Nurkowanie w podziemiach kopalni
Górnicze pogotowie nurkowe istniało najpierw przy Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego. Od 1973 r. jest w kopalni „Borynia”. Stało się tak na mocy porozumienia podpisanego pomiędzy kopalnią i CSRG „o powołaniu specjalistycznych zastępów do prac podwodnych”.
Nurkowie rzadko mają okazję, aby wykazać się swoimi umiejętnościami w trakcie akcji ratowniczej w kopalni. Ale, że tacy specjaliści wśród ratowników górniczych są potrzebni, pokazała tragedia w kopalni „Halemba” w 2006 r.
– Wyrobisko, w którym doszło do wybuchu metanu, było zalane i nasi nurkowie musieli odpompować tam wodę – informuje Adam Szkołda, kierownik Stacji Ratownictwa Górniczego w „Boryni”. – Transportowali tam pompy i montowali rurociąg o długości 150 metrów. Na jego końcu, cztery metry pod wodą, musieli zamontować kosz ssawny z zaworem. Robili to na wyczucie, przy zerowej widoczności.
Marian Mucha jest w pogotowiu nurkowym pierwszym mechanikiem. W kopalni pracuje od 1988 r. Ma za sobą 16-letni staż jako ratownik górniczy, a od 10 lat jest w pogotowiu nurkowym. Uprawnienia płetwonurka zdobył jako ratownik wodny. Jako mechanik w pogotowiu nurkowym Mucha dba o to, aby sprzęt (maski, skafandry, aparaty) był zawsze sprawny i gotowy do użycia w akcji. Zajmuje się tym wraz z dwoma innymi ratownikami. W 19-osobowej ekipie kopalnianych nurków jest jeszcze czterech zastępowych i czterech kierowników prac podwodnych.
– Mamy także jedynego w całym górnictwie węgla kamiennego specjalistę od spawania pod wodą – mówi nie bez satysfakcji kierownik Szkołda.
W skład każdego 5-osobowego zastępu nurkowego wchodzą: zastępowy, chronometrażysta (jest odpowiedzialny za łączność), nurek operacyjny, nurek ubezpieczający i sygnalista.
Chętnych do wstąpienia do pogotowia nurkowego w „Boryni” nie brakuje. – W ubiegłym roku doszło do nas dziewięciu nowych nurków. Każdy z nich najpierw musiał jednak zdobyć uprawnienia ratownika górniczego. Takie są zasady – wyjaśnia Mucha.
Nurkowie pełnią w kopalni dyżury, tak jak wszyscy ratownicy górniczy. Uczestniczą także w akcjach ratowniczych. Mają jednak dodatkowe ćwiczenia na różnych akwenach wodnych. Wybierane są takie, w których warunki są zbliżone do tych na dole kopalni, a więc ze słabą lub zerową widocznością. Raz w roku wyjeżdżają także na sześciodniowy obóz szkoleniowy.
Akcje, w których wykorzystywani są nurkowie, w kopalniach zdarzają się rzadko. – W mojej karierze zdarzyło się to tylko raz, podczas tragedii w kopalni „Halemba”. Kiedyś wyławialiśmy także topielców, ale teraz zajmuje się tym straż pożarna – mówi Marian Mucha.
Mucha, jak i jego koledzy z pogotowia, chętnie nurkuje rekreacyjnie: – Mam swój prywatny sprzęt i jak tylko jest okazja, jadę z kolegami nad jakiś ciekawy akwen.