Nie „zagłaskać” Bożego Dzieciątka
Pochodzi Ksiądz Arcybiskup z typowej śląskiej rodziny, w której ojciec pracował w kopalni, a matka zajmowała się domem. Jakie wartości i zwyczaje górników przetrwały do naszych czasów, a które zanikają?
Sięgając pamięcią do dawnego Śląska, to widzę przede wszystkim ziemię ludzi bardzo pracowitych i prawych. Patrzę na przeszłość poprzez pryzmat ludzi, których znałem i środowiska, w którym wyrosłem – przede wszystkim poprzez pryzmat mojej rodziny: matki, ojca, nauczycieli i seminaryjnych wychowawców.
To prawda, że wywodzę się z typowo śląskiej rodziny. Ojciec przeszedł wszystkie szczeble górniczego wtajemniczenia. Stopniowo awansował: począwszy od stanowiska zwykłego górnika, aż do sztygara w oddziale maszynowym. Pracował w kopalni „Rymer”. Moja matka zajmowała się wychowaniem dzieci i domem. Jednak ojcu, wbrew powszechnemu wówczas zwyczajowi, zależało, żeby jego dzieci znalazły dla siebie w życiu inne miejsce niż kopalnia. Duży wpływ na moje wychowanie miała także babcia ze strony mojej mamy. Mieszkała z nami, była mądrą i pobożną osobą.
Z domu wyniosłem przekonanie, że górnictwo to nie jest zawód jak inne. Ono tak angażuje pracownika, że jest do niego silnie przyporządkowany – ze względu na pracę pod ziemią i ze względu na niebezpieczeństwo. Dla górników kopalnia to ich żywicielka i sposób na życie. Oni całe życie wiążą z wydobywaniem węgla. Sądzę, że takie odpowiedzialne traktowanie pracy, wykonywania zawodu „całym sobą”, było i jest nadal wpisane w życie górników. To podstawowa wartość.
Podobnie charakterystyczne jest dla górników silne związanie z rodziną. Więzy, jakie łączą górnicze rodziny, są niezwykle mocne. Jestem zresztą przekonany, że dojrzewamy do zrozumienia, że przyszłość kultury i cywilizacji europejskiej ogniskuje się coraz bardziej nie wokół wzrostu ekonomicznego, zagrożenia terroryzmem czy konfliktu ze światem islamu, ale właśnie wokół rodziny. Dlatego tak wiele ataków zła na jej jedność i kondycję. Począwszy od lansowania modelu społeczeństwa antyrodzinnego, poprzez – przeprowadzane w świetle fałszywych argumentacji – próby uprawomocnienia dewiacji, aż po ataki na podstawowe funkcje rodziny w postaci – dotykających samej godności i istoty człowieczeństwa – manipulacji i ingerencji genetycznych. Zasadniczy problem najbliższej przyszłości będzie stanowiło istnienie rodziny i jej kondycja, ma to bowiem trudne do uświadomienia sobie i opisania implikacje także na płaszczyźnie kulturowej i gospodarczo-społecznej. Nie waham się powiedzieć, że przyszłość Europy zależy od rodziny.
I wreszcie trzecia wartość to religijność: wiara męska, oddana, szczera. Górnicy kochają prostą, męską miłością swoją patronkę – świętą Barbarę. Modlą się do niej. W jej uroczystość tłumnie przybywają do kościołów, pielgrzymują w ogromnych rzeszach do Piekar, na co dzień włączają się w życie parafii. Religijność górników ma charakterystyczny rys społeczny. To nie jest egzaltowana pobożność, ale wiara, która zmienia świat wokół nich.
Sądzę, że istnieją co najmniej te trzy wartości na trwale wpisane w życie górników: praca, rodzina i wiara. Wszystkie zwyczaje, tradycje górnicze zbudowane są na tych fundamentach, albo do nich się odnoszą. Jedne obyczaje zamierają, a inne powstają w ich miejsce w zależności od czasów, w jakich żyjemy. Jednak ich źródła pozostają niezmienne.
Niedawno w parafiach odbyło się liczenie wiernych uczestniczących w niedzielnej mszy świętej. Czy religijność Ślązaków i górników zmieniła się podczas posługi kapłańskiej Księdza Arcybiskupa, a jeśli tak, to jakie są te najbardziej zauważalne różnice?
Oczywiście pod względem społecznym trudno porównywać połowę ubiegłego wieku z dzisiejszymi czasami. Zmieniło się niemal wszystko. Ale w tym, co nazywamy przemianami społecznymi, ciągle najważniejsi są ludzie. A oni borykają się, w każdych warunkach społecznych, z tymi samymi trudnościami i szukają odpowiedzi na ciągle te same pytania natury duchowej.
Na religijność składają się trzy elementy: postawy wobec wiary, zachowania religijno-moralne oraz wypływający z religijności obraz Kościoła, parafii, rodziny, czy narodu. Generalnie postawy wobec wiary, a więc także te, które w jakiś sposób są „mierzalne”, jak praktyki religijne, pozostają na stałym poziomie. Natomiast, zachowania religijno-moralne uwarunkowane są w znacznej mierze od pojawiających się wyzwań. Na przykład takim wyzwaniem jest zatracenie idei dobra wspólnego, które jest wynikiem przeakcentowania sprawiedliwości społecznej kosztem społecznej miłości. Albo oddzielenie etyki od sfery działalności publicznej, odpowiedzialności od wolności, dobra indywidualnego od dobra wspólnego, co w konsekwencji prowadzi do zaniku wzajemnego zaufania. Obserwuję nadal brak równowagi pomiędzy tym, co prywatne, a tym, co publiczne; pomiędzy wartościami materialnymi a duchowymi, czy też dramatycznie szybkie powiększanie się przestrzeni wykluczenia społecznego, marginalizacji całych rodzin, dzielnic i miast. To wielkie wyzwanie dla Kościoła jako instytucji, ale także dla każdego wierzącego.
