Od lanosów i futer dla żon górników do „przegranego życia”. Jak zapamiętałem transformację na Śląsku

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „transformacja” w kontekście przemian naszego regionu? Nie potrafię sobie tego przypomnieć. Nie pamiętam konkretnego wywiadu, artykułu czy filmu, który by mną wstrząsnął i sprawił, że nagle zrozumiałem, czym ta transformacja jest lub jak powinna bądź też nie powinna wyglądać. Doskonale pamiętam jednak moment, w którym po raz pierwszy byłem obserwatorem jej realnych, często dramatycznych skutków, oczywiście nie znając wtedy jeszcze samego pojęcia „transformacja”.

Tomasz Czoik

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem słowo „transformacja” w kontekście przemian naszego regionu? Nie potrafię sobie tego przypomnieć. Nie pamiętam konkretnego wywiadu, artykułu czy filmu, który by mną wstrząsnął i sprawił, że nagle zrozumiałem, czym ta transformacja jest lub jak powinna bądź też nie powinna wyglądać. Doskonale pamiętam jednak moment, w którym po raz pierwszy byłem obserwatorem jej realnych, często dramatycznych skutków, oczywiście nie znając wtedy jeszcze samego pojęcia „transformacja”.

* Treść wystąpienia z konferencji „Trójkąt Transformacji. Społeczne, gospodarcze i finansowe aspekty zmian na Śląsku”

Wszystko to działo się pod koniec lat 90., na samym początku mojego świadomego rejestrowania rzeczywistości, a to zaczęło się mniej więcej w okolicach Mundialu we Francji w 1998 roku. 

Pozwólcie Państwo, że zabiorę Was w krótką podróż w czasie na typowe śląskie podwórko – do Rudy Śląskiej, do dzielnicy Wirek. Kilka familoków, a w bliskim otoczeniu osiedle bloków z lat 70. Okolica zamieszkana w większości przez górników pracujących na pobliskich kopalniach: Bielszowice, Pokój czy Halemba. Cecha charakterystyczna: wysoki poziom kontroli społecznej – tam wszyscy wszystko o sobie wiedzieli.

I to właśnie tam ojcowie moich kolegów pewnego razu zaczęli z wielkim entuzjazmem opowiadać o tym, że pojawiła się możliwość odejścia z kopalń w zamian za wysokie odprawy. Wynosiły one wówczas, o ile dobrze pamiętam, po czterdzieści kilka tysięcy złotych brutto. Przy okazji podpisywało się zobowiązanie, że do pracy w górnictwie już się nie wróci. 

Szczególnie ci zmęczeni ciężką pracą odgrażali się, że teraz „zawojują świat”, będą królami biznesu – kupią to, o czym marzyli, i rozkręcą własne interesy. Towarzyszyła temu ogromna ekscytacja i wielkie nadzieje, choć im bliżej było ostatecznych decyzji, tym mocniej część osób zaczynała się zastanawiać, czy warto w to iść, i ostatecznie się wycofała.

Gorączka w salonach samochodowych i wycieczki w Karaiby

Co działo się z górnikami dysponującymi już odprawami w kieszeni? Właśnie na moim podwórku, ale też na innych w całym regionie, powtarzały się wtedy bardzo podobne scenariusze. Wielu górników ruszyło prosto do salonów samochodowych po nowego lanosa, espero, astrę czy skodę felicię. Inni inwestowali w remonty mieszkań, kupowali żonom futra, albo otwierali niewielkie biznesy.

Przez pewien moment na podwórkach widać było ten nagły zastrzyk gotówki – niektóre dzieci nagle zaczęły popisywać się lepszymi, oryginalnymi zestawami klocków Lego, nowymi butami piłkarskimi czy koszulkami z nazwiskami najsłynniejszych piłkarzy.

Najgorsze było jednak to, że część osób po prostu poszła w przysłowiowe „tango”, bezpowrotnie przepalając te pieniądze. Nie brakowało szalonych pomysłów na zagospodarowanie kwoty odprawy. ŚP. profesor Marek Szczepański nazywał takich górników „indianerami”, przypominając, że zdarzali się i tacy, którzy wydawali pieniądze np. na podróż na Karaiby czy wynajęcie orkiestry cygańskiej na rynku w Krakowie. Przez moment żyli złudzeniem, że złapali Pana Boga za nogi, ciesząc się z chwilowej niezależności, zabrakło w tym jednak jakiegokolwiek rozsądku i długofalowego planowania. Takie podejście skutkowało np. tym, że chłopiec, który chwalił się kolegom nowym zestawem Lego, dwa lata później nie jechał na wycieczkę szkolną z uwagi na brak pieniędzy.

W moim bliskim otoczeniu był górnik, który również zdecydował się na odprawę. W 1999 roku wziął pieniądze i przez kilkanaście kolejnych miesięcy żył jak król – został bowiem agentem ubezpieczeniowym w czasie, gdy wchodził w życie tak zwany trzeci filar, reforma emerytalna. Miasta były wtedy oblepione plakatami z aktorami zachęcającymi do skorzystania z różnych ofert, a ten górnik zarabiał momentami więcej niż pod ziemią.

