O wyjątkowym górniku i jego dziełach

1651731887 mainkafotarc

fot: arc

Karl Franz Mainka, piewca górniczej roboty

fot: arc

O życiu i pracy Karla Franza Mainki zachowały się jedynie skąpe informacje.

Bodaj żaden człowiek wykonujący swoją pracę nie jest tak mocno narażony na utratę zdrowia i życia jak reprezentant stanu górniczego. Również żaden uzysk pod względem gospodarczym nie był w minionych stuleciach tak bardzo podporządkowany przypadkowi jak właśnie górnictwo – to słowa Karla Franza Mainki, górnika, pisarza, poety i gawędziarza. Opublikowany niedawno zbiór tekstów jego autorstwa rzuca nowe światło na to, jak żyło się i pracowało kiedyś na Górnym Śląsku.

O życiu i pracy Karla Franza Mainki zachowały się jedynie skąpe informacje. Pochodził z górniczej rodziny mieszkającej w Tarnowskich Górach, mieście, które zasłynęło z pierwszej na Górnym Śląsku maszyny parowej, uruchomionej w 1788 r. A było to wydarzenie znamienne, skoro sam Goethe w 1790 r. udał się do miasta, aby obejrzeć to cudo techniki.

Pisarz naturszczyk
Na początku XX w. na Górnym Śląsku szybko rozwijał się przemysł. Pracy nie brakowało, ale rodziły się pierwsze problemy związane z asymilacją różnych grup narodowościowych mówiących kilkoma językami. Matka Franza Mainki pochodziła ze wsi Leśnica, leżącej dziś w województwie opolskim. Po śmierci ojca, w wieku dziewięciu lat Mainka mieszkał tam z matką. Jego brat Josef, starszy o siedem lat, był już wtedy górnikiem. Po ukończeniu szkoły podstawowej Karl przez dwa lata pracował jako urzędnik w starostwie powiatowym w Tarnowskich Górach. Musiał niezbyt dobrze czuć się w garniturze i pod krawatem, ponieważ dość szybko postanowił, że zostanie górnikiem.

W 1886 r. podjął naukę w słynnej Szkole Górniczej w Tarnowskich Górach. Przerwał jednak naukę tuż przed maturą. Ponoć miał trudności z matematyką. Postanowił więc rozpocząć pracę jako szeregowy robotnik w kopalni rudy Maria w Miechowicach. W końcu przeniósł się do Chorzowa. Warunki pracy i życia w górnośląskim obszarze przemysłowym uległy w tych latach gwałtownemu pogorszeniu, dochodziło do strajków i niepokojów społecznych, na które ostro reagowało państwo. Wielu górników wierzyło więc, że w Zagłębiu Ruhry znajdą lepsze warunki do życia. Mainka też dał się skusić na przeprowadzkę. Powędrował na Zachód, do Essen. Nie znamy powodów, dla których po kilku miesiącach wrócił do domu. Czy to tęsknota za domem, czy zawiedzione nadzieje? Trudno dziś ocenić. Jednak w rodzinnych Tarnowskich Górach też nie było dla niego pracy, więc zatrudnił się w charakterze kierownika technicznego w małej kopalni w zaborze rosyjskim, na terenach Kongresówki. Po latach wrócił do Tarnowskich Gór. Pracował jako górnik w kopalniach rudy żelaza, zostając brygadzistą. W tym czasie prawdopodobnie poznał i poślubił swoją miłość, Paulinę. Para zamieszkała ok. 1912 r. w Bobrownikach.

– Pisarz naturszczyk, od dziecka uwielbiający gawędzić i snuć zawiłe historie. Człowiek, który po szychcie zasiadał nad kartką papieru, stając się piewcą górnictwa, nade wszystko kopalnictwa rudnego, w dodatku tego „starego”, niemal rzemieślniczego, sprzed kapitalistycznej eksplozji końca XIX w. Był także wyjątkowym miłośnikiem swych ukochanych Tarnowskich Gór, ich historii i zaułków, pogórniczych krajobrazów i prostych ludzi, przemierzających ulice Wolnego Miasta Górniczego – opowiada o Karlu Franzu Maince dr Sebastian Rosenbaum, który zebrał jego dzieła w jedną całość i przetłumaczył na język polski.

