O górnictwie nie zapominam
fot: Jarosław Galusek
- To będzie demonstracja taka, jak nasz region - wielobarwna, dynamiczna, pełna humoru, a zarazem dosadna - zapowiada Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności
fot: Jarosław Galusek
Rozmowa z Dominikiem Kolorzem, nowym przewodniczącym zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność.
Gratuluję wyboru na stanowisko Panie przewodniczący. Czy tak duża liczba pozytywnych głosów była dla Pana zaskoczeniem?
Tak. I było to miłe zaskoczenie. Delegaci obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem, powierzając mi tak odpowiedzialne zadanie, jakim jest pełnienie funkcji przewodniczącego zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność. Zrobię wszystko, aby tego zaufania nie zawieść i spełnić zapowiedzi z mojego wystąpienia przedwyborczego. Tak wysoki poziom zaufania pokazuje też, jak duże oczekiwania mają wobec mnie delegaci, jak wielkie stoją przede mną wyzwania.
Do tej pory szefował Pan górniczej Solidarności. Wśród delegatów podczas zebrania słyszałem, że nie chcą oddawać takiego szefa. Czy obawia się Pan o losy tej sekcji związku po swoim odejściu?
Zgodnie z deklaracją, którą złożyłem podczas regionalnego Walnego Zebrania Delegatów, najpóźniej w czerwcu złożę rezygnację ze stanowiska przewodniczącego Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego. Czuję się podbudowany takimi głosami – sam też je słyszałem – żeby nie odchodzić, żeby pozostać szefem górniczej Solidarności. Ale nie podzielam poglądu, że moje odejście będzie oznaczało jakiś regres w Sekcji. Nie ma ludzi niezastąpionych i z pewnością członkowie Sekcji wyłonią ze swojego grona sprawnego i skutecznego przewodniczącego. Niewątpliwie natomiast najbliższe 2 – 3 miesiące trzeba będzie poświęcić na to, by zmiana szefostwa i przekazywanie moich obowiązków odbyły się w taki sposób, aby nie powodować zawirowań w bieżącej pracy Sekcji. Tym bardziej, że branża przeżywa teraz bardzo trudny okres. Dla mnie, jako szefa regionu, najważniejsze jest to, aby Sekcja, tak jak w czasie, gdy regionem kierował Piotr Duda, działała bardzo mocno i bardzo prężnie i żeby samodzielnie rozwiązywała problemy, które przed nią stoją. Oczywiście w sytuacjach zaognionych, gdy potrzebna będzie dodatkowa pomoc, np. finansowa lub prawna, Region będzie tą pomocą służył.
W górnictwie sporo się dzieje. Szczególnie głośno jest ostatnio wokół sprawy opodatkowania wyrobisk. Wiem, że Solidarność zdecydowanie sprzeciwia się temu pomysłowi. Czy stanowisko przewodniczącego zarządu Regionu daje Panu jakieś nowe, większe możliwości, by walczyć o losy tej branży?
Stanowisko szefa zarządu Regionu na pewno jest bardziej znaczące w sensie politycznym. Oznacza to na przykład, że szef regionu ma trochę większe możliwości, aby wpłynąć na losy ustawy Prawo geologiczne i górnicze niż szef sekcji branżowej. Choć teraz większość czasu będę poświęcał innym branżom, to o górnictwie nie zapominam. Doskonale wiem, że górnictwo to jedna z kluczowych gałęzi gospodarki w naszym regionie i jeśli będzie potrzebowało wsparcia, to je otrzyma.
W swoim programie podkreślił Pan, że trzeba zrobić wszystko, by polski rząd nie podpisał pakietu klimatycznego. W jaki sposób związek może w tej kwestii wpłynąć na poczynania rządu?
Związek zrobił już właściwie wszystko, co mógł zrobić w sferze negocjacji, w sferze przekazywania własnych pomysłów i rozwiązań. Robiliśmy to nie tylko na szczeblu krajowym, ale też międzynarodowym, na szczeblu Parlamentu Europejskiego. Spotykaliśmy się z szefem PE, z komisarzami unijnymi. Niestety, wydaje mi się, że ta miękka, negocjacyjna formuła prób przekonywania decydentów unijnych i krajowych co do konieczności zmiany zasad pakietu klimatycznego zaczyna się wyczerpywać. Nasze apele, aby pakiet renegocjować, spotykają się z głuchą ciszą. Obawiam się, że wobec tego będziemy musieli bardzo głośno podkreślić w Europie nasze żądania dotyczące renegocjacji pakietu. I będziemy to musieli zrobić w czasie, gdy Polska będzie obejmować prezydencję unijną. Poza tym uważam, że wszystkie środowiska, które zdają sobie sprawę z negatywnych skutków pakietu i tych gospodarczych, i tych społecznych, powinny ze sobą współdziałać. Ze sporym zażenowaniem obserwuję postawę pracodawców, a szczególnie pracodawców górniczych, którzy kompletnie przemilczają ten temat. A przecież to oni mają większe możliwości, w szczególności finansowe i lobbystyczne, aby przekonywać decydentów do konieczności zmian w pakiecie.
Czego życzy Pan sobie i śląsko-dąbrowskiej Solidarności na tej „nowej drodze życia”?
Życzę sobie i śląsko-dąbrowskiej Solidarności, aby co najmniej 70 proc. zadań, które przedstawiłem w swoim wystąpieniu na Walnym Zebraniu Delegatów, zostało zrealizowanych w tej kadencji. Są to zadania ambitne, ale nie niemożliwe do wykonania. Wiele będzie też zależeć od postawy całego związku, bo np. zadanie zmiany statutu NSZZ Solidarność nie uda się, jeśli tylko jeden Region – co prawda największy – ale tylko jeden, będzie to zadanie chciał wykonać.