OZE, czyli liczenie pieniędzy we własnym portfelu

fot: Krystian Krawczyk

Nim wiatraki dadzą tzw. czysty prąd, trzeba zużyć dużo - niekoniecznie czystej - energii, by wyprodukować takie farmy wiatrowe.

fot: Krystian Krawczyk

OZE. Odnawialne źródła energii. W laicyzującej się Unii Europejskiej pojęcie to nabrało wręcz religijnego charakteru. Kto nie jest za OZE, ten jest wsteczniak i ciemnogrodzianin. Kto w OZE widzi idealny absolut, ten jest postępowcem i Europejczykiem całą gębą. Tymczasem odnawialne źródła energii nie są wcale takim zielonym bóstwem, jak je ich zwolennicy malują...

Z OZE jest jak z matką małej Madzi. Głośno o nich w mediach. Tak jak w epoce minionej Moskwa miała jeden cel strategiczny: socjalizm od Władywostoku po Islandię (by na Europie poprzestać), tak Bruksela za punkt honoru postawiła sobie zamianę energetyki opartej na kopalinach na tzw. zieloną energię (i tylko w zjednoczonej Europie, bo poza nią ta zielona religia nie jest wpisana w kanony polityki ekologicznej). Mówisz OZE, masz myśleć o wiatrakach, elektrowniach słonecznych. W tej religii rolę diabła przypisano węglowi, ba, nawet ekofundamentaliści przyprawiają ogon energetyce jądrowej. O co tu chodzi? Większość nie bardzo wie o co. A jak nie wiadomo, o co idzie, to idzie o pieniądze.

I to niemałe, bo jest jednak różnica w tym, czy się je na coś wydaje, czy też na czymś się je zarabia. Polska, niestety, musi wydawać. I to niemało. Z tego, co dostajemy z Unii, część (20 proc.) w najbliższych siedmiu latach musimy wydać na realizację unijnej polityki klimatycznej. To będzie jakieś 200 mld zł, m.in. na zwiększenie udziału OZE w produkcji krajowej energii, np. na budowanie słynnych wiatraków.

- Nie jesteśmy w stanie wydać takich pieniędzy na solary i wiatraki, a to oznacza, że nie dostaniemy wsparcia na rozbudowę dróg i kolei - powiedział Agencji Newseria prof. Władysław Mielczarski, ekspert ds. energetyki. I tłumaczy dlaczego: - Problem polega na tym, że my nie mamy na co ich wydać. W przypadku technologii OZE, takiej jak wiatraki czy solary, jesteśmy na granicy możliwości przyłączenia ich do systemu. To są źródła bardzo niestabilne, które powodują, że nie możemy mieć ich zbyt dużo.

Szantaż? Jaki tam szantaż. Przecież zobowiązaliśmy się. To, że wiatr nie wieje w Polsce tak, jak w Danii czy Niemczech, to, że słońce nie grzeje u nas jak w Hiszpanii, nie stanowi dla "biskupów" ekoeuropolityki większego wytłumaczenia. Wiedzą, co dla nas jest najlepsze. Szczególnie w Niemczech.

I nic dziwnego, skoro nasz zachodni sąsiad (i partner numer 1 w wymianie gospodarczej) jest potentatem w dziele krzewienia energii z wiatru. Kilka lat temu miał 40-procentowy udział w światowej produkcji, teraz ma pewnie jeszcze więcej. Nie tylko jest liderem w przetwarzaniu wiatru na prąd, ale i w produkcji (Dania jest na 2. miejscu) elektrowni wiatrowych. Pytanie za pięć punktów: wiatraki czyjej produkcji stawia się w Polsce? No tak, ale przecież Unia dotuje takie przedsięwzięcia i... patrz cztery akapity wyżej.

W UE trwa wojna między zwolennikami tradycyjnej energii (dopuszczających OZE w charakterze uzupełnienia) i gloryfikatorami zielonej energii (wyznaczającymi dzień ostateczny energetyki konwencjonalnej). I nie czarujmy się, ci drudzy mają przewagę. W tej wojnie używa się takich skomplikowanych i politycznie wygenerowanych narzędzi (patrz - handel emisjami), że przeciętny śmiertelnik nie ma bladego pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, poza tym, że idzie o pieniądze.

Tak jak kiedyś w pewnym kraju zawracano biegi rzek, nie licząc materialnych kosztów takich przedsięwzięć, tak dziś w UE popełnia się ten sam błąd. Bo nie idzie o to, że OZE jest be, a węgiel jest cacy, tylko o to, by produkowana energia była jak najtańsza. Kto ją ma tanio, ten ma atut na rynku gospodarczej globalnej rywalizacji.

