Nie będzie strajku w Kompanii Węglowej. Górnicy dostaną podwyżki
Przed negocjacjami sytuacja wyglądała źle. Górnicy zapowiedzieli, że w poniedziałek 7 stycznia w 16 kopalniach należących do Kompanii Węglowej, największej górniczej firmy w kraju, rozpocznie się bezterminowy strajk generalny. Mogłoby w nim wziąć udział nawet 40 tys. górników. Taki czarny scenariusz oznaczałby spore kłopoty dla elektrowni i koksowni, które mają zapasy węgla zaledwie na kilkanaście dni. W trudnej sytuacji znaleźliby się też zwykli odbiorcy, którzy ogrzewają swoje domy węglem - przypomina \"Gazeta Wyborcza\".
Poszło o podwyżki dla górników. Związki zawodowe, które już w grudniu zeszłego roku zorganizowały 24-godzinny strajk ostrzegawczy w kopalniach, domagały się w tym roku 14-proc. podwyżek. Zarząd Kompanii Węglowej oferował 11 proc.
W czwartek podczas rozmów \"ostatniej szansy\", które zorganizowano w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach, nastąpił przełom. Szefowie Kompanii najpierw zaproponowali 12,7 proc. podwyżki, by po prawie 12 godzinach morderczych negocjacji zgodzić się na podwyżki od 14 do 15 proc. Sporną kwestią pozostała jedynie wypłata jednorazowych premii za ubiegły rok. Ostatecznie ustalono, że pracownicy dołowi dostaną jednorazowo 1100 zł, pracownicy przeróbki - 800 zł, a zatrudnieni na powierzchni - 600 zł. Pieniądze mają być wypłacone do 10 stycznia.
Górnicy wywalczyli też dopłaty do dniówek, które będą im wypłacane od lutego. Najwięcej dostaną najciężej pracujący w wyrobiskach i przodkach - 28 zł do każdej przepracowanej dniówki. Górnicy pracujący na dole, ale poza wyrobiskami, dostaną 21 zł, a pracujący w zakładach przeróbczych - 17 zł. W tym roku średnia płaca w Kompanii wzrośnie o ok. 650 zł (obecnie wynosi 4,5 tys. zł brutto).
- To pierwsze od wielu lat realne podwyżki dla górników. Do tej pory bawiliśmy się w obliczanie procentów, które nic nie dawało. Niby były jakieś podwyżki, ale górnicy, patrząc na swoje paski, jakoś ich nie odczuwali - mówi Wacław Czerkawski, wiceszef Związku Zawodowego Górników w Polsce.
Fatalnie przedstawia się natomiast sytuacja w Budryku, jedynej samodzielnej kopalni na Śląsku. Od 19 dni trwa tam nieprzerwany strajk. Do tej pory ok. 500 górników protestowało tylko na powierzchni. Wczoraj sześciu z nich rozpoczęło jednak okupację 700 m pod ziemią. Udało się im zjechać na dół, mimo że prezes kopalni Piotr Bojarski zarządził blokadę szybów zjazdowych. Usadowili się w pobliżu podziemnego zbiornika retencyjnego, gdzie jest najlepsza wentylacja. Prezes kopalni, choć uważa, że strajk jest nielegalny, zgodził się, by protestującym pod ziemią dostarczono śpiwory, wodę i jedzenie. - To dopiero początek. Do strajku na dole zgłosili się już kolejni ludzie - mówi Grzegorz Bednarski ze związku Kadra, jeden z liderów protestu.
Strajkujący chcą, aby ich płace zrównały się z tymi, jakie są w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, do której Budryk ma zostać przyłączony. Domagają się dodatkowo 7 zł netto za dniówkę (5 zł podwyżki otrzymali automatycznie od stycznia 2008 r.) dla najciężej pracujących górników z dołu i przeróbki. Wliczając w to wszystkie dodatki, barbórkę i 14. pensję, dawałoby to miesięcznie ok. 600 zł podwyżki każdemu z górników (1900 osób na 2400 zatrudnionych). Górnicy z Budryka zarabiają miesięcznie średnio 3900 zł brutto.
JSW jest gotowa zgodzić się jedynie na 8 proc., czyli na taki sam wzrost wskaźnika wynagrodzeń, jaki w 2008 r. będzie obowiązywał w należących doń kopalniach. Prezes Budryka kilka dni temu powiadomił ABW, prokuraturę, policję oraz Wyższy Urząd Górniczy w Katowicach, że strajk zagraża istnieniu całej kopalni. Do wczoraj nie udało się wyznaczyć kolejnego terminu negocjacji w Budryku.