Nie zapomnij o roladzie
Przed świętami czwarte wydanie kulinarnego bestselleru trafiło do księgarń. „Śląska kucharka doskonała” to przepisy na 400 potraw, bogato ilustrowane pięknymi zdjęciami najstarszych dzielnic Katowic – Nikiszowca i Giszowca. Elżbieta Łabońska, autorka książki obiecała, że poprawi, uzupełni i rozszerzy poprzednie trzy wydania tej kulinarnej opowieści o Ślązakach i ich obyczajach. I słowa dotrzymała, jak przystało na nauczycielkę i wieloletnią felietonistkę kulinarną „Trybuny Górniczej”.
Elżbieta Łabońska miała 11 lat, gdy ugotowała swój pierwszy w życiu obiad: kotlet mielony, kapustę kiszoną i ziemniaki puree. Może zapomniałaby, co podała wtedy na talerzach, gdyby nie to, że jej tata ciężko wtedy chorował i mama była zajęta opieką. Wtedy odkryła, że przygotowywanie jedzenia jest oznaką miłości i troski. W jej rodzinie wszystkie kobiety były mistrzyniami garnka i patelni. Ona, jak twierdzi, jest w trzech czwartych Ślązaczką. Od swojej babci z poznańskiego uczyła się finezji włościańskiej i dekorowania potraw. Przez lata zbierała przepisy i wymyślała swoje. Żeby dobrze gotować, trzeba lubić jeść. Ona jest niezwykle wrażliwa na smaki i zapachy, które w dużej mierze są duchem domu. W jej mieszkaniu brakuje tylko jednego – miejsca na przyprawy.
– Gdy powiedziałam, że idę do technikum gastronomicznego, mój tata był niezadowolony. Marzył o innej przyszłości dla mnie. Od najmłodszych lat uczył mnie angielskiego i może miał nadzieję, że zostanę profesorem. A ja w tej samej szkole, w której zdawałam maturę, dopracowałam się już emerytury. I za nic bym nie zamieniła radości i satysfakcji, których zaznaję, dostając kartki z urodzinowymi życzeniami od moich dawnych uczniów. Niektórzy z nich wiele lat mnie nie widzieli, ale ciągle pamiętają, kiedy mam urodziny – zapewnia Elżbieta Łabońska.
Jej pisarska działalność stała się argumentem przemawiającym za istnieniem narodowości śląskiej.
– Ale to nie była książka kucharska, lecz opowieść o języku czyli „Ślónskie parszczynie”. Chciałam tą książką udowodnić, że Ślązacy mówią starą polszczyzną, a germanizmy są późniejszą naleciałością i cechą charakterystyczną terenu pogranicza – dodaje Łabońska.
Autorka „Śląskiej kucharki doskonałej” czasami się obawia, że w obecnym bogactwie smaków z całego świata ludzie przestaną gotować roladę z modrą kapustą.
– To nieprawda, że śląska kuchnia jest przaśna i ciężkostrawna. Może być zarówno salonowa, jak i biedna. Zależnie od zasobności portfela i upodobań. W moim dzieciństwie nie było warzyw pod dostatkiem, zwłaszcza na przednówku. Dziś nie ma takich ograniczeń i śląska kuchnia rozkwita, zmienia się, wzbogaca – mówi Łabońska.
Zespół Szkół Gastronomiczno-Usługowych w Chorzowie był jej warsztatem pracy i pasją zarazem. Do dziś uczy tam (choć już nie etatowo) gotować z sercem dla rodziny.
– Kuchnia śląska to ważny element kultury regionu i przejaw rodzinności jego mieszkańców. Na każde wydarzenie, od narodzin aż po śmierć, są inne potrawy. Co innego podają Ślązaczki na chrzciny, na roczek, na wesele, na stypę, na Wielkanoc, na Zapusty, na Wszystkich Świętych, na Andrzejki, na Barbórkę, na świętego Mikołaja. To taka niespotykana gdzie indziej tradycja. Nawet prymicja księży ma na Śląsku swoją odrębną oprawę kulinarną – mówi Elżbieta Łabońska.
Opowieść o pączku może być początkiem historii regionu i ciekawej podróży, czyli dwóch innych pasji, z którymi Łabońska wiąże gotowanie. Chorzów jest jej małą ojczyzną, a kuchnia oknem na świat. Czasami dla urozmaicenia gotuje francuskie, włoskie czy tureckie specjały, ale w jej spiżarni jest wszystko jak za czasów jej babci: dżemy, konfitury, nalewki, marynowane grzyby i warzywa.