Odwołano debatę premiera ze stoczniowcami
Zakładowa \"Solidarność\" ma za złe premierowi, że zaprosił on na debatę także dwa inne, mniejsze związki: związek zawodowy Okrętowiec i Związek Zawodowy Inżynierów i Techników. Zdaniem związkowców \"Solidarności\" mają one charakter marginalny i są przybudówką Platformy Obywatelskiej.
Paweł Gałęzowski (szef \"S\" w stoczni) stwierdził, że rząd chciał rozegrać debatę posługując się mniejszymi, przychylnymi sobie związkami. Oficjalnym powodem zerwania debaty, jaki podano dziś po południu na stronie stoczniowej \"Solidarności\" jest to, że \"związkowcy nie mogą brać udziału w debacie na równi ze związkami zawodowymi, które nie są członkami Komitetu Ratowania Stoczni Gdańskiej, są marginalne a ich rola jest niejednoznaczna\".
Negocjacje trwały do ostatniej chwili. Kilkanaście minut przed godziną 13 zakończyło się Gałęzowskiego z rzecznikiem rządu. Gałęzowski powiedział, że Paweł Graś obiecał przekazać postulaty premierowi i skontaktować się ze związkowcami w ciągu kilkudziesięciu minut. Dodał, że działacze zrezygnowali z wcześniejszych postulatów.
Premier w wypowiedziach z weekendu wyrażał nadzieję, że związkowcy \"nie zdezerterują przed debatą, bo nie ma powodu\".
Debata stoczniowych związkowców z premierem miała rozpocząć się o 20.15 na Politechnice Gdańskiej.