Potem jednak ta praca i dobre czasy się skończyły. Przyszły kolejne, przypadkowe zajęcia, aż w końcu bezrobocie. Dzisiaj ten człowiek ma ponad 60 lat i jest zmuszony pracować fizycznie, dość ciężko. Choć nie powie tego głośno, to nosi w sobie ogromne rozczarowanie i zdarza mu się psioczyć na cały świat. Zwłaszcza gdy rozmawia z dawnymi kolegami z kopalni, którzy pod koniec lat 90. zostali w zawodzie, a od kilkunastu lat są na emeryturach i stać ich np. na nowe SUV-y.

Niektórym górnikom się udało. Nie pławią się jednak w luksusach

Jaskrawym symbolem tamtych lat stał się dla mnie serial dokumentalny „Serce z węgla” z niezapomnianym, przejmującym głosem lektorskim Franciszka Pieczki. Choć film skupiał się wyłącznie na skrajnie negatywnych przykładach ludzi, którym się nie udało, to jego ponury obraz Śląska zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu szukałem w internecie artykułów i śladów tego, co dzieje się z bohaterami tamtego dokumentu. Świata nie zawojowali.

Tę grupę górników, która odeszła z pracy w kopalni na przełomie wieków, chyba najbrutalniej, ale i najtrafniej podsumował Jarosław Grzesik z "Solidarności", mówiąc, że ci ludzie po prostu "przegrali życie". Oczywiście zdarzały się wyjątki – niedawno mój redakcyjny kolega Kajetan Berezowski opisywał na łamach „Trybuny Górniczej” historię mechanika samochodowego z Radzionkowa, który wziął odprawę, przyuczył się fachu, popracował trochę u kogoś, trochę za granicą, by wreszcie uznać, że warto założyć swój warsztat. Idzie mu całkiem nieźle. Mam jednak wrażenie, że takie pozytywne scenariusze były w mniejszości. Szczerze mówiąc, sam nie znam historii górnika, który wziąłby wtedy odprawę i stworzył wielki biznes, gwarantujący luksusowe życie. 

Jeśli ktoś zapyta mnie dzisiaj, jak powinna wyglądać transformacja Śląska, to odpowiem, że mam problem z jednoznaczną, wyczerpującą definicją. Pewnie wskazałbym na konieczność sprawiedliwości tego procesu.

Mnie jest znacznie łatwiej odpowiedzieć na pytanie, jak ta transformacja nie powinna wyglądać. Transformacja nie powinna sprawiać, że ludzie przegrywają swoje życie. Z pewnością nie powinna być też ponurą inspiracją dla twórców filmowych dokumentujących regionalną katastrofę społeczną.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Grupa PGE przedstawiła aktualizację strategii do 2035 r. – Energia cyfrowej przyszłości

Grupa PGE przedstawiła zaktualizowaną Strategię do 2035 roku. Wyznacza ona kierunki dalszego rozwoju Grupy PGE w warunkach dynamicznych zmian na rynku energii, tj. elektryfikacji gospodarki, rozwoju technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji, a także wskazuje kierunki wzrostu efektywności wykorzystania kapitału oraz odpowiedzialnej polityki dywidendowej. Szacowane łączne nakłady inwestycyjne Grupy PGE do 2035 roku wyniosą około 210 mld zł, co przełoży się na wzrost wyniku EBITDA do ponad 30 mld zł w 2035 roku. Strategia zakłada także powrót do wypłacania dywidendy od podziału zysku za 2026 rok. Strategia podtrzymuje cele klimatyczne Grupy PGE, w tym osiągnięcie zerowej emisji netto z wytwarzania do 2050 roku. 

Tauronek

TAURONEK – Strażnik Energii. TAURON rusza z bezpłatnym programem edukacyjnym dla uczniów szkół podstawowych

TAURON rozpoczął program edukacyjny „TAURONEK – Strażnik Energii”, skierowany do uczniów szkół podstawowych z województw dolnośląskiego, opolskiego, śląskiego i małopolskiego. Dzieci poznają zasady bezpiecznego korzystania z prądu, oszczędzania energii oraz odnawialne źródła energii, a nauczyciele otrzymają bezpłatne scenariusze lekcji.

Koleje Śląskie zapraszają seniorów

Koleje Śląskie świętują Europejski Dzień Seniora

We wtorek 20 października Koleje Śląskie zapraszają do wspólnego świętowania Europejskiego Dnia Seniora. Tego dnia osoby, które ukończyły 60 lat, będą mogły kupić bilet jednorazowy na przejazd pociągami Kolei Śląskich za symboliczną złotówkę.

Jaworzno: 7 miliardów na energetykę, 4,5 mld na fabrykę elektryków i koniec ery slajdów

Inwestycyjny zwrot w Jaworznie staje się faktem. Miasto, które trzy lata temu kojarzyło się z awariami bloku 910 MW, brakiem węgla i wstrzymaną budową szybu Grzegorz, dziś ma na stole projekty za kilkanaście miliardów złotych. O transformacji energetycznej, górniczej i motoryzacyjnej mówili zgodnie samorządowcy i władze województwa śląskiego.