Nowy prezes Anwilu

Rada nadzorcza włocławskiego Anwilu, spółki grupy PKN Orlen, powołała na stanowiska prezesa i dyrektora generalnego Remigiusza Paszkiewicza. Na członka zarządu spółki rada wybrała Tomasza Zielińskiego. Obaj zaczną pełnić swoje obowiązki od 1 października.

Anwil podał, iż rada nadzorcza spółki podjęła decyzje kadrowe, dotyczące zarządu na posiedzeniu 27 września.

Remigiusz Paszkiewicz jest związany Anwilem od 1 stycznia 2009 r. Był dyrektorem ds. organizacji i grupy kapitałowej, a od 29 czerwca 2010 r. pełnił jednocześnie obowiązki prezesa i dyrektora Generalnego. Stało się tak po ówczesnej rezygnacji z tych stanowisk Macieja Trojnarskiego.

Tomasz Zieliński pełnił ostatnio stanowisko wiceprezesa zarządu, dyrektora ds. strategii i rozwoju Zakładów Chemicznych Police.

Zarząd włocławskiego Anwilu liczy cztery osoby - oprócz powołanych, zasiadają nim także jako członkowie: Krzysztof Dzuba - dyrektor ekonomiczno-finansowy oraz Krzysztof Kamiński - dyrektor techniczny i rozwoju.

Anwil to jedno z największych przedsiębiorstw w sektorze Wielkiej Syntezy Chemicznej w Polsce. Spółka jest jedynym w kraju producentem suspensyjnego polichlorku winylu, wykorzystywanego m.in. do produkcji profili budowlanych, rur wodociągowych i kanalizacyjnych oraz znaczącym producentem nawozów azotowych.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.