Mainka, choć był dwujęzyczny, pisał tylko po niemiecku. Publikował w gazetach codziennych, periodykach kulturalnych, pismach zakładowych i kalendarzach ludowych, ukazujących się na Górnym Śląsku. Jego niezliczone szkice, podania i opowiastki popadły współcześnie w niepamięć. Zbiór zatytułowany „Nie ma, nie ma, jak to bergmankowi. Osprowki górnicze i tarnogórskie z lat 1921-1936” to jedyny jak dotąd wybór tekstów tego oryginalnego piewcy górnictwa. Zawiera ponad 60 tekstów: legend o Skarbniku, wspomnień z Tarnowskich Gór końca XIX w., obrazków obyczajowych i szkiców historycznych. Mainka jawi się w nich jako miłośnik poezji górniczego stanu, opiewający jak nikt inny trud i piękno tego fachu.

Szef drużyny był niczym ojciec
– Osprowki to pierwsza obszerna prezentacja jego twórczości w języku polskim, to opowieści mówione, zrodzone w rozmowie, co lepiej odpowiada charakterowi pisma Mainki niż takie oględne i obojętne określenia, jak szkice, opowieści czy po prostu artykuły – wyjaśnia dr Sebastian Rosenbaum.

Dzięki tej niezwykłej publikacji dowiadujemy się wiele o zwyczajach i organizacji pracy w dawnych kopalniach, w tym o wprowadzonej przez Friedricha Wilhelma Redena reformie płac.

„…ekonom wciąż musiał zaganiać ludzi do pracy słowem lub knutem. Reden starał się przeciwdziałać temu fatalnemu stanowi rzeczy, wprowadzając wypłatę akordową w miejsce wypłaty od szychty. Ponieważ taki system się sprawdził, urząd górniczy każdą pracę rozdawał akordowo. W efekcie w każdym szybie poszczególne numery łączono w jedną drużynę. W danym szybie zapisywano na kwicie przepracowane szychty rębacza, wozaka, ciągarza, klęzownika, a następnie przeliczano je na jednym akordowym pasku wypłaty. System ten miał również swoje obyczajowe znaczenie, ponieważ oddziaływał wychowawczo. Szef drużyny był niczym ojciec i cała załoga danego numeru musiała mu być posłuszna. Głupota, chamstwo czy bluźnierstwa, dziś tak powszechne, nie towarzyszyły wtedy pracy, ponieważ przełożony chodnika karał za nie natychmiast surowym upomnieniem. Jeśli zdarzył się przypadek lenistwa lub nieprzestrzegania przepisów, rębacz zgłaszał zajście sztygarowi, a ten w imieniu poszkodowanego albo obrażonego obcinał winnemu szychtę o połowę. Szychta trwała jedenaście godzin – od wpół do szóstej rano do wpół do szóstej wieczorem. Godzina była przewidziana na przerwę na śniadanie i obiad.

– Teksty Karla Franza Mainki trafiają do szerokiego grona odbiorców, nie tylko do specjalistów z dziedziny górnictwa bądź historyków, i pod tym względem są wyjątkowe – podsumowuje Monika Rosenbaum z bytomskiego Wydawnictwa Dukle, które wydało książkę pod auspicjami Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na tegoroczne wakacje wydamy średnio niemal 300 zł więcej na osobę niż rok temu

Średnio 2042 zł wyda statystyczny Polak na tegoroczne wakacje; to o niemal 300 zł więcej niż rok wcześniej - wynika z badania "Wakacyjny Portfel Polaków 2026". Przeciętne gospodarstwo domowe na letni wypoczynek przeznaczy ok. 5,1 tys. zł, czyli ponad 700 zł więcej niż w 2025 r.

Łzy w cechowni i wagonik z ostatnią toną węgla. Historyczny koniec wydobycia w KWK Bielszowice

W czwartek, 25 czerwca, po 122 latach działalności symbolicznie zakończono wydobycie węgla w kopalni Bielszowice. - Przez te wszystkie dekady Bielszowice były naszym wspólnym domem i miejscem ciężkiej pracy. Złoża, które pozostawili nam nasi przodkowie, pozwoliły zbudować pomyślność wielu pokoleń - podkreślano podczas czwartkowej uroczystości.

Energetyczni giganci podpisali list intencyjny ws. odbudowy energetyki Ukrainy

Szefowie PGE, Orlenu, Enei i Tauronu podpisali w Gdańsku list intencyjny dotyczący zaangażowania w odbudowę ukraińskiej infrastruktury energetycznej. Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun podkreślił, że nie wyobraża sobie, żeby polskie firmy nie brały udziału w odbudowie Ukrainy.

Górnicza spółka wygrała proces z ekologami. Poszło o koncesję

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną Fundacji Frank Bold. Tym samym zakończył się wieloletni spór dotyczący koncesji Kopalni Turów.