fot: Jarosław Galusek
Krzysztof Pluszczyk z ulgą przyjął informację w TG, że Ministerstwo Finansów zrezygnowało z podatku od odszkodowań
fot: Jarosław Galusek
Stało się. W ubiegłą środę, 22 lipca minister finansów, Jacek Rostowski przesądził o zwolnieniu z podatku odszkodowań dla rodzin dziewięciu górników kopalni ,,Wujek\", którzy 16 grudnia 1981 r. zginęli podczas pacyfikacji tego zakładu. O decyzji ministra poinformowaliśmy krótko już w poprzednim wydaniu naszej gazety.
Przyjazne reakcje
Tę dobrą wiadomość ogłosiliśmy z niemałą satysfakcją. Od początku czerwca, czyli od momentu, kiedy minister gospodarki zatwierdził przeznaczenie 1,8 mln złotych z ubiegłorocznego zysku Katowickiego Holdingu Węglowego na odszkodowania dla rodzin górników z ,,Wujka\", ,,Trybuna Górnicza\" apelowała do ministra Rostowskiego, by zwolnił to szczególne zadośćuczynienie z podatku.
Informacja sprzed tygodnia spotkała się z pozytywnym oddźwiękiem nie tylko zainteresowanych. Także komentarze w portalu nettg.pl potwierdzały aprobatę dla naszej inicjatywy.
- Fajnie, że są jeszcze ludzie, którzy cenią honor i ludzkie życie - oceniał ,,liczydło\".
- Trzeba pogratulować sumienia ministrowi Jackowi Rostowskiemu oraz życzliwości i wsparcia całemu zespołowi ,,Trybuny Górniczej\" - napisała ,,Solidarna\".
Spóźniona pomoc
Krzysztof Pluszczyk, przewodniczący Społecznego Komitetu Pamięci Górników KWK ,,Wujek\" w Katowicach Poległych 16 grudnia 1981 r. otwarcie przyznaje, że już, już był bliski rezygnacji z kierowania komitetem.
- Przed laty obiecałem, że zadbam o pomoc skrzywdzonym rodzinom. Czas płynął i nie było widać, by mogły liczyć na jakiekolwiek finansowe zadośćuczynienia od polskiego państwa. Było to tym bardziej frustrujące, że po 1989 r. pod pomnik - zwykle z okazji Barbórki - zjeżdżały kolejne bardzo ważne osobistości. Chylili głowy, składali wieńce, i wyjeżdżali. Za każdym razem wracaliśmy do tej kwestii. Ileż było obietnic?! I nic! Coraz bardziej popadałem w zwątpienie. Jak długo można ludziom obiecywać? Przyszło do tego, że komitet postanowił, by do czasu, kiedy te obietnice nie zostaną spełnione, nie zapraszać na rocznicowe uroczystości nikogo z polityków – mówi Krzysztof Pluszczyk.
Kiedy w 1981 r. rozgrywał się dramat w ,,Wujku\" Pluszczyk miał 21 lat.
- Wtedy ja i moi koledzy mieliśmy odczucie, że pozbawiono nas marzeń o innej Polsce - wspomina.
Radość z przyznania, a następnie - zwolnienia z podatku świadczeń dla rodzin, tłumi trochę spóźnione nadejście tej pomocy.
- Przez wszystkie te lata oczekiwania odwiedziłem każdą z rodzin. Część znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji materialnej. Niektórzy wyjechali za granicę. Gdyby ta pomoc przyszła wcześniej, być może nie musieliby szukać chleba gdzie indziej. To swoisty wyrzut sumienia, że dzieci górników, którzy zginęli za wolną Polskę, nie zdołały ułożyć sobie w niej życia - żałuje.
Tę radość z zadośćuczynienia i rozterki, że nadeszło tak późno podziela też Jerzy Wartak, uczestnik tamtego strajku. Także i on odwiedzał groby i rodziny kolegów.
- Pamiętam dokładnie jeden z takich wyjazdów przed Wszystkimi Świętymi w 1984 r. Trochę się ucharakteryzowałem, by jak najmniej rzucać się w oczy ,,wiadomym panom\". W tamtym czasie człowiek się bał, czy nie zostanie zwinięty od grobu kolegi - wspomina Wartak.
Zwyciężyła dobra wola
- Żadne pieniądze nie są w stanie zrekompensować dramatu i bólu tych rodzin, ale przyznane świadczenie przynajmniej po latach pomoże im przezwyciężyć materialne trudności. A przecież to są niezamożne, robotnicze rodziny. Koledzy, którzy wówczas zginęli, na ogół przyjechali na Śląsk z innych regionów, aby tu ułożyć sobie lepsze życie. Nie wykluczam, że znajdą się zawistni, którzy pozazdroszczą rodzinom tych pieniędzy. Cóż, zawsze znajdą się mali ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć ofiary naszych kolegów. Dlatego cieszę się, że w sztafecie dobrej woli, obok wicepremiera Waldemara Pawlaka i ministra Jacka Rostowskiego, znalazł się zarząd KHW, ale też mecenas Maciej Bednarkiewicz, który przez wiele lat w szczególny sposób angażował się w prawną pomoc rodzinom, nigdy nie oglądając się na honorarium. No, i bardzo dobrze się stało, że atmosferę społecznego zrozumienia i życzliwości dla tej sprawy stworzyła ,,Trybuna Górnicza\" - podkreśla Wartak.
Katarzyna Kopczak-Zagórna, córka Bogusława Kopczaka miała 2 lata, kiedy w ,,Wujku\" zginął jej ojciec.
- Tatę pamiętam bardzo mgliście. Tak naprawdę całe życie byłam bez ojca. Bywało - pamiętam - że w duchu miewałam pretensję do taty, że uczestniczył w strajku, że, jak wielu innych, nie uciekł, że nie pomyślał o mamie i o mnie. Dopiero wraz z wchodzeniem w dorosłość pogodziłam się przeszłością. Zrozumiałam, że pewnie postąpiłabym tak, jak on. Myślę, że to trudne doświadczenie w dużym stopniu ukształtowało moje życie - wspomina.
- Nie mogę powiedzieć, żeby przypływ gotówki z odszkodowania był dla mnie nieistotny. Ale życia bez ojca nie da się wycenić w pieniądzu. Mam rodzinę, pracę, mieszkanie, stałe dochody. Dlatego zadośćuczynienie traktuję jako symbol, jako gest. Jestem zdziwiona, że wreszcie ktoś o nas pomyślał. Zdumiewa mnie również, że płatnikiem jest holding, a nie państwo. Szkoda, że te pieniądze nie przyszły wcześniej, np. w 1989 r. - mówi Katarzyna Kopczak-Zagórna.
Krystyna Gzik od nas dowiedziała się o postanowieniu ministra. - Jestem zaskoczona i oczywiście bardzo się cieszę - zareagowała.
Bliski finał
- Jesteśmy przygotowani do wypłat odszkodowań, czekamy na rozporządzenie ministra - powiedział nam Jarosław Kwieciński z KHW.
Społeczny Komitet Pamięci ma komplet dokumentów, koniecznych do uruchomienia odszkodowawczego funduszu. Poinformował holding o numerach rachunków, na jakie mają zostać przelane pieniądze. Tylko w jednym przypadku cała kwota 200 tys. zł przypadnie jednej osobie. W dwóch rodzinach odszkodowanie zostanie podzielone po połowie. W dalszych sześciu – będzie się rozkładało na więcej osób.