Nie można siedzieć cicho…

fot: ARC

Jest to układ patologiczny, kiedy ten sam właściciel kopalni odpowiada jednocześnie za bezpieczeństwo pracy...

fot: ARC

Australijski korespondent nettg.pl przysłał interesującą informację o systemie bezpieczeństwa pracy w tamtejszych kopalniach. Jest on gotowy do wdrożenia. Czy zostanie wykorzystany u nas w kraju? Być może kiedyś się to stanie. Kiedy? Nie wiadomo. Pewne jest jednak, że czas ten trzeba liczyć raczej w latach niż miesiącach.

Za trzydzieści parę lat...
Być może - jak śpiewał Jan Pietrzak - nastąpi to "za trzydzieści parę lat, jak dobrze pójdzie". Sceptycyzm ten uzasadniony jest wieloma przeszkodami, które w tej chwili wydają się nie do pokonania. Przyznam że w dotychczasowym spojrzeniu na bezpieczeństwo pracy w górnictwie zwracałem uwagę na rzeczy mało istotne. Jedną z nich była odpowiedzialność Wyższego Urzędu Górniczego (WUG) i podległych mu Okręgowych Urzędów Górniczych (OUG) za istniejący stan rzeczy.

Pochodną tego była krytyka usytuowania tego urzędu w Ministerstwie Środowiska. Propozycje alternatywne były różne, ale - jak zauważają znawcy tej problematyki - nie w tym tkwi sedno sprawy. Trafnie uzasadniają oni, że niezależnie od tego w którym ministerstwie lub nawet strukturze sejmowej znajdzie się ta instytucja, to niewiele się zmieni. Nie dlatego, że nie chce ona tego, ani nie dlatego, że pracują w niej tacy, a nie inni ludzie. Dlatego jednak, że od sześćdziesięciu siedmiu lat w górnictwie węglowym istnieje układ właścicielski, który w taki czy inny sposób reprezentowany jest przez państwo. Jest ono właścicielem kopalń, jednocześnie kontroluje w nich bezpieczeństwo pracy. Dla każdego właściciela najważniejsze jest wydobycie po jak najniższych kosztach.

Konieczność zachowania standardów bezpieczeństwa powoduje, że wydatki są większe. Tego żaden właściciel nie lubi. Jest to w sumie układ patologiczny, kiedy ten sam właściciel kopalni odpowiada jednocześnie za bezpieczeństwo pracy. Nie trzeba być wielce domyślnym, aby w układzie takim zauważyć, że mimo szczytnych deklaracji sprawa bezpieczeństwa pracy w górnictwie jest piątym kołem u wozu.

Złodzieje i policjanci
Jeżeli chcemy, aby cokolwiek pod tym względem poprawiło się w kopalniach, musimy oddzielić państwo, jako właściciela kopalń, od jego funkcji kontrolnej w zakresie bezpieczeństwa pracy w górnictwie. Rozdzielenie to nie może być formalne i pozorne, jak to jest obecnie.

Kompanie, spółki i holdingi górnicze nie mogą być pośrednio lub bezpośrednio zarządzane przez większościowy udział Skarbu Państwa. Ten sam rząd, który pośrednio kieruje sprywatyzowanymi w ten sposób spółkami, ma decydujący wpływ na wybór każdej rady nadzorczej i jej prezesa oraz zarządu. Podobnie, choć na zasadzie bezpośredniego podporządkowania, działa WUG i podległe mu OUG.

Przypomina to wszystko fabułę filmów sensacyjnych pod ogólnym tytułem "złodzieje i policjanci". Do klasyki tego tematu zalicza się zastosowane tu rozwiązanie, kiedy oba te środowiska kierowane są z jednego centralnego ośrodka. Cała rzecz polega na tym, że kruk krukowi oka nie wykole.

