Mity o węglu koksowym i rządowy plan na ciemną noc. Czy górnictwo czeka twarde lądowanie?
Byłem kilka dni temu w Słowackim Muzeum Górnictwa (Slovenske Banske Muzeum) w Handlovej na Słowacji. W okolicach Prievidzy jeszcze kilka lat temu w podziemnych kopalniach wydobywano twardy węgiel brunatny i lignit. Samo muzeum jest nieduże, ale zawiera sporo ciekawostek, a przede wszystkim zachowane bardzo stare maszyny górnicze, których nie znajdziemy u nas w Polsce.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Jacek Korski
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Byłem kilka dni temu w Słowackim Muzeum Górnictwa (Slovenske Banske Muzeum) w Handlovej na Słowacji. W okolicach Prievidzy jeszcze kilka lat temu w podziemnych kopalniach wydobywano twardy węgiel brunatny i lignit. Samo muzeum jest nieduże, ale zawiera sporo ciekawostek, a przede wszystkim zachowane bardzo stare maszyny górnicze, których nie znajdziemy u nas w Polsce.
Zachował się tam kombajn chodnikowy PK-2s, który był także pierwszym kombajnem zastosowanym w naszym kraju do drążenia chodników. Druga perełka to ścianowy kombajn węglowy typu Donbass, który także w Polsce był jednym z pierwszych takich urządzeń zastosowanych w kopalniach, a później sklonowanych i rozwijanych w Polsce. Było to dawno, bo pierwszy polski klon Donbassa, czyli KW-57 powstał już w 1952 roku. Niestety, o ile poprzedników kombajnów ścianowych, czyli wrębiarek, zachowało się w Polsce sporo, to z takich, zwanych konturowymi lub wycinającymi, kombajnów nie zachował niestety żaden.
Kiedyś nie pamiętano o zachowaniu pamiątek dla potomnych, a dziś cieszymy się tym, co udaje się znaleźć niemal przypadkiem. A przecież pamięć jest elementem naszej tożsamości. Będąc w Handlovej, rozmawiałem z kilkoma osobami, w tym z pracownicą muzeum, której ojciec i dziadek pracowali w miejscowej kopalni. Konstatacja była jedna – dopóki były kopalnie, to żyło się dostatnio. Jednak wspomniany ojciec tej pani po wypadku w kopalni został inwalidą – to cena płacona niekiedy za dostatek. Został pod ziemią węgiel, więc dlaczego zamknięto kopalnie? Słowackie władze nie były w stanie dźwigać dalej dopłat do deficytowych kopalń.
JSW: Plany kontra rzeczywistość
W jednym z portali internetowych przeczytałem wywiad z byłym już przewodniczącym rady nadzorczej JSW, którego rezygnacja w chwili powołania nowego prezesa tej spółki wzbudziła moje mieszane uczucia. Dziś jako przyczynę podaje, że nie godzi się na to, aby rzeczywiste działania naprawcze zastępować inżynierią finansową. Nie znam programu naprawczego tej spółki, ale wielokrotnie pisałem na tych łamach o tym, co przyczyniło się do kłopotów JSW. Podstawowa, moim zdaniem, sprawa to oderwanie planów od rzeczywistości, w której przyjdzie je realizować.
Nie tak dawno rozmawiałem z byłym górnikiem, który odszedł na odprawę kilka lat temu z kopalni Krupiński, choć na tej kopalni przepracował tylko jedną dniówkę i tylko na papierze. Tylko po to, aby formalnie załapać się na świadczenie. Do końca roku z JSW ma odejść na różne świadczenia prawie pięć tysięcy ludzi, którzy coś umieją. A już słychać o niedoborach zatrudnienia w niektórych specjalnościach. Można się domyślać, że bez wykwalifikowanych pracowników każdy ambitny plan pozostanie planem. Podstawowy mit to moim zdaniem kluczowy produkt, czyli węgiel koksowy. Publikowana średnia cena węgla JSW jest znacznie niższa niż ceny takiego węgla na rynku – oznacza to, że znaczący udział w wydobyciu mają węgle energetyczne i te, które można w niewielkiej ilości dosypywać do tego prawdziwie koksowego.
KPEiK, czyli 316 stron pobożnych życzeń
Rada Ministrów po latach dostała sławny KPEiK, czyli Krajowy Plan na Rzecz Energii i Klimatu, o który od lat upomina się Komisja Europejska. Dopiero przejrzałem pobieżnie ten dokument liczący 316 stron, ale widzę, że ci, co go pisali, nie przeczytali go po napisaniu. Jednoznacznie pisze się w nim o odchodzeniu od węgli kopalnych i zastępowaniu ich w okresie przejściowym gazem ziemnym. Pewnie dlatego, że tego gazu mamy pod dostatkiem. Odniosłem wrażenie, że autorzy tego dokumentu opisali swoje pobożne życzenia i nie zastanawiali się nad tym, co będzie w przypadku możliwych opóźnień w budowie elektrowni jądrowych.
Rozbudowa odnawialnych źródeł energii to dobry pomysł, ale zwracam uwagę, że są to źródła pogodozależne i w bezwietrzną noc może być nam nie tylko ciemno. Nie upieram się, że mamy mieć wysokie wydobycie węgla i energetykę opartą na węglach kopalnych, bo widać już, że nie ma co na to liczyć. Spadające z roku na rok wydobycie węgla kamiennego wyprzedza plany. Z OZE związana jest potrzeba posiadania potężnych magazynów energii, a z tym jakoś głucho – więcej się mówi niż robi.