Tymczasem prąd z wiatraków jest najzwyczajniej stanowczo za drogi. Zieloni mówią, że za ileś tam lat, gdy udział farm wiatrowych w rynku energetycznym będzie powszechny, taki prąd będzie tańszy od tego z elektrowni wodnej albo węglowej. Niestety, Chiny, USA i parę innych państw nie zastopowały rywalizacji gospodarczej z UE i nie czekają, aż prąd z OZE stanieje.

Na szczęście dostrzegają to powoli w Niemczech. Pojawiają się głosy, że na strategii Energiewende (energia punktu zwrotnego) Niemcy w końcowym rozrachunku mogą się srodze zawieść. Pisze o tym portal czystej energii Planenergia. Okazuje się, że skrupulatni Niemcy nie doszacowali kosztów zielonej rewolucji (w 2050 r. mają jej mieć 80 proc.). Rok temu zakładano, że w 2013 r. dotacje do OZE wyniosą ok. 13 mld euro. Tymczasem tych miliardów trzeba już ponad 20. Dopłata do jednego megawata wynosi zamiast 36 już 53 euro! Dodajmy, że w 2009 r. Bundesverband Erneuerbare Energie (Stowarzyszenie Energetyki Odnawialnej) prognozowało postępujący spadek dotowania OZE, wieszcząc, że w 2013 r. roczne subsydia wyniosą ok. 5,6 mld euro.

To oznacza jedno: że kiedyś (szybko) trzeba będzie sięgnąć do kieszeni odbiorcy. Verbraucherzentrale Bundesverband (Federalny Związek Central Konsumentów - taki ich UOKiK) prognozuje, że 1 kWh może wkrótce kosztować 4,5 centa (kanclerz obiecywała, że po podwyżkach cena nie przekroczy 3,5 centa).

I jeśli Niemiec powoli nie stać na dopłacanie do Energiewende, to czy Polskę stać na taki wysiłek? Czy tam, gdzie stawiają wiatraki, bo gmina zarabia na tym ok. 2 mln zł rocznie, zyskają na tym, czy stracą? Czy zupa ugotowana na drogiej energii z wiatru smakuje lepiej od tej przygotowanej na tańszej z węgla? I to pytanie wcale nie jest demagogiczne, jakby ktoś mógł rzec. Bo nie ma demagogii wtedy, gdy się liczy pieniądze we własnym portfelu!

Nim wiatraki dadzą tzw. czysty prąd, trzeba zużyć dużo - niekoniecznie czystej - energii, by wyprodukować takie farmy wiatrowe.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Inflacja do końca roku pozostanie w przedziale 3,0-3,5 proc.

Wskaźniki inflacji CPI i bazowej do końca 2026 r. powinny utrzymywać się w przedziale 3,0-3,5 proc. rdr, a RPP prawdopodobnie odłoży decyzje o zmianach stóp procentowych do czasu większej klarowności perspektyw inflacji - ocenili ekonomiści Pekao po piątkowej publikacji danych GUS.

Polscy przewoźnicy zdominowali drogowy transport towarów w UE

Przewoźnicy z Polski odpowiadają za ponad 20 proc. drogowego transportu towarów w krajach Unii Europejskiej – wynika z danych Eurostatu opublikowanych w piątek, 31 lipca 2026 r. Przewożą najwięcej w całej UE.

Minister Grzegorz Wrona o JSW: Dyskusja z 83 związkami zawodowymi zaczyna być problemem

Wiceminister aktywów państwowych Grzegorz Wrona brał udział w posiedzeniu sejmowej komisji ds. energii, klimatu i aktywów państwowych, która była poświęcona aktualnej sytuacji Grupy Kapitałowej JSW. - Pozwalam sobie na takie pierwsze w życiu moje wystąpienie polityczne, ponieważ bardziej jestem znany z tego, że zajmuję się gospodarką, a nie polityką. Chcę powiedzieć jedno. Zanim posłowie będą nas krytykować, chciałbym również słyszeć w tej krytyce rozwiązania i pomoc - mówił podczas posiedzenia komisji.

Zabrze z dofinansowaniem 7,2 mln zł. Przebudowa ważnego skrzyżowania coraz bliżej

Miasto Zabrze otrzymało 7,2 mln zł z rezerwy subwencji Ministerstwa Infrastruktury na 2026 rok na rozbudowę układu drogowego w rejonie skrzyżowania ul. Tarnopolskiej i Składowej. To kluczowy krok w kierunku rozpoczęcia jednej z najbardziej oczekiwanych inwestycji w północnej części miasta, która ma znacząco poprawić bezpieczeństwo i płynność ruchu.