Opole: zarząd Taboru odwołał się od postanowienia o upadłości

Zarząd Taboru Szynowego w Opolu złożył zażalenie na postanowienie sądu rejonowego dotyczące upadłości spółki. Oznacza to, że pracownicy Taboru, którym firma nie płaci od listopada, nie dostaną zaległych pensji do czasu, aż sprawą zajmie się sąd okręgowy.

Wyznaczony przez sąd syndyk masy upadłościowej Taboru Szynowego S.A. Jerzy Pałys powiedział w czwartek 13 marca, że zażalenie musi być rozpoznane przez sąd wyższej instancji - w tym przypadku wydział gospodarczy sądu okręgowego. - Będziemy więc czekać na wyznaczenie terminu, w którym zażalenie to zostanie rozpatrzone - dodał. Jego zdaniem może to potrwać miesiąc, półtora.

Od stycznia większościowy pakiet akcji Taboru Szynowego ma Grupa Leo Maks. Jak podał Pałys, jej zarząd dowodzi w zażaleniu przesłanym do sądu, że ma środki na dofinansowanie fabryki. - Tymczasem - z punktu widzenia spółki - nie mamy żadnego dobitnego śladu, że takie pieniądze rzeczywiście istnieją - zaznaczył syndyk.

Pałys relacjonował też, że 6 marca odbyło się zwołane przez zarząd wcześniej walne zgromadzenie akcjonariuszy, które miało podnieść kapitał zakładowy spółki o 15 mln zł, jednak zarząd się na nim nie stawił. Nie przesłał też żadnych dokumentów, które mogłyby świadczyć o tym, iż dysponuje pulą środków, które pozwoliłyby zaspokoić wierzycieli. Kilka dni później władze spółki przesłały natomiast pismo syndykowi, iż takie pieniądze mają i chcą spłacić nimi długi, pod warunkiem, że sąd uchyli postanowienie o upadłości.

Syndyk pytany o to, jakie skutki ma zażalenie zarządu spółki dla pracowników, którym firma nie płaci od listopada ub. roku wyjaśnił, że w takiej sytuacji Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych nie może stwierdzić niewypłacalności Taboru, a od tego zależy wypłacanie zaległych pensji. Wnioski o takie wypłaty są już gotowe. - Niestety w obecnej sytuacji Fundusz nie może ich od nas przyjąć - mówił Pałys.

Syndyk dodał, że podejmuje "inne próby ściągnięcia pieniędzy do spółki", by móc wypłacić pieniądze pracownikom, ale obecnie nie jest w stanie przesądzić, czy to się uda.

Przewodniczący komisji zakładowej Solidarności w Taborze Marek Stelmach w rozmowie z PAP w czwartek stwierdził, że dla pracowników taka sytuacja to "prawdziwa katastrofa", bo wielu z nich jest zadłużonych, ma odłączany prąd, wypowiadane umowy o najem mieszkań. - Wszystko było już na dobrej drodze, żebyśmy odzyskali pieniądze, wnioski były przygotowane, a teraz znów trzeba będzie czekać. To wielki dramat - mówił Stelmach.

Postanowienie sądu ws. upadłości likwidacyjnej Taboru zapadło 27 lutego. Pracownicy nie dostawali pensji od końca listopada. Kilkakrotnie w związku z tym pikietowali przed budynkiem zakładu; ostatnio 20 lutego. Załoga paliła wtedy opony, a nowych właścicieli spółki, którzy kupili w styczniu większościowy pakiet akcji Taboru, przywitała gwizdami i okrzykami "złodzieje i oszuści". Dyrektor zarządzający Taboru Zenon Sroczyński obiecywał wtedy, że do 24 lutego władze przeleją pensje na konta pracowników. Przelewy jednak nie zostały zrealizowane.

Zatrudniający ok. 350 osób Tabor Szynowy Opole S.A. działa w branży kolejowej od ponad stu lat. Od 25 stycznia spółka ma nowego właściciela - Grupę Leo Maks - która deklarowała chęć ratowania zakładu. Tabor od dłuższego czasu jest w złej sytuacji finansowej. Jego poprzednie władze w marcu ub.r. złożyły wniosek o tzw. upadłość układową. We wrześniu zawarty został układ między spółką a wierzycielami ws. spłaty zadłużenia. Gdy Tabor nie wywiązywał się z zawartych w nim zobowiązań, urząd skarbowy złożył w grudniu do sądu wniosek o upadłość likwidacyjną.

W lutym w Sądzie Rejonowym w Opolu na rozprawie ws. ogłoszenia upadłości sąd od tego odstąpił, bo nie minął jeszcze termin płatności pierwszej raty układu. Zabezpieczył jednak majątek spółki, ustanawiając nadzorcę sądowego, który miał skontrolować Tabor, zabezpieczyć interesy wierzycieli i dać czas na ocenę realności oświadczeń nowych władz dotyczących finansów. M.in. na podstawie raportu nadzorcy sąd ogłosił upadłość likwidacyjną.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Samorządy pięciu województw i największych miast wspólnie domagają się gwarancji unijnego wsparcia po 2027 r.

Przedstawiciele regionów przejściowych i warszawskiego stołecznego – województw mazowieckiego, dolnośląskiego, pomorskiego, śląskiego i wielkopolskiego oraz Warszawy, Gdańska, Katowic, Poznania i Wrocławia – przyjęli wspólne stanowisko w sprawie przyszłych zasad finansowania polityki spójności UE. Samorządy chcą, by w perspektywie 2028–2034 nie zabrakło adekwatnych środków dla regionów, które statystycznie „awansują”, ale wciąż mają duże potrzeby inwestycyjne.

Program 800 plus do zmiany? Domański: Nie ma żadnych planów

Nie ma żadnych planów zmian w programie 800 plus - poinformował w poniedziałek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Skarbówka licytuje dużą nieruchomość. Teren pod usługi, produkcję lub mieszkania

Urząd Skarbowy w Sosnowcu licytuje 2-hektarową nieruchomość położoną blisko centrum miasta. Teren przeznaczony jest pod budownictwo usługowe i przemysłowe, ale można postawić tu również bloki mieszkalne. Wartość przedmiotu sprzedaży to niemal 9 mln zł.

To już prawie koniec remontu stacji kolejowej w Mysłowicach. Mocno się zmieniła

Polskie Linie Kolejowe kończą remont stacji kolejowej Mysłowice. Ma on zwiększyć komfort i bezpieczeństwo pasażerów podróżujących z Mysłowic do Katowic, Krakowa i Oświęcimia.