9860 sekcji w JSW i rewolucja kotwiowa. Czym fedrowano w polskich kopalniach w 1996 roku?
Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.
fot: Śląska Biblioteka Cyfrowa
Okładka 43. numeru TG z 1996 r.
fot: Śląska Biblioteka Cyfrowa
Co się stało z pracownikami likwidowanej kopalni Żory? Jak Knurów i Gliwice poradziły sobie z transformacją? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 7 listopada 1996 roku.
O czym pisaliśmy 30 lat temu? O końcu śląskich kopalń, obudowach zmechanizowanych i nowoczesnych urządzeniach górniczych. W 43. numerze „Trybuny Górniczej” z 7 listopada 1996 r. znalazło się wiele innych interesujących tematów.
„W atmosferze wzajemnego wsparcia” – taki tytuł miał nasz jeden z czołówkowych tekstów sprzed 30 lat. Poświęcony był restrukturyzacji przemysłu wydobywczego na terenie Gliwic, Zabrza i Knurowa.
„Słaba kondycja finansowa większości przedsiębiorstw tego rejonu Śląska, a zwłaszcza kopalń, hut i zakładów przemysłu ciężkiego uniemożliwiała dotychczas pełne wykorzystanie ogromnego potencjału lokalnego. Podstrefa gliwicka Specjalnej Strefy Ekonomicznej, której utworzenie ma ścisły związek właśnie z restrukturyzacją górnictwa i jego programem dostosowania do warunków międzynarodowej konkurencyjności, otwiera w tej mierze nowe, obiecujące możliwości. Zarazem jednak, gwarantując napływ inwestycji i kapitału, dyktuje obowiązek skojarzonych przygotowań do udźwignięcia wyzwania. Zwłaszcza w zakresie edukacji i rozwoju małej oraz średniej przedsiębiorczości, uznanego za podstawowy warunek powodzenia wszelkich przedsięwzięć. Łącznie z fabryką Opla. Stąd też tak oczekiwane są dobre pomysły na wyrwanie zdezorientowanych ludzi z kolejki po zasiłki dla bezrobotnych” – zwracaliśmy uwagę.
Koniec kopalni Żory
Drugi czołówkowy materiał dotyczył KWK Żory.
„Kilkunastoletnia egzystencja kopami Żory dobiega końca: 31 października zakończono eksploatację z ostatniej ściany, a ostatnie tony węgla sprzedane zostały Koksowni „Zdzieszowice” - już 4 listopada. Daty te, w jakiś sposób historyczne dla wielu ludzi związanych z tym zakładem, stanowią zasadniczy krok w procesie upadłościowym kopalni, która nie miała żadnych szans na rentowną produkcję. Wobec narastającego zadłużenia, sięgającego w maju br. 720 mld st zł zarząd kopalni wniósł do sądu wniosek o postawienie spółki KWK Żory w stan upadłości, a 8 sierpnia 1996 roku zapadła decyzja o rozpoczęciu procesu likwidacyjnego zakładu górniczego. Jednak tym razem decyzja ta była poprzedzona porozumieniem zawartym z prezesami 3 sąsiednich spółek węglowych: jastrzębskiej, rybnickiej i gliwickiej, którzy zagwarantowali przejęcie wszystkich pracowników kopalni, a nie tylko załogi dołowej” – pisaliśmy w tekście „Górnikom zagwarantowano pracę”.
Przypomnieliśmy też, że w lipcu 1992 roku redukcja załogi przebiegała bardzo radykalnie, gdyż w ciągu kilku miesięcy - do końca 1992 roku straciło pracę 500 górników, a w przeciągu roku 1993 - aż 1200.
„Obecna procedura likwidacyjna realizowana w Żorach jest poligonem testującym wzorcowy model rozwiązywania całego węzła skomplikowanych problemów wyłaniających się w trakcie likwidacji zakładu górniczego, zarówno prawnych, jak technicznych, finansowych, no i społecznych. Oczywiście nie ma rozwiązań zadowalających wszystkich, ale nikt racjonalnie myślący nie może już zakwestionować zasadności tej decyzji i sposobu jej realizacji, maksymalnie osłaniającego załogę przed konsekwencjami likwidacji zakładu. Od maja br. z KWK Żory odchodziły co kilka tygodni kilkudziesięcioosobowe grupy górników, najwięcej do spółki jastrzębskiej, następnie do rybnickiej, do kopalni Budryk i do spółki gliwickiej. Na ofertę złożoną przez kopalnie czeskie odpowiedziało tylko 8 osób, co najlepiej świadczy o jakości gwarancji pracy zapewnionej pracownikom Żor” – podkreślaliśmy w tekście.
Stawiają na obudowy zmechanizowane
Co było słychać w Jastrzębskiej Spółce Węglowej?
W tym numerze TG przypomnieliśmy, że współczesny front eksploatacyjny w polskich kopalniach nie jest już wyobrażalny bez obudów zmechanizowanych.
„W kopalniach Jastrzębskiej Spółki Węglowej znajduje się obecnie 9.860 sztuk sekcji zmechanizowanych obudów ścianowych, przy czym 75 proc. tej liczby zabudowanych jest w czynnych ścianach lub będących w trakcie zbrojenia albo likwidacji. Pozostałe 25 proc., czyli 2785 sekcji znajduje się w rezerwie, która w związku ze zróżnicowaniem warunków geologiczno-górniczych w poszczególnych ścianach ułatwia dobór najbardziej odpowiednich obudów, przenoszonych pomiędzy kopalniami spółki - według potrzeb eksploatacyjnych. W stosunku do roku 1994 zmalała jednak ich ogólna liczba o 1038 szt. bowiem do likwidacji zakwalifikowano 1578 sekcji, a kupiono jedynie 540 sekcji” – wyliczaliśmy w tekście.
Przypomnieliśmy też, że od czerwca w kopalni Marcel Ruch Górniczy I pracuje kombajn chodnikowy AM-50z, wyposażony w dodatkowe urządzenie wiercąco-kotwiące BDS-B-12, angielskiej firmy BOART.
„Tak skojarzone urządzenia są wykorzystane do drążenia chodników o przekroju trapezowym, o wymiarach 4,0 x 4,0 m i maksymalnej długości 420 m, zbrojonych samodzielną obudową kotwiową, zastępującą tradycyjną obudowę ŁP” – pisaliśmy. „Technologia ta znalazła zastosowanie w pokładzie 507 na poziomie 400 m i powoduje znaczne obniżenie kosztów uzbrojenia wyrobiska. Urządzenie wiercąco-kotwiące zamontowane zostało na konstrukcji kombajnu, którego hydraulika zasila również pracę wiertnicy, oraz, manipulator do instalowania kotwi do otworów. Dwuosobowa obsługa kombajnu wykonuje więc cały kompleks robót, począwszy od wydrążenia wyrobiska, a na założeniu kotew i kleju skończywszy”.
W rubryce „Górnicza statystyka” podaliśmy, że od początku roku do 6 listopada wydobyto 116 202 607 t węgla (plan zakładał 118 215 214); w tym okresie wyeksportowano 24 739 132 t, a na zwałach zalegało 3 204 529 t węgla.