Nie ma terminu wznowienia negocjacji w Budryku
Być może termin rozmów uda się ustalić w poniedziałek. Rano tego dnia z prezesami ma się spotkać mediator - Jerzy Markowski, były senator i były wiceminister gospodarki, w przeszłości także dyrektor Budryka.
- Mam nadzieję, że po spotkaniu z zarządami uda się ustalić kolejny termin negocjacji - powiedział PAP Markowski, który w niedzielę na nieformalnym spotkaniu rozmawiał z członkami komitetu protestacyjnego.
Od 14 dni w Budryku trwa strajk. Zakład okupuje kilkuset górników. Związkowcy grożą zaostrzeniem protestu. Prowadzone od kilku dni rozmowy nie doprowadziły do porozumienia. W sobotę strony rozstały się po zaledwie półtoragodzinnym spotkaniu, nie wyznaczając terminu kolejnych negocjacji.
Związkowcy zapewniają, że ciągle są zdeterminowani; zamierzają okupować kopalnię także w Sylwestra i Nowy Rok. W zakładzie spędzili już święta. W sobotę zaapelowali o wsparcie finansowe dla rodzin strajkujących.
Jak powiedział PAP Grzegorz Bednarski ze związku Kadra, zgłosiło się wielu przedsiębiorców, którzy za darmo dostarczają strajkującym żywność. Według Bednarskiego, kopalnię okupuje około 400 górników. Załoga kopalni liczy 2,4 tys. osób.
Związkowcy grożą, że jeśli nie uda się porozumieć, po Nowym Roku górnicy, na początek członkowie liczącego około 30 osób komitetu strajkowego, zjadą pod ziemię i odtąd tam będą kontynuować protest.
- Podziemna okupacja to byłby scenariusz najgorszy z możliwych, mam nadzieję, że uda się go uniknąć - podkreślił Markowski.
Jak po zerwaniu rozmów w sobotę poinformował dziennikarzy prezes JSW Jarosław Zagórowski, związkowcy zażądali jednorazowej wypłaty w wysokości 8,4 tys. zł i zagwarantowania, że biorący udział w strajku nie poniosą odpowiedzialności. Zarząd uznał te warunki za niemożliwe do przyjęcia.
W niedzielę górnicy zaprzeczyli, by domagali się jednorazowej wypłaty. - Chodzi o podwyżkę 12 zł na dniówkę, z czego 5 zł mamy już zagwarantowane. Negocjacje dotyczą więc tak naprawdę 7 zł na dniówkę - zaznaczył jeden z liderów protestu Wiesław Wójtowicz.
Podwyżka w takiej wysokości oznaczałaby zwiększenie średniego wynagrodzenia o ok. 600 zł - mówią związkowcy. Początkowo domagali się 700 zł podwyżki, bo średnio o tyle mniej zarabiają pracownicy Budryka od górników JSW.
Jak podkreślił w sobotę Zagórowski, strona związkowa ponosi odpowiedzialność za wszystkie straty powstałe w wyniku strajku, który pracodawca uważa za nielegalny. Związkowcy winą za przedłużający się strajk obarczają zarządy JSW i kopalani.
W piątek rozmowy trwały dziewięć godzin. Po ich zakończeniu informowano, że strony doszły do porozumienia w dziewięciu z trzynastu spornych kwestii.
Prezes JSW deklarował wówczas, że spółka gotowa jest zgodzić się na wzrost wynagrodzeń w Budryku w tym roku o ponad 17 proc. (składa się na to - jak w JSW - 9,5 proc. wzrostu oraz dodatkowe elementy dotyczące tylko Budryka); w przyszłym roku podwyżki byłyby takie same jak w kopalniach JSW (prawdopodobnie ok. 8 proc.) plus dodatkowe środki na stopniową - jak mówił prezes - standaryzację płac w kopalniach spółki, co oznacza wyrównywanie dysproporcji między poszczególnymi zakładami.
Z kolei związkowcy operują kwotami, jakie pracownicy produkcyjni mieliby otrzymać do swoich pensji w przeliczeniu na każdą dniówkę. Od początku mówili, że aby wyrównać płace do średniej w JSW potrzebne jest ok. 700 zł średniej podwyżki. Potem zgodzili się na ograniczenie większych podwyżek do grupy pracowników produkcyjnych, którzy mieliby - jak proponowali - otrzymać 12 zł podwyżki na dniówkę, (pozostali - 5 zł).
Dla tych pierwszych oznaczałoby to ponad 250 zł średniej podwyżki miesięcznie, co - według związkowców - razem z podwyższonymi dodatkowymi świadczeniami dawałoby ok. 600 zł.
Strajk zorganizowały związki: Kadra, Sierpień 80 i Jedność Pracowników Budryka. W czwartek akcję poparł też Związek Zawodowy Ratowników Górniczych. Zarząd zapowiada, że za czas strajku jego uczestnicy nie otrzymają wynagrodzeń. Dostaną je natomiast osoby oddelegowane do działalności związkowej, bo tak - według zarządu - stanowią przepisy.