent drożej
Komisja Europejska szacuje, że pozwolenie na emisję tony CO 2 będzie kosztować 30–39 euro. Deutsche Bank prognozuje cenę nawet na około 70 euro. Jednak jeśli brać pod uwagę unijne szacunki kosztów limitów, to i tak do każdej megawatogodziny energii produkowanej w Polsce trzeba będzie za pięć lat doliczyć około 130 zł.
To oznacza podwojenie cen. Przy droższych pozwoleniach ceny wzrosną jeszcze bardziej. Aukcje będą otwarte, więc kraje o wysokiej emisji będą konkurować z tymi o niskiej emisji, dla których cena limitów nie będzie tak istotna.
Przy przyjęciu obecnej propozycji pakietu skutki dla Polski będą znacznie większe niż dla wielu bardziej rozwiniętych krajów UE, które zdążyły się przygotować do klimatycznego wyzwania. Francja ma energię atomową, Hiszpania słoneczną, Niemcy zdywersyfikowały źródła energii. Polska z poziomem 0,92 tony dwutlenku węgla na każdą wyprodukowaną megawatogodzinę zapłaci praktycznie najwięcej. Łotwa, Litwa, Szwecja i Francja emitują 0,14-0,18 tony na megawatogodzinę, więc nie muszą się obawiać wzrostu cen energii. Więcej od Polski emituje tylko Estonia (0,95 t).
W Polsce, gdzie ponad 90 proc. energii produkuje się z węgla, zacznie się od wzrostu cen energii pochodzącej z węgla — co najmniej o 70 procent. Pociągnie to za sobą lawinowy wzrost cen towarów i usług, ograniczenie popytu na energię i inne towary, zmniejszenie produkcji, względnie przeniesienie jej do innych krajów. Przełoży się to na wzrost inflacji i bezrobocia oraz spadek krajowej produkcji.
Z raportu przygotowanego na zlecenie Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej wynika, że do 2010 r. polityka klimatyczna Unii kosztować nas będzie po 2 mld zł rocznie. Potem wydatki będą jeszcze większe — nawet od 8 do 14 mld zł rocznie po 2020 r. Pośrednie koszty związane ze spadkiem PKB wyniosłyby 154 mld zł rocznie w roku 2020, dziesięć lat później wzrosłyby już do 503 mld zł. W wyniku niższego PKB o blisko 10 procent spadłyby także dochody gospodarstw domowych, które na energię wydawałyby ponad 3 proc. więcej. Tym samym udział kosztów energii w budżetach Polaków przekroczyłby 14 proc., tymczasem w niektórych krajach UE już dziesięcioprocentowy poziom uważany jest za tzw. próg ubóstwa energetycznego.
Przeniosą produkcję
— UE odpowiada za 14 proc. emisji na świecie. Nie uratujemy planety. To zapewni nam spokój sumienia, ale zarżnie przemysł — ostrzegał na wielu unijnych spotkaniach Jerzy Buzek.
Wielkie koncerny globalne — jak np. ArcelorMittal — zapowiadają przeniesienie produkcji. Będą uciekać tam, gdzie nie będzie ograniczeń. Na przykład na Ukrainę lub do Chin czy krajów, gdzie energia będzie tańsza, czyli do bogatszej części Unii.
Dlatego ostatnio z Brukseli nadchodzą sygnały, które nie wykluczają możliwości wprowadzenia w przyszłości pewnych ułatwień dla przemysłu, szczególnie w razie ewentualnego fiaska rozmów w sprawie globalnego porozumienia.
Mało czasu
— W pełni popieramy działania UE na rzecz ochrony klimatu, ale uważamy, że proponowany pakiet dyrektyw dotyczących poprawy efektywności energetycznej i odejścia od paliw kopalnianych musi uwzględniać realia państw członkowskich. W podobnej sytuacji jak my jest wiele innych krajów, jak Estonia, Rumunia, Bułgaria czy Grecja, które wytwarzają energię z węgla — mówi Jerzy Buzek.
Głosowanie w kluczowej Komisji Środowiska PE, gdzie silny jest głos Zielonych, przewidziano na 7 października, a ostateczne głosowanie plenarne ma się odbyć w grudniu. Presja czasu wynika z kalendarza międzynarodowych negocjacji w sprawie walki ze zmianami klimatycznymi. Kluczowe decyzje mają zapaść na konferencji w Poznaniu w grudniu br. i w Kopenhadze w 2009 roku — UE chce wywrzeć tam presję na partnerów, pokazując im własne zobowiązania w zakresie ograniczenia emisji CO 2 , który zdaniem naukowców, odpowiada za ocieplenie klimatu.
10 ton gazów cieplarnianych. Tyle — szacunkowo — polska gospodarka emituje średnio na głowę statystycznego Polaka w ciągu niecałego roku. To pięć razy więcej od dopuszczalnego poziomu, który umożliwiłby spowolnienie ocieplania klimatu.
Wrażliwi odbiorcy
Projekt nowelizacji prawa energetycznego przygotowany przez resort gospodarki przewiduje, że dystrybutorzy energii we współpracy z jej sprzedawcami będą musieli przygotowywać programy pomocowe dla \"odbiorców wrażliwych\". Projekt zawiera długą listę możliwych sposobów pomocy, od odroczenia terminu zapłaty za energię poczynając, a na umorzeniu należności za energię kończąc. Wybór środków pomocy miałby należeć do energetyków, a odbiorca, który odrzuciłby program pomocowy, narażałby się automatycznie na przerwanie dostaw energii.
Urząd Regulacji Energetyki (URE) negatywnie ocenia proponowane rozwiązanie.
— To system zadekretowanej filantropii, gdzie obowiązek świadczenia pomocy nakłada się na przedsiębiorców. A to powinno być obowiązkiem państwa — argumentuje Mariusz Swora, prezes URE.
Takie rozwiązania — jak wskazują prawnicy — mogą też rodzić wątpliwości natury konstytucyjnej.