Niemieccy duchowni zakładają spółkę energetyczną
Stowarzyszenie na rzecz Dostaw Energii do Kościołów i Instytucji Społecznych (KSE) ma być organizacją non profit. Założyciele liczą, że dzięki licznej grupie klientów KSE będzie w stanie wynegocjować u dostawców surowców ceny hurtowe - na takim samym poziomie, jak oferowane wielkim narodowym kompaniom energetycznym. Klienci mieliby wówczas możliwość odkupienia np. gazu niemalże w tej samej cenie, czyli około 10 proc. taniej od cen obowiązujących na rynku - napisał \"Dziennik\".
- Koszty dostaw energii stają się coraz poważniejszym obciążeniem. Naszym celem będzie oferowanie energii po rozsądnej cenie. Jeżeli dzięki wyeliminowaniu pośredników możemy dostarczać gaz po niższej stawce, to mamy szansę wykonać kawał dobrej roboty - mówi szef rady nadzorczej KSE Johannes Baumgartner. - Jeśli system zadziała, chętnie będziemy otwierać się na kolejnych odbiorców - zapowiada.
Potwierdzenia słów Baumgartnera i przyczyn powstania KSE nie trzeba daleko szukać. Pięć lat temu diecezja we Fryburgu wydawała na prąd i gaz 15 mln euro rocznie. W 2006 r. ta sama diecezja musiała wysupłać już 22 mln. Rachunki za światło i ogrzewanie zaczęły pochłaniać piątą część dochodów diecezji. Co gorsza, wtedy właśnie zliberalizowano rynek energii - od tego czasu mogą ją kupować nawet poszczególne gospodarstwa domowe. Miało to wymóc konkurencję i spadek cen, wskutek kryzysu energetycznego tak się nie stało.
- Pomysł duchownych z Badenii-Wirtembergii wpisuje się w charakterystyczną dla tego landu tradycję tworzenia własnych, alternatywnych źródeł i sieci energetycznych. Niemieckie kościoły od lat tkwią w kryzysie finansowym, więc ta inicjatywa daje nadzieję, że choć częściowo zmniejszy to ich kłopoty - mówi \"Dziennikowi\" Frank Ochmann, niemiecki publicysta chrześcijański.