O fantazjach surowcowej eksploatacji Księżyca

1407151386 ksiezyc nasa

fot: nasa.gov

Czy "Baza Spokoju", czyli miejsce, w którym człowiek po raz pierwszy stanął w 1969 r. na powierzchni Księżyca (na zdj. Buzz Aldrin), zacznie kojarzyć się po 2020 r. ze sporym niepokojem przez zasoby helu-3 pod stopami?

fot: nasa.gov

Światowe, a także krajowe media snują dywagacje na temat eksploatacji zasobów surowcowych Księżyca. Przemawiać ma za tym kilka uzasadnień. Jednym z najpopularniejszych jest argument, że na naszym globie znajduje się skończona ich ilość, która wkrótce zostanie wyeksploatowana, dlatego zasoby znajdujące się na Księżycu mają je uzupełnić.

Od strony fantastyki naukowej, jest to temat ciekawy, interesujący i nawet popularny, który znajduje czytelników. Znacznie gorzej jest, kiedy w poważnym tonie zajmują się nim czołowe media gospodarcze, wprowadzając w błąd opinię publiczną i polityków, którzy przecież na wszystkim nie muszą się znać.

Przede wszystkim błędne jest założenie, że surowce na skutek ich eksploatacji wyczerpują się i wkrótce ich zabranie, gdyż jest ich skończona ilość. To wszystko prawda, ale w kontekście filozoficznym, owszem surowców ubywa, ale nikt jakoś nie pokusi się o ich globalną ocenę ilościową.

Punktem wyjścia dla wspomnianych mediów jest ich aktualny stan rozpoznania. Ten stan może być punktem wyjścia dla rozważań w skali roku, dziesięciu i co najwyżej trzydziestu lat. Przez ten czas technika i technologia wydobycia, przetwarzania i ich poszukiwań ulega znaczącemu postępowi technicznemu, który całkowicie zmienia realia dostępu, ocen i ilości wydobywanych surowców.

Tu wystarczy przypomnieć Raport Rzymski z 1972 r. w którym oceniono, że zasoby ropy naftowej na całym globie mają ulec wyczerpaniu w 2003 r. Jakoś ten termin minął, a ropy jest znacznie więcej aniżeli wydobywano podczas sporządzania tego raportu.

Z naszego własnego podwórka tego rodzaju przykładem może być inwestycja KGHM. Kiedy rozpoczęto eksploatacje tego złoża, dopuszczalne światowe normy dla tego rodzaju warunków geologiczno-górniczych były w granicach 400 – 600 m głębokości, co w ogóle stawiało całą inwestycję pod znakiem zapytania. Teraz wydobycie prowadzone jest na głębokości ok. 1500 m i nic się nie dzieje.

Pozostając przy problemie wyczerpywania zasobów na naszym globie, to po pierwsze nikt dokładnie nie wie ile ich jest, bo nasz glob jako całość jest jeszcze bardzo słabo zbadany. To znaczy wiemy na dzień dzisiejszy i na najbliższe lata, jakie zasoby mamy do dyspozycji. Pytanie jest, czy odkryliśmy już wszystkie zasoby na naszej planecie? Negatywna odpowiedz jest w wymiarze praktycznym. Ta skala poszukiwań zasobów zależy tylko od nas samych.

Tu wystarczy wspomnieć o milionach kilometrów kwadratowych na lądzie, który pod tym względem zbadany jest tylko wyrywkowo i punktowo. Do tego rodzaju symbolicznie tylko zbadanych obszarów należy Syberia, Tybet, Patagonia, obszar Brazylii i Argentyny, a nawet Kanady i Alaski.

Nie mówiąc o tym, że w Europie też jeszcze nie wszystkie użyteczne złoża zostały odkryte. Można zapytać: jeżeli dotąd tyko kilka procent tych odkryć dokonano na ladzie, a nieodkrytych surowców jest tak dużo, to dlaczego się tego robi? No, właśnie, dlaczego?

Tu kłania się nie przyrodniczy brak surowców na naszej planecie, ale polityka ich poszukiwań i wydobycia, która najczęściej powoduje, że na światowym rynku panują ich braki. To polityka surowcowa decyduje o ich niedoborach, a nie ich wyczerpanie. Daleko nie szukając, to na naszym rynku odczuwamy braki węgla opałowego dla gospodarstw domowych, a przecież przyrodniczo „śpimy” na nim, mając udokumentowane zasoby na ok. 500 lat.

Tymczasem jego sprzedaż dla indywidualnych nabywców wprowadzono na elektroniczne kartki, tylko po 3 tony rocznie. Z tego wszystkiego wynika, że politycy i usłużne im media, zamiast księżycowymi surowcami, lepiej zrobiliby zajmując się najpierw tymi ziemskimi, które jeszcze w ponad 90 proc. nie zostały rozpoznane.

To nie jest krytyka zajmowania się kosmosem i snucia nawet abstrakcyjnych ekonomicznych dywagacji. To bywa nawet ciekawe. Nie mniej nie można nawet interesującą księżycową fantazją, eliminować przyziemne, ale jakże przystępne i tanie surowce tu na Ziemi.

O księżycowych fantazjach surowcowych niech zaświadczy fakt, że pierwszy człowiek na Srebrnym Globie stanął 22 lipca 1969 r. W latach 1969-72 na Księżycu było 12 amerykańskich astronautów. I choć minęło już pół wieku, nikt misji Apollo już nie powtórzył.

I kolejna sprawa to odległość Księżyca od Ziemi, która wynosi 384 tys. km. Tu na Ziemi liczymy każdy kilometr przesyłu energii i surowców, jako koszta na których można oszczędzać. Natomiast setki i tysiące kilometrów w kosmosie do transportu surowców w tonach z Księżyca na Ziemię nikt jakoś nie liczy ile to będzie kosztować, i kto za to zapłaci?

Generalnie na tym właśnie polega ta księżycowo-surowcowa fantazja, upowszechniana w kluczowych mediach, która ma odwrócić naszą uwagę od niechcianych, choć tanich kopalin wydobywanych tu na Ziemi.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.