Napisałem kiedyś: „Chrześcijanie są ludźmi nadziei. Nadzieja jest to stan przeciwny bierności, apatii. Przytłacza nas tyle trudności i bolączek, wiele spraw nie jesteśmy w stanie rozwiązać dziś, ani jutro. Mamy jednak obowiązek troszczyć się o przygotowanie jutra. Tę pracę należy zacząć od siebie. Tyle narzekania zewsząd na złe struktury społeczne, uwarunkowania społeczne, powodujące wiele naszych grzechów. Lecz to nie struktury grzeszą, lecz człowiek. I nie struktury wyzwalają go z grzechu. Lecz jego pokuta i nawrócenie (...). Chrześcijańska droga naprawy złych struktur społecznych wiedzie poprzez naprawę wnętrza człowieka. A w tej pracy nie jesteśmy niczym skrępowani”. Te słowa nic nie utraciły na swej aktualności.
Które ze Świąt Bożego Narodzenia była dla Księdza Arcybiskupa najbardziej pamiętne i dlaczego?
Każde Święta Bożego Narodzenia są niepowtarzalne i wyjątkowe… Z nostalgią wspominam Święta Bożego Narodzenia spędzane w rodzinnym domu, ale też te, kiedy posługiwałem w parafii, a potem Boże Narodzenie tuż po wprowadzeniu stanu wojennego…
Boże Narodzenie, zwłaszcza w polskiej kulturze, związane jest z emocjami i symbolami: pasterką, opłatkiem, choinką. Ale nie wolno nam „zagłaskać” Bożego Dzieciątka, musimy wyjść z pewnej infantylności pojmowania tych świąt. Łatwo zapomnieć, że narodził się Bóg, a nie tylko człowiek. A skoro narodził się Bóg, skoro zechciał się do nas tak zbliżyć, to znaczy, że mamy skąd czerpać nadzieję i odwagę.
Taką nowinę staram się przekazywać całemu Śląskowi. Tradycyjnie spożywam Wigilię z biednymi w mojej dawnej parafii mariackiej, potem w parafii św. Piotra i Pawła w Katowicach. W pierwszy dzień świąt, przed mszą w katedrze, idę także odwiedzić więźniów – w katowickim więzieniu jest ich prawie 500. To wielkie przeżycie: zawsze modlę się wtedy o beatyfikację ks. Franciszka Blachnickiego, który siedział w tym więzieniu skazany na śmierć podczas okupacji. A w drugi dzień świąt – to też tradycja – odwiedzam siostry karmelitanki, które są dla nas rezerwuarem modlitwy i kontemplacji. Przywiązuję do ich obecności na Śląsku wielką wagę: skoro tyle tu kłopotów, to trzeba się dużo modlić.
Czy komercjalizacja Świąt Bożego Narodzenia, ten szał kupowania, zapożyczania się, strojenia domów nie odbiera ludziom tego, co w nich najważniejsze?
Najpierw uwaga z socjologicznego punktu widzenia. Rzeczywiście widać u nas „nerwowy pęd konsumpcyjny”. Dla sporej części Polaków dostęp do wzmożonej konsumpcji (lub jego brak) stał się głównym probierzem dobrego samopoczucia. Kupowane, bądź pożądane przez nich towary, ich marka, zalety i niskie ceny, o których dowiedzieli się z reklam, stały się częścią ich światopoglądu, życiowej orientacji i poczucia tożsamości. Zjawisko to jest oczywiście zafałszowaniem logiki i historii kapitalizmu, którego początkiem i podstawą była zawsze ciężka praca i religijnie motywowana postawa oszczędzania i ascezy.
Z punktu widzenia duchowego mogę powiedzieć tak: w tradycji żydowskiej podczas świętowania najstarszy mężczyzna rodu zobowiązany był przekazać zgromadzonym haggadę – opowiadanie, w którym przypominał dlaczego i po co są święta. Dziecko pytało: „opowiedz nam, dlaczego świętujemy”? A starzec snuł opowieść. Taki mądry zwyczaj stał na straży, by świętowania nie ograniczyć do uroczystej wieczerzy, potraw, podarków i radości spotkania. Bo Święta są przecież czymś więcej.
Warto w oczekiwaniu na Święta Bożego Narodzenia sobie samemu zadać pytanie o powód i cel świętowania. Temu służy Adwent. Jest czasem przygotowywania się na spotkanie z Bogiem podczas Świąt i w wieczności. Także asceza adwentowa służy takiemu oczyszczeniu motywacji. Żeby naprawdę radować się Świętami, nie wystarczy przygotowanie zewnętrzne. Aby dotrzeć do istoty Bożego Narodzenia trzeba pokory, trzeba zachwycenia. Konieczne jest wyciszenie, żeby poczuć wdzięczność. Dopiero tak osiąga się prawdziwą radość ze Świąt Bożego Narodzenia. Tylko na tej drodze pod warstwą choinek i lampek, prezentów, jedzenia można dostrzec Boga, Maryję, Józefa i Pasterzy.
Życzę głębokiego i radosnego przeżycia Świąt Bożego Narodzenia.