Płeć piękna górnictwu potrzebna

fot: Kajetan Berezowski

W Polskiej Grupie Górniczej, Jastrzębskiej Spółce Węglowej i Katowickim Holdingu Węglowym pracuje obecnie 65015 osób, z czego 6169 to kobiety. Na zdjęciu Stanisława Komorowska – sterownicza maszyn i urządzeń przeróbczych w ruchu Bielszowice kopalni Ruda

fot: Kajetan Berezowski

Krystyn Mandla i Tomasz Pasik – kopalnia Pniówek 1488962932 01 panikaj k4 1488962934 04 rodzynek kaj k3

+2 Zobacz galerię

1488962935 04 skarby kaj k3

W polskim górnictwie węgla kamiennego zatrudnionych jest ok. 7 tys. kobiet. Choć prawo umożliwia im pracę na każdym stanowisku, żadna jeszcze nie zdecydowała się pójść do pracy w ścianie. Najczęściej pełnią obowiązki geologów lub mierniczych, dbają też o czystość i zabezpieczają środki ochrony osobistej.

Najbardziej sfeminizowanymi działami w kopalniach są maskownie i lampownie. Zatrudnione tam panie pilnują, aby każdy górnik zjeżdżający na dół zabrał z sobą środki ochrony osobistej, a więc okulary, maskę, rękawice i zatyczki do uszu.

- Dbamy o naszych kolegów, jak możemy. Gdy któremuś uszkodzi się lampa, wydamy z mety rezerwową. Jeszcze żadnemu nie odmówiłyśmy - śmieje się Dorota Kraszczyńska, kierownik oddziału WAU WL w ruchu Marcel (kopalnia ROW), nadzorująca pracę maskowni, lampowni i metanometrii.

Weronika Małucha pracuje na stanowisku przodowej w lampowni. W drodze powrotnej z szychty do łaźni górnicy zatrzymują się przy jej okienku i zdają swoje lampy. Każdą musi dokładnie obejrzeć, czy nie uległa usterce, a następnie doładować akumulator.

- Pamiętam, jak kiedyś lampy ulegały częstym awariom, a nowych brakowało. Wówczas można było z trzech złożyć jedną. Tę sztukę opanowałyśmy do perfekcji. Przy sprzęcie obecnie stosowanym nie ma takiej możliwości. Obudowy lamp są hermetycznie zamknięte. Każda ma wyliczony cykl ładowania wbudowanego na stałe akumulatora. W końcu zgaśnie i nie ma co jej naprawiać, tylko od razu wymieniać na nową - objaśnia Weronika Małucha.

Hola, mości panowie
Już samo wydawanie, odbieranie i ładowanie akumulatorów to mrówcza praca. W ruchu Marcel jest 4300 lamp, a załoga oddziału liczy 22 osoby.

- Na pewno nie jest tak, że nic nie robimy, ponieważ obowiązków mamy mnóstwo, ze sprzątaniem 65-metrowej lampowni włącznie – mocno akcentuje swoje racje Dorota Kraszczyńska.

Nie bez kozery, zresztą. Okazuje się bowiem, że panowie górnicy często pozwalają sobie na różne nietaktowne uwagi pod adresem pań z lampowni. Najczęstszą jest: „nic nie robią, tylko siedzą i jeszcze im źle”.

- Na szczęście przy nas nie klną, tyle dobrze - przyznaje szefowa.

O tym, że w gronie pań pracuje się znakomicie, wiele do powiedzenia ma Alojzy Świerczek, przodowy metanometrii.

Alojzy każdego dnia doświadcza od swych koleżanek wielu uprzejmości. Mówią o nim „nasza gwiazdeczka”. Czyż można w piękniejszych słowach zwracać się do mężczyzny?

- No jasne, że nie! - potwierdza męska część załogi oddziału.

- Dobra współpraca z paniami ma priorytet. Ja zajmuję się konserwacją metanomierzy, zapalarkami i ładowaniem baterii do pilotów sterujących kombajnami. Robię swoje i żadna mi jeszcze złego słowa nie powiedziała. Nie żałuję, że jestem w mniejszości - dodaje przodowy.

Z gracją w chodniku
Na pracę w mniejszości nie narzekają także panie Joanna Dróżdż i Ewa Zöllner-Tkocz. Są geologami górniczymi. Szerokie kombinezony robocze, które zakładają do zjazdu na dół, skutecznie maskują ich zgrabne sylwetki. A jednak panowie górnicy potrafią z daleka rozpoznać, kto to taki podąża w ich kierunku.

- Podobno poruszamy się po kobiecemu, z gracją, i oni to od razu zauważają. Tak twierdzą – śmieje się Ewa Zöllner-Tkocz.

Ale podczas szychty na dole paniom do śmiechu wcale nie jest, zwłaszcza, gdy muszą przeciskać się wąskimi chodnikami. Każde wyrobisko trzeba dokładnie wymierzyć, pobrać próbki skał, a następnie monitorować jego stan. Wchodzą na pierwszą linię górniczego frontu, do przodków i ścian, często podczas drążenia chodników i urabiania skały.

- Średnio zjeżdżamy dwa, trzy razy w tygodniu. Zabieramy z sobą calówkę, młotek i pochylnik służący do mierzenia nachylenia warstw złoża. Bywa, że zabieramy również któregoś z naszych kolegów z działu, ale nie jest to reguła – wyjaśnia Joanna Dróżdż.

Po wyjeździe na powierzchnię dokonane pomiary nanoszą na mapy, a następnie interpretują. Na tej podstawie prowadzony jest ruch zakładu górniczego.

Lubią swoją pracę
- Już na dole dochodzimy do pewnych wniosków i zdarza się, że musimy powiedzieć otwarcie: „tę konkretną ścianę trzeba będzie zamknąć, ponieważ występują w niej zaburzenia sedymentacyjne, powodujące wymywanie pokładu, lub uskok uniemożliwiający prowadzenie dalszych robót. Niestety, geologia jest nieprzewidywalna – objaśnia Ewa Zöllner-Tkocz.

Geologia złożowa, hydrogeologia, geomechanika, wreszcie określanie skłonności iskrzenia skał i ich wytrzymałości na nacisk pod kątem zagrożenia tąpaniowego oraz właściwego doboru obudowy - to wszystko należy do ich obowiązków.

Lubią swoją pracę i cieszą się, gdy od czasu do czasