Nie ma nic bardziej pożytecznego niż niesienie pomocy człowiekowi w potrzebie

fot: ARC

- Planując wędrówkę górską wskazanym jest zabranie telefonu komórkowego z dobrze naładowaną baterią przynajmniej jednego na grupę i wprowadzenie do pamięci telefonów alarmowych GOPR - radzi Bartek Mrowiec

fot: ARC

Kocha góry i nic w tym dziwnego - jest góralem z krwi i kości. Pochodzi spod Pilska, z Beskidu Żywieckiego. Pracuje w charakterze zastępcy kierownika Działu Inwestycji i Przygotowania Produkcji w kopalni Murcki-Staszic.

Każdy wolny weekend spędza w dyżurce ratowników górskich na Hali Miziowej. Bartłomiej Mrowiec jest ratownikiem górskim, spieszy z pomocą potrzebującym.

Kto nie przeżył zamieci na górskim szlaku, ten nie ma pojęcia o srogiej zimie. Śniegu po pas, a widoczność równa zeru. 13 stycznia br. dwóch narciarzy wybrało się na rekonesans właśnie w rejon Pilska. W zawiei śnieżnej stracili orientację. Poszli w kierunku granicy ze Słowacją i wszelki ślad po nich zaginął. Ratowników poinformowali o zdarzeniu znajomi narciarzy.

Mieli szczęście
- Było już po 17.00, gdy otrzymaliśmy informację o zaginionych. Natychmiast ruszyliśmy do akcji. Pilsko to bardzo trudny i rozległy obszar. Wokół lasy i potoki. Gdy wyruszaliśmy, było ze dwa metry śniegu i szalała śnieżyca. Przy takiej pogodzie skutery śnieżne na nic się zdają. Zdecydowaliśmy się założyć narty skiturowe. Mają przytwierdzony do spodu specjalny materiał ułatwiający podchodzenie. Sprzęt to jedno, ale najważniejsze to znaleźć człowieka. Takie akcje można porównać do poszukiwań igły w stogu siana. Gdyby chociaż działały im telefony komórkowe, to byłoby już coś – opowiada Bartłomiej Mrowiec.

Narciarze mieli jednak to, czego czasem brakuje innym, czyli szczęście. Dojrzał ich jeden z interweniujących patroli ratowników. Po jedenastu godzinach oczekiwań na ratunek zaczęli palić kaski, rękawice i inne elementy odzieży, żeby nie zamarznąć na śmierć. Ukryli się w jamie śnieżnej. Zostali bezpiecznie sprowadzeni na dół.

- Dopiero od dwóch lat posiadam uprawnienia ratownika górskiego. Jakoś tak się złożyło, że wcześniej nie miałem wiele czasu, aby przystąpić do egzaminu. Za to pomyślnie przeszedłem testy na ratownika górniczego. W końcu pomyślałem, że skoro tak, to może rzeczywiście spróbuję swych sił w ratownictwie górskim. Nie są to łatwe próby. Co tu dużo mówić, trzeba mieć krzepę i dobrze jeździć na nartach. Ewolucje, jazda pługiem do zatrzymania, długi skręt, śmig, jazda terenowa, próba wytrzymałościowa i bieg. Długo by wymieniać. Na taryfę ulgową nie ma co liczyć. Topografię terenu też trzeba mieć opanowaną perfekt, a terenem działania naszej grupy GOPR jest pasmo Beskidu Żywieckiego, Śląskiego i Małego, od Przełęczy Zwardońskiej aż po Krowiarki. Kto ma jakieś pojęcie o Beskidach, temu tłumaczyć nie muszę, że łatwo to tam nie jest, zwłaszcza zimą – tłumaczy dalej Mrowiec.

W ciągu minionych dwóch miesięcy ratownicy z beskidzkiego GOPR-u podejmowali już kilkanaście poważnych wypraw poszukiwawczo-ratowniczych. W większości kończyły się one sukcesem, czyli sprowadzeniem poszkodowanych do bezpiecznych miejsc. Przerażać może ludzka niefrasobliwość. Mimo złej pogody, turyści wybierają się na górskie szlaki fatalnie wyekwipowani, co o tej porze roku jest szczególnie niebezpieczne. Mimo apeli nie pozostawiają żadnych informacji w schroniskach, lub u znajomych, co do planów wycieczki.

Trudny moment
- Każda taka informacja jest na wagę życia. Tymczasem bywa, że turyści nie zabierają ze sobą telefonów komórkowych lub je wyłączają, tłumacząc, że w górach i tak nie ma zasięgu. Inni mówią, że nie telefonowali w zagrożeniu, ponieważ nie znali numeru do ratowników – relacjonuje dalej ratownik z katowickiej kopalni.

Zdarzają się również zwykłe zasłabnięcia. Turyści wyprawiają się w góry nie zważając na własne dolegliwości.

- To był piękny, słoneczny dzień październikowy. Idealne wprost warunki do górskiej wędrówki. Zostaliśmy wezwani do turysty, który nagle zasłabł. Mimo prowadzonej przez nas, prawie dwugodzinnej reanimacji, mężczyzny nie udało się uratować. To są dla każdego z nas, ratowników, bardzo trudne momenty – przyznaje Bartłomiej Mrowiec.

Jako członek-ochotnik GOPR musi spędzić minimum 120 godzin rocznie na dyżurach. Najczęściej wypadają mu one w weekendy. Wówczas pakuje plecak i wyrusza w góry, na Halę Miziową, do dyżurki na wysokości 1300 m. Ratownictwo to dla niego pasja i zarazem powołanie.

- Lubię spędzać czas w górach, kocham je, w końcu jestem góralem, a skoro tak, to przyjemne chciałbym łączyć z pożytecznym. Nie ma nic bardziej pożytecznego niż niesienie pomocy człowiekowi w potrzebie. Nikogo przekonywać o tym nie muszę – kończy swą opowieść Bartłomiej Mrowiec.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Większość Polaków chce wyjechać na wakacje latem

Wyjazd na wakacje w lecie planuje 79 proc. Polaków, a połowa z nich nie opuści kraju - wynika z badania Polskiej Organizacji Turystycznej i Travelist. Uczestnicy badania szacują, że koszt wyjazdu w tym roku na jedną osobę wyniesie od 1001 do 2000 zł.

1761917515 waskotorowka

Nocna Szychta z koleją wąskotorową

Stowarzyszenie Górnośląskich Kolei Wąskotorowych rozpoczęło sezon wakacyjny z nowym rozkładem jazdy. Teraz kursy będą się odbywać na pełnej trasie, czyli do Miasteczka Śląskiego. Ale atrakcji przygotowano o wiele więcej.

Kopalnie, dziedzictwo i technologie przyszłości na europejskim szlaku

Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu, razem z Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego, były gospodarzami III Międzyregionalnych Spotkań Partnerów projektu Digi Content Interreg Europe. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele regionów i instytucji z różnych krajów Europy, którzy wspólnie analizowali rolę nowoczesnych technologii w ochronie, dokumentowaniu i udostępnianiu dziedzictwa kulturowego.

Wyjątkowa wystawa w Bieruniu. Odkryj fascynujące tajemnice KWK Piast

Na rynku w Bieruniu stanęła plenerowa wystawa „Bieruńsko gruba. Moje miejsce na ziemi”. Ekspozycja, którą można oglądać od 20 czerwca, przedstawia historię KWK Piast oraz losy lokalnej społeczności związanej z zakładem. Prezentowane są na niej materiały archiwalne oraz fotografie autorstwa Tomasza Liboski.