Nielegalne wydobycie kopalin uderza w uczciwe firmy z koncesją
Żwir i piasek należą do atrakcyjnych towarów rynkowych. Jeszcze bardziej lukratywnym produktem stają się wówczas, kiedy są eksploatowane „po cichu”, a więc bez oglądania się na koncesyjne rygory. Nic dziwnego, że odradza się proceder ich nielegalnego pozyskiwania.
Prawo geologiczne i górnicze zabrania wydobywania kopalin, w tym tych tzw. pospolitych, czyli żwiru i piasku, inaczej niż w ramach koncesjonowanej działalności gospodarczej. Kary za jego ignorowanie wydają się drakońskie:
80-krotna stawka opłaty eksploatacyjnej dla konkretnego rodzaju kopaliny pomnożona przez ilość nielegalnie uzyskanej. Jednak nałożenie kary wcale nie jest łatwe...
W przypadku kopalin pospolitych, wydobywanych w niewielkich ilościach, koncesjonariuszem jest nie minister środowiska, lecz starostowie, działający przy pomocy powiatowych geologów. Do nich należy więc zarazem ujawnianie nielegalnego wydobycia i nakładanie karnych opłat. Ale tylko mniej więcej co czwarty taki przypadek odkrywają inspektorzy okręgowych urzędów górniczych. Dzieje się to niejako przy okazji wykonywania rutynowych zadań w terenie, ponieważ ich rolą jest nadzorowanie tylko tych firm, które mieszczą się w definicji zakładu górniczego.
Trudno dociec pełnej skali zjawiska. W latach 2002–2009 urzędy górnicze odnotowały 998 takich przypadków. Przy tym od roku 2005 obserwuje się niewielki, acz systematyczny spadek nielegalnej eksploatacji, co może sugerować ukrócenie tego procederu. Mimo to, tylko w roku ubiegłym zarejestrowano 111 takich przypadków. W zdecydowanej większości rzecz dotyczy pozyskiwania żwiru i piasku. W ośmiu ostatnich latach najczęściej do takiego nielegalnego wydobycia dochodziło w województwach wielkopolskim, pomorskim i mazowieckim. Ale zdaniem Marcina Baradzieja, głównego specjalisty ds. geologii w Wyższym Urzędzie Górniczym, rozpoznane przypadki nielegalnej eksploatacji są zapewne jedynie wierzchołkiem góry lodowej.
– Wydobycie bez koncesji powoduje straty w bilansie zasobów naturalnych kraju, przyczynia się do niekontrolowanego użytkowania i degradacji gruntów, sprzyja nielegalnemu składowaniu odpadów oraz lekceważeniu obowiązku rekultywacji z jego możliwą konsekwencją w postaci nieodwracalnych przekształceń środowiskowych. Co szczególnie ważne: wskutek lekceważenia rygorów bezpieczeństwa, stwarza potencjalne zagrożenie dla zaangażowanych do tego rodzaju robót pracowników oraz osób postronnych. No, i wreszcie uszczupla przychody państwa oraz powoduje powiększanie tzw. szarej strefy zatrudnienia – wymienia główne z tych okoliczności Marcin Baradziej.
Nieprzypadkowo zatem sygnały o nielegalnej eksploatacji – obok służb starostów, policji oraz sąsiadów kłopotliwych „przedsiębiorców” – napływają do urzędów górniczych od zdesperowanych konkurentów. Ci bowiem, prowadząc legalną, koncesjonowaną działalność, respektując przepisy o zatrudnieniu i zasady bhp oraz rzetelnie płacąc podatki, nie wytrzymują nieuczciwej cenowej konkurencji z tymi, którzy bezprawnie wydobywają żwir lub piasek, nieraz w zasięgu wzroku.
Spostrzeżenia inspektorów urzędów górniczych o nielegalnej eksploatacji koniec końców i tak wracają do starostw powiatowych jako właściwych do wstrzymywania takiej działalności i nakładania kar. Sami nie posiadają narzędzi, by reagować. Są natomiast coraz skuteczniejsi w rozpoznawaniu i ujawnianiu takich przypadków. W ubiegłym roku część inspektorów OUG-u została wyposażona w odbiorniki GPS oraz laserowe dalmierze, niebywale przydatne w lokalizowaniu miejsc nielegalnej eksploatacji.