Sprzężenie zwrotne
Jeżeli chcemy choćby w przybliżeniu zastosować "australijski" lub podobny do niego system bezpieczeństwa pracy w kopalniach, musi zostać definitywnie i bez żadnych wyjątków zastosowana zasada całkowitej rezygnacji państwa z jego właścicielskiej funkcji w stosunku do kopalń. Inaczej sprawa będzie dyskutowana w nieskończoność i nic się nie zmieni.

Cybernetyczne sprzężenie zwrotne, jakie panuje w polskim górnictwie powoduje, że każda istotna decyzja dotycząca bezpieczeństwa pracy musi być akceptowana przez ministra gospodarki, skarbu państwa i inne resorty, które mają tu swoje interesy. Oczywiście nigdzie to nie jest zapisane. Nigdzie nie ma, co do tego żadnych wytycznych, dokumentów i instrukcji. Każdy jednak wie, że kiedy wicepremier lub minister zmarszczy brew, polecą głowy i to niezależnie od tego, czy jest to kopalnia, czy WUG, OUG lub inna tego rodzaju instytucja. Centrala decyduje o obsadzie wszystkich stanowisk w tym resorcie i to zarówno wykonawczych, jak i kontrolnych.

Jest to podniesiona do doktryny państwowej zabawa w "złodziei i policjantów". Dziś wy jesteście policjantami, a my złodziejami. Za kilka lat, z różnych powodów następuje odwrócenie tej sytuacji. Teraz wy jesteście złodziejami, a my policjantami. Częściowym potwierdzeniem tego stanu rzeczy jest żargonowa nazwa WUG, jako "policji górniczej".

Bajka na dobranoc
Przed laty po każdym tragicznym zbiorowym wypadku górniczym premier i ministrowie bili się w piersi przysięgając, że się to więcej nie powtórzy. Zapewniali, że dokonają niezbędnych zmian w strukturze zarządzania górnictwem, tak aby bezpieczeństwo pracy było na pierwszym planie. Na tym poprzestawano. Po latach zapominano o tym, aż do następnej tragedii.

Wtedy znów przyrzekano ... itp., itd. I tak w nieskończoność, stale opowiadana jest górnikom ta sama bajka na "dobranoc".

Imponujemy Chińczykom!
Ostatnio panujący w Polsce system bezpieczeństwa pracy w górnictwie zaimponował... Chińczykom. Przyjeżdżają oni często na Śląsk, aby bliżej przypatrzeć się systemowi, który jest bardzo podobny do tego, jaki panuje w ich własnym kraju. Pragną oni na polski wzór "udoskonalić" go. Trzeba przyznać, że jakkolwiek liczba wypadków górniczych w Chinach jest najwyższa na świecie, to w przeliczeniu na tony wydobycia i liczbę zatrudnionych zbliżona jest do polskich realiów.

Oba te kraje mają podobny system zarządzania górnictwem i nadzorowania bezpieczeństwa pracy. To, że nasz system pod tym względem zaimponował Chińczykom, jest wiadomością raczej katastrofalną. Wynika to choćby z faktu, że import węgla do Chin z Australii wynosi rocznie blisko dwa razy więcej niż nasze wydobycie. Chiny doskonale znają australijskie górnictwo i panujące tam zwyczaje.

Tym bardziej, że inwestują również na dużą skalę w australijskie górnictwo. Nie podoba im się australijski system, wolą polski.

Odrębne prawo górnicze
Narzekać i krytykować jest łatwo. Znacznie gorzej jest coś sensownego zaproponować. Otóż przez kilka lat trwała dyskusja nad przyjętym rok temu prawem geologicznym i górniczym. Na nowo podejmując ten temat, trzeba powiedzieć, że obie tytułowe dziedziny tego prawa nie mogą istnieć w jednym dokumencie. To coś takiego, jakby wszystkie służby "mundurowe" ująć w jednym prawie. Dlaczego nie? Wszak mundur wyróżnia urzędnika państwowego, szczególnie odpowiedzialnego za los kraju. Będą tu razem służby wojskowe, policyjne, kolejowe, celne, leśne, a nawet górnicze! Jest to pomysł nie pozbawiony przecież swoistej logiki.

Tak samo jest z górnictwem i geologią. Owszem geologia służy górnictwu. Tak było zawsze. Tylko, że w wyniku uchwalonego prawa jest dokładnie odwrotnie. Wystarczy przyjrzeć się jego zawartości. Cztery piąte tego prawa dotyczy geologii. Górnictwo, które jest końcowym etapem całego procesu gospodarczego i inwestycyjnego zajmuje w nim miejsce marginalne. Na dodatek cały resort bezpieczeństwem pracy w górnictwie na najwyższym ministerialnym szczeblu został powierzony Głównemu Geologowi Kraju. To jakiś nonsens! Geolog, nawet ten najważniejszy nie może w tej funkcji zastępować kompetentnych górników znających się na istocie rzeczy.

Sytuacja z punktu logiki jest tu nie do zaakceptowania. Choćby tylko z tego powodu, że ci którzy decydują na najwyższych szczeblach państwa o bezpieczeństwie pracy w górnictwie, na ogół nigdy nie pracowali w tej branży.

Ich wyobrażenie o tym resorcie i jego potrzebach jest na ogół stereotypowe, książkowe, publicystyczne itp. Jeżeli nawet miałby to być polityk, który nie jest górnikiem to przynajmniej z tytułu swojej funkcji byłby odpowiedzialny za stan bezpieczeństwa w tym resorcie. Już to samo wskazuje, że prawo górnicze musi być dokumentem odrębnym. Na szczeblu rządowym winien je reprezentować, ktoś kto zna górnictwo nie tylko z opowiadań i przeczytanej lektury. Tradycyjnie prawo górnicze we wszystkich cywilizowanych krajach od tysięcy lat było dokumentem odrębnym i samoistnym. I niech to już tak zostanie!

Komu na tym zależy?
Jest jasne, że na korzystnych w tym zakresie zmianach musi zależeć górnikom. Dokładniej ich reprezentantom politycznym, gospodarczym, związkowym, ideowym, duchowym i wszelkim innym, którym drogie jest życie człowieka. W obliczu tego wszystkiego, co się dzieje z bezpieczeństwem pracy w górnictwie, nie można siedzieć cicho i udawać, że nic się nie dzieje.

Wszak za każdą górniczą katastrofę odpowiadają nie tylko ci, którzy bezpośrednio fizycznie się do niej przyczynili. Jest jeszcze odpowiedzialność cywilna i moralna, która ciąży na wszystkich, którzy nie przeciwstawiają się złej organizacji pracy w górnictwie. Organizacji, która zabija coraz więcej tych, którzy nie mają innego zajęcia poza pracą górnika.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zwiedzili EC Szombierki. To była gratka dla miłośników historii techniki i architektury

20 czerwca Bytomianie mieli okazję zobaczyć z bliska, jak postępują prace związane z rewitalizacją Elektrociepłowni Szombierki. Podczas II Dni Otwartych zorganizowanych przez Grupę Arche uczestnicy zwiedzili jeden z najcenniejszych zabytków poprzemysłowych w regionie i poznali plany dotyczące jego przyszłego zagospodarowania.

Wyjątkowa wystawa w Bieruniu. Odkryj fascynujące tajemnice KWK Piast

Na rynku w Bieruniu stanęła plenerowa wystawa „Bieruńsko gruba. Moje miejsce na ziemi”. Ekspozycja, którą można oglądać od 20 czerwca, przedstawia historię KWK Piast oraz losy lokalnej społeczności związanej z zakładem. Prezentowane są na niej materiały archiwalne oraz fotografie autorstwa Tomasza Liboski.

Jacek Korski: Pamiątka z przeszłości, czyli historia niezwykła pewnego kombajnu

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

Gotowi na wielką metropolię?

Czescy samorządowcy nalegają na szybkie powołanie do życia metropolii, która połączyłaby Katowice z Ostrawą. Ogłosili to podczas dorocznego, XXXII Spotkania Biznesu Czech, Polski i Słowacji, które odbyło się w ub. tygodniu w ostrawskim magistracie.