Obiekty po Trzeciej Rzeszy przyciągają turystów

fot: Tomasz Rzeczycki

Przed wejściem do Sztolni Walimskich wybudowano okazały pawilon turystyczny

fot: Tomasz Rzeczycki

Kiedy ćwierć wieku temu do Walimia przyjechały ekipy górnicze, by odgruzować i zabezpieczyć poniemieckie sztolnie, wiele osób pukało się w czoło. Dziś nie ma wątpliwości - w Walimiu wykonano pionierską robotę na rzecz turystyki podziemnej.

Wyloty sztolni w Walimiu znajdują się na widoku, przy drodze do Rzeczki i Sokolca. Tędy od lat jeździli miłośnicy narciarstwa ku Przełęczy Sokolej. Latem przez Walim przeciągały wycieczki wędrujące po Górach Sowich. A mimo tego przez niemal pół wieku po zakończeniu drugiej wojny światowej nikomu nie przyszło do głowy, że z porzuconych sztolni może być niezły biznes.

Drążenie zespołu trzech połączonych ze sobą sztolni w Walimiu trwało od lata 1944 r. do wiosny 1945 r. Część wyrobisk otrzymała obudowę betonową. Prace odbywały się w czasie budowy kwatery głównej wodza Trzeciej Rzeszy znanej pod kryptonimem Riese. Po wojnie Polacy wywieźli z porzuconego placu budowy to, czego nie zdążyli zabrać Niemcy i sztolniami nikt się nie przejmował. Owszem, w 1975 r. Przedsiębiorstwo Robót Górniczych z Wałbrzycha miało zbadać stan górotworu, planowano założyć oświetlenie i udostępnić sztolnie do zwiedzania, ale nic z tego nie wyszło.

Siedem lat później wyrobiska przebadał Ośrodka Badawczo-Rozwojowego Górnictwa Surowców Chemicznych Chemkop z Krakowa. Walimskie podziemia były brane pod uwagę przy wyborze miejsca składowania odpadów radioaktywnych z pierwszych polskich elektrowni jądrowych w Żarnowcu i Klępiczu. Te jednak nie powstały. W 1984 r. rozważano kolejną myśl: czy sztolnie walimskie nadają się na chłodnie składowe produktów żywnościowych. I znowu bez rezultatu. Tuż przed końcem PRL władze gminne rozpatrywały te podziemia jako schrony dla ludności na wypadek wojny lub innego zagrożenia. Ale i w tym celu nie poczyniono jakichkolwiek prac. Potem były i takie głosy, by wyloty sztolni najzwyczajniej zasypać.

Determinacją wykazał się za to Bogdan Rosicki, pracownik walimskiego Urzędu Gminy. Przekonał miejscowe władze, że warto sztolnie odgruzować i zabezpieczyć, a potem udostępnić turystom. Zaczynano skromnie, od wykoszenie samosiejek przez ekipę bezrobotnych z gminy. Potem pozyskano środki zewnętrzne. W 1994 r. do Walimia przyjechało Przedsiębiorstwu Budowy Kopalń „Micon” z Lubina, które zabezpieczyło podziemia. Niewielką część prac wykonało także Przedsiębiorstwo Górniczo-Wiertnicze Andrzeja Gustawa spod Lubina. W lutym 1995 r. w podziemia zaczęto wpuszczać turystów. W polskiej części Sudetów podziemne atrakcje można było policzyć wtedy na palcach jednej ręki: sztolnia w Złotoryi, Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie, miejska trasa podziemna oraz twierdza w Kłodzku - i to wszystko.
A czasy były niesprzyjające, kryzysowe. Pobliskie wałbrzyskie zagłębie węglowe dogorywało. Tak samo wielkie zakłady lniarskie w Walimiu, które później zostały dosłownie rozebrane przez złomiarzy. Niewiele osób wierzyło, że uda się zaciekawić turystów jakimiś tam dziurami w ziemi. Okazało się, że jest z tego biznes. Do końca 1995 r. sztolnie w Walimiu zwiedziło 32 tys. osób. W 2002 r. przyjechało je obejrzeć około 50 tys. ludzi, a w 2018 r. - ponad 57 tys.. Sztolnie stały się główną atrakcją gminy, przyćmiewając nawet zamek Grodno.

Z Walimia wzór wzięli sąsiedzi zza gór z Głuszycy, uruchamiając rok później swoją trasę podziemną w poniemieckich sztolniach Osówki. To samo stało się w nieczynnej kopalni rud arsenu w Złotym Stoku. A potem już ruszyło. Do zwiedzania udostępniono w Sudetach m. in. kopalnie uranu, cyny, fluorytu, węgla kamiennego i łupku, niklu, srebra... Tylko ta ostatnia, nawiasem mówiąc też w Walimiu, okazała się niewypałem i została szybciutko porzucona. Poza Sudetami też zdano sobie sprawę z tego, że podziemia mogą się stać przysłowiową żyłą złota, jeśli w nie umiejętnie zainwestować.
Sztolnie Walimskie weszły w dwudziesty piąty rok funkcjonowania. I wszystko wskazuje na to, że nie będzie to rok ostatni.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.