Swój pierwszy maraton zaplanował na 40. urodziny. Marzenie spełnił rok wcześniej

1606475873 lesniak krzysztof

fot: Archiwum domowe

Rydułtowski popularyzator biegów, górnik Krzysztof Leśniak, na mecie kolejnego biegu

fot: Archiwum domowe

Kiedy wystartował w pierwszym biegu, nawet przez myśl mu nie przeszło, że w przyszłości będzie gromadził medale. Krzysztof Leśniak z ruchu Rydułtowy kopalni ROW podjął pewnego dnia decyzję. Koniec tycia. Pora o siebie zadbać. Dziś jest biegaczem i propagatorem zdrowego trybu życia.

W oddziale przygotówek GRP 4 w ruchu Rydułtowy kopalni ROW pracuje od 13 lat. Drąży chodniki, stawia obudowy. Ile kilometrów chodników zdążył już wydrążyć? Może 50, albo i więcej.

– Chodzę z opaską mierzącą kroki w pracy i zdarza się, że na szychcie przejdę nawet 6 km. To prawda, że na dole pracują ludzie z krzepą, ale praca na dole i związany z nią wysiłek nie zastąpi aktywności fizycznej na powierzchni. Zwyczajnie tyłem i byłem świadom tego, że muszę coś z tym zrobić. Decyzja zapadła jednego dnia. Nazajutrz byłem już zupełnie innym człowiekiem. Mocno zabrałem się za samego siebie, a dziś już powiem, że wytrwałość to połowa sukcesu. Słońce, deszcz lub śnieg, na trening trzeba wyjść. Ja zaczynałem od dystansu trzech kilometrów, potem z tego zrobiło się pięć i wreszcie dziesięć. W końcu powiedziałem sobie, że skoro tak, no to muszę przebiec swój pierwszy półmaraton – opowiada czterdziestolatek z Rydułtów.

Wybrał zawody w Wodzisławiu Śląskim. Postawił przed sobą jasny cel – dobiec do mety. 

Cieszył się i tyle
– Na trasie czułem się doskonale i jak tylko dobiegłem do mety, to już miałem pomysł, żeby wystartować w maratonie – dodaje.

Tym razem wybór padł na ten krakowski. Jest częścią Korony Maratonów Polskich. Jego trasa przebiega przez najciekawsze miejsca w mieście. Patronuje mu Robert Korzeniowski.

Biegacz z Rydułtów zaplanował go sobie na 40. urodziny. Nie wytrzymał, swoje marzenie spełnił rok wcześniej. Dwa miesiące spędził na przygotowaniach. Razem z nim pobiegło prawie 7 tys. osób. Na mecie zameldował się 530., z czasem niespełna 3 godziny i 40 minut.

– Cóż mogę powiedzieć, cieszyłem się i tyle. Przecież mogłem tego maratonu wcale nie skończyć, a jednak dałem sobie radę. Ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, żeby zrezygnować. Przeciwnie, byłem w doskonałym nastroju, ucinałem sobie wraz z rywalami rozmowy. Przekonałem się, że psychika odgrywa w sporcie olbrzymią rolę. Można być nie wiem jak wytrenowanym, a jeśli psychika szwankuje, to klapa. Nawet najlepsi sportowcy przegrywają – zwraca uwagę Krzysztof Leśniak.

Po roku powtórzył krakowski maraton i od tego czasu regularnie zalicza wybrane zawody na różnych dystansach w wielu zakątkach Polski. Sięga po nagrody i medale, lecz nie przywiązuje do nich specjalnej wagi.

– Nie jestem chorobliwie zapatrzony w rywalizację. Dla mnie liczy się kontakt z ludźmi, nowe znajomości, wymiana doświadczeń i sam fakt ukończenia kolejnego biegu – dodaje.

W ub.r. zaliczył pierwszy swój ultramaraton górski w Krynicy-Zdroju na dystansie 64 km. Uczestnicy rywalizują na części trasy Biegu 7 Dolin. Trasa jest wymagająca, rzec by można, tylko dla orłów. Wiedzie Beskidem Sądeckim, górzystą trasą z licznymi podbiegami. Trzeba biec, nie można się nad sobą rozczulać. Po drodze widać, jak wielu rezygnuje. Jedni kuleją, inni płaczą, jeszcze inni klną na czym świat stoi. Na kilku odcinkach aż roi się od kamieni, trzeba bacznie spoglądać pod nogi, żeby przypadkiem nie wyłożyć się plackiem na szlaku. Krzysztof przybiegł do mety z czasem 9 godzin i 1 minuta. 

Ulicami czterech miast
Wreszcie przyszła pora na Silesia Marathon 2019 – jedyny w Polsce i Europie bieg maratoński prowadzony ulicami czterech miast: Katowic, Mysłowic, Siemianowic Śląskich i Chorzowa. Miał 1694 uczestników. Wygrał Kenijczyk Kipmoletich Evams Tamui, ustanawiając nowy rekord imprezy – 2 godziny 21 minut i 37 sekund. Swój rekord czasem 3 godziny i 19 minut pobił również Krzysztof Leśniak.

Już w trakcie pandemii wystartował w ultramaratonie na 70 km w Rybniku. 88 uczestników miało do pokonania 44 ronda w tym mieście. Start odbył się przy pomocy łącza internetowego. Celem biegu była promocja Rybnika i tamtejszych rond, jako elementów architektury krajobrazu upiększających miasto.

– Cenię sobie takie pomysły, ponieważ popularyzują bieganie jako przyjemną, zdrową i przyjazną środowisku formę spędzania wolnego czasu. O to w końcu chodzi. Wspaniałym pomysłem są również Rybnickie Półmaratony Księżycowe. Biegacze rywalizują w różnych kategoriach w ekstremalnych warunkach nocnych. Zachęcam gorąco do spróbowania swych sił. Wcześniej jednak trzeba trenować. Jeśli komuś rzadko się zdarza przekraczać biegiem 20 km w tygodniu, to raczej zdecydowanie odradzam. Ja zaliczam dziennie przynajmniej 15 km. Rocznie dobijam do trzech tysięcy, dodatkowo hartuję ciało morsując – przyznaje Leśniak.

Po dwóch latach indywidualnego biegania wstąpił do klubu „Radlinioki w biegu”. Jego członków łączy wspólna, sportowa pasja.

– Biegając, dbamy nie tylko o swoje zdrowie, bierzemy udział w zawodach o charakterze charytatywnym, reprezentujemy miasto Radlin, bijemy swoje rekordy i dbamy o środowisko – podkreśla Krzysztof Leśniak.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej