Śląsk to miejsce, które sobie upodobałeś. Grałeś wcześniej dwukrotnie w Górniku Zabrze, GKS Katowice, a teraz jesteś podporą Polonii Bytom. W trzech śląskich klubach ekstraklasy występował przed Tobą tylko bramkarz Piotr Lech...
Urodziłem się wprawdzie w Truskolasach, w okolicach Częstochowy, ale już jako trampkarz czy też junior rywalizowałem z drużynami ze Śląska. Tak się jakoś złożyło, że ważną część mojej ligowej kariery spędziłem na Śląsku i bardzo się z tego powodu cieszę. Tutaj zaczynałem ligową karierę i tutaj ją zakończę.
Górnik Zabrze i GKS Katowice, to kluby swoimi korzeniami wrośnięte w górnictwo. Teraz jesteś w Polonii, o której się żartuje, że jest poszkodowana przez górnictwo. Jeszcze do niedawna nierówne boisko i ciągle krzywy budynek klubowy, to efekt szkód górniczych.
Kiedyś większa część naszego sportu oparta była na górnictwie, wojsku czy też milicji. I to były dobre czasy dla naszego sportu. Ale teraz mamy inną rzeczywistość, niemal wszystko zależy od sponsorów. Polonia nie należy do potentatów finansowych, nie jesteśmy krezusami, ale chwała działaczom, że potrafią utrzymać klub na powierzchni. Czapki z głów przed tymi, którzy sprawiają, że klub, mający stosunkowo niski budżet, dobrze sobie radzi w ekstraklasie.
Ale co z boiskiem i krzywym budynkiem? Nie wyjaśniłeś jeszcze tej sprawy.
Po remoncie mamy jedną z najlepszych nawierzchni w Polsce. Boisko jest równe i nikt już nie pamięta, że jedna połowa była wyższa od drugiej. A co do budynku klubowego, to w pierwszym dniu trochę mnie ściągało. Ale szybko się przyzwyczaiłem do tych anomalii. Taki już urok Polonii.
Z Górnikiem rozstałeś się dość niespodziewanie, gdyż trener Henryk Kasperczak nie widział dla ciebie miejsca w przebudowywanej drużynie. Po przeprowadzce do Bytomia zadra w sercu została?
W piłce nie ma sentymentów i mówię to z pełną odpowiedzialnością. W Górniku były inne ustalenia, miałem zostać w drużynie do końca sezonu, jednak trener nie chciał mnie w szatni. Miał do tego prawo i nie pozostało mi nic innego, jak znaleźć sobie inny klub. Czas pokaże, czy w Zabrzu postąpili słusznie, rozstając się z Brzęczkiem. Dywagować zawsze można, ale nie z faktami. Ich nic już nie zmieni. Temat dla mnie jest zamknięty. Gram teraz dla innego klubu. Koniec, kropka.
W najbliższą sobotę twój były i aktualny klub zagrają w Zabrzu w meczu o życie. Ten dramatyczny ton odnosi się szczególnie do Górnika. Jeśli wybiegniesz na boisko, będzie to dla ciebie mecz numer 600 w ekstraklasie, wliczając w to wcześniejsze występy w Austrii i Izraelu. Pod tym względem jesteś rekordzistą.
Niestety, nie zagram w tym meczu. Po pierwsze – leczę kontuzję. Po drugie – zawarłem umowę z działaczami Górnika, że nie mogę zagrać przeciwko swojej byłej drużynie. No i słowa zamierzam dotrzymać. Gdyby nie te ustalenia, to robiłbym wszystko, by zagrać z Górnikiem. Przecież jestem zawodowcem. Ale będę w Zabrzu i może nawet pojawię się na ławce drużyny. Mam do tego prawo, gdyż jestem grającym asystentem trenera Jurija Szatałowa. A co do tych statystyk, to wydawało mi się, że tych spotkań w najwyższych klasach rozgrywkowych mam więcej. Ale może się pomyliłem... Zdaje się, że wysoko w tej klasyfikacji jest Krzysiek Warzycha.
Kiedy Jerzy Brzęczek zawiesi buty na kołku i wskoczy w garnitur trenerski?
To trudne pytanie, ale nie będę ukrywał, że zamierzam być trenerem. To mój cel i zrobię wszystko, by go zrealizować. Teraz jestem asystentem trenera, ale chcę pracować samodzielnie. Po tym sezonie pewnie zakończę karierę i będę zbierał doświadczenia już jako szkoleniowiec. W Austrii zrobiłem licencję UEFA A, więc muszę uzupełniać papiery, by mieć PRO. Z moją licencją zacznę w niższych klasach, by piąć się w górę.