Niech żyje nam górniczy stan!

fot: Tomasz Rzeczycki

Kopalnia Soli Bochnia będzie w Boże Ciało zamknięta, ale w kolejne trzy dni proponuje więcej możliwości zwiedzania, niż poza długim weekendem

fot: Tomasz Rzeczycki

To zawołanie na ziemiach polskich znane jest od setek lat. Wraz z kolejnymi obchodami św. Barbary patronki górników, warto przypomnieć pierwsze lata naszego górnictwa, które do dzisiaj związane są z Śląskiem, jako krainą historyczną. Poszukiwano wtedy przede wszystkim złota i srebra, które decydowało o zamożności władcy. Tymczasem sól bocheńska i wielicka przebiła dochodami wszystkie dotychczasowe zyski płynące z średniowiecznego górnictwa. Ten szkic od Henryka Brodatego do Kazimierza Wielkiego ma przypomnieć dni chwały i trudności dawnego górnictwa.

Śląskie złoto
Inicjatorem pierwszych zorganizowanych poszukiwań za złotem był książę wrocławsko-legnicki Henryk Brodaty (1168 – 1238). Książę pragnął sięgnąć po koronę polską, ku czemu miał wielkie szanse. Potrzebne były do tego duże dochody i fundusze na prowadzenie odpowiedniej polityki zmierzającej do tego celu.

Jednym ze sposobów pomnożenia majątku była kolonizacja Śląska. Polegała ona na sprowadzeniu z wyżej stojących gospodarczo państw zachodnich specjalistów od rolnictwa, budownictwa, a także górnictwa. Ci ostatni założyli na Śląsku dwa miasta: Złotoryję i Lwówek, z których prowadzono penetrację Sudetów. Polegała ona na przemywaniu piasków rzek górskich: Kamiennej, Bobru, Kaczawy i Bystrzycy. Po przemyciu łatwo dostępnych rozsypisk przypowierzchniowych podjęto wydobycie za pomocą szybików i chodników prowadzonych w złotonośnych piaskach.

Ich miąższość na tym terenie dochodziła do 50 metrów. Ocenia się, że w latach panowania tego księcia, roczne wydobycie wynosiło około 200 kg złota. O skali zatrudnienia świadczy odnotowanie obecności około tysiąca kopaczy w bitwie z Tatarami pod Legnicą w 1241 roku.

Z tego okresu pochodzą nazwy Złotoryja, Złote Pole, Złotniki, Złoty Potok. O sukcesach tego górnictwa decydowała tania siła robocza, która mimo niskich zawartości złota w złożu pozwalała na dochodowe prowadzenie jego eksploatacji.

O tym, że książę wybrał dobrą drogę do wzbogacenia swego skarbu świadczą liczne grody i zamki budowane na tym terenie, które zachowały się do dnia dzisiejszego. Jednym z nich jest warowny zamek legnicki. Skutecznie obronił się on przed szturmem Tatarów po ich zwycięskiej bitwie w 1241 roku na Legnickim Polu. Podobnie obronił się warowny i niezachowany już w całości zamek wrocławski.

Walonowie w Sudetach
Zapoczątkowane górnicze penetrowanie Sudetów było kontynuowane przez kolejnych władców Śląska. Dużą role odegrali górnicy sprowadzani z Walonii, dzisiejszej przemysłowej części Belgii. Pierwsi poszukiwacze działali na czyjeś zlecenie, dlatego opisywali dojścia do odkrytych przez siebie złóż i znakowali w jakiś sposób te miejsca. Opisane one zostały w księgach walońskich, zwanych też „spiskami” (od spisywania), których fragmenty znajdują się obecnie w dwóch archiwach: we Wrocławiu i Trutnovie.

Około. 1202 na Śląsku pojawiają się, joannici. Pod ich patronatem na pocz. XIII w. powstają górnicze miasta: Złotoryja i Lwówek. W ich okolicach rozwija się górnictwo i hutnictwo złota i miedzi. We Wrocławiu do dziś istnieje osada walońską (rejon kościoła św. Maurycego – ul. Traugutta) i pamięć biskupa z Walonii – Wauthiera (Waltera) de Mallonne. Pojawia się kult tamtejszych świętych: Maurycego i Marcina.

Książę Bernard Lwówecki w 1281 roku oddaje strzegomskim joannitom „ciepłe źródło” – przyszłe uzdrowisko cieplickie wraz z 250 łanami ziemi. W lipcu tegoż roku mnisi dokupują dalsze 100 łanów: cały rejon Wysokiego Grzbietu Gór Izerskich. Rozpoczyna się eksploatacja tamtejszych bogactw, zwłaszcza dla potrzeb szklarstwa. Wynika stąd, że ten zakup musiał zostać poprzedzony dobrym rozpoznaniem. Działalność „prawdziwych” Walończyków (tzn. z Francji i Belgii) trwała krótko.

Górnicy z Włoch i Harzu
W XIV/XV w. przybywa druga fala poszukiwaczy z południa Europy – z Włoch oraz z Harzu, Saksonii i Gór Kruszcowych (Krušne hory w płn. zach. Czechach). Włosi poszukiwali zwłaszcza ametystów, turmalinów, granatów i kryształów górskich do sławnych weneckich mozaik lub nawet do wytopu szkła.

Kres temu górnictwu przynosi wojna trzydziestoletnia (1618-1648).Po której następują początki nowoczesnego górnictwa tak w Europie , jak i na Śląsku.

Tarnowskie Góry
Historia odnotowuje, że inicjatorem wydobycia srebra w rejonie Tarnowskich Gór był książę opolski Jerzy margrabia brandenburski (Jerzy Hohenzollern-Ansbach), który żył w latach 1484 -1543. Pod koniec jego panowania w Tarnowskich Górach wybuchł bunt polskich gwarków przeciwko rządom urzędników margrabiego, którzy lepsze prace dawali przybyszom z Frankonii, a gorsze miejscowym.

Uwolniono wcześniej uwięzionych, zdemolowano urządzenia w kilku kopalniach i hutach, rabowano domy niektórych mieszczan i urzędników. Zamieszki stłumiono przy pomocy wojska. Dla uspokojenia sytuacji władze górnicze zobowiązywały się do przekazywania pieniędzy z kasy brackiej (forma kasy pomocy społecznej) na szpital. Przywódców buntu wygnano i zakazano im powrotu.

Podobna sytuacja miała także miejsce w Bytomiu. Bunt ten w literackiej formie opisała Zofia Kossak w opowiadaniu „Przeklęte srebro” zamieszczonym w książce „Nieznany kraj”. Kiedy książę nie mogąc pogodzić przywileje nadane sprowadzonym z Niemiec górnikom z ich brakiem dla polskich gwarków powiedział: - Przeklęte srebro! Bodjbym nigdy nie był księciem nieszczęsnego ludu śląskiego!

Sól z Bochni i Wieliczki
Prawdopodobnie jest to najstarsze klasyczne górnictwo w Polsce, gdzie do wydobycia soli zastosowano szyby, chodniki i komory wydobywcze, co zaistniało już w XIII wieku. Dzisiejszą sławną kopalnię w Wieliczce historycznie wyprzedziła Bochnia. Tu według istniejących już dokumentów łączy się legenda błogosławionej Kingi, żony Bolesława Wstydliwego, która przybyła z Węgier, jako córka króla Beli IV.

Księżna na Węgrzech otrzymała dar od swego ojca w postaci kopalni soli, gdzie miała wrzucić swój złoty pierścień, który następnie w cudowny sposób wydobyty został w bryle soli bocheńskiej kopalni.

Prawdopodobnie odkrycia obu złóż soli w Bochni i kilka lat później w Wieliczce nastąpiło w wyniku kopania studni. Z tego czasu do dzisiaj na dziedzińcu zamku żupnego zachowała się obudowa drewniana pierwszego szybu o wymiarach 3,4 x 2,4 m, o głębokości ok. 7 m.

Wielkim promotorem solnego górnictwa był król Kazimierz Wielki (1310 – 1370), który zreformował transport bałwanów solnych dostarczanych do sprzedaży przez cały rok, co dwukrotnie zwiększyło zyski z tego tytułu. Tym bardziej, że sól była wtedy w cenie obecnej miedzi.

Za dochody te król ufundował Akademię Krakowską, która była pierwszą wyższą uczelnią w naszym kraju, zaś cały kraj, który zastał drewniany zostawił murowany. Uporządkował dawne prawa i tradycje górnicze, wydając w 1368 roku Statut Żup Krakowskich, czym zagwarantował kopalni kolejne dziesięciolecia stabilnego rozwoju.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Górnicy jeździli tam elektryczną kolejką już ponad 50 lat temu. Niezwykła historia kopalni Jan

Już dwukrotnie wspominałem o doświadczalnej, zautomatyzowanej kopalni Jan, która powstała w 1968 r. na części kopalni Wieczorek. W odróżnieniu od otwieranej dekadę temu kopalni Bzie-Dębina miała ona dwa szyby i wypełniała definicję kopalni. Stanowiła w istocie koncentrację osiągnięć naukowo-technicznych polskiego górnictwa węgla kamiennego z całym intensywnie rozwijanym zapleczem. 

Piknik na Szkale z historią w tle

Radzionków nie zapomina o swej przeszłości, o znanych ludziach i górnictwie, które przyczyniło się do jego rozwoju

Metropolie otwierają się na singli. Efekt wzrostu zdolności kredytowej

Z czerwcowych danych wynika, że wzrosła zdolność kredytowa singli i bezdzietnych par, w efekcie wyraźnie zwiększyła się liczba mieszkań dostępnych dla tych gospodarstw domowych, szczególnie w najdroższych metropoliach - wynika z raportu serwisów RynekPierwotny.pl i Rankomat.pl.

Restrukturyzacja górnictwa w Polsce. Archiwalne wywiady z prof. Markiem Szczepańskim zadziwiają aktualnością

„Żadne strategiczne decyzje związane z górnictwem nie zapadną przed wyborami, bo tak już u nas jest” – zapowiadał przed laty prof. Marek Szczepański. Wtedy miał rację. Czy tym razem będzie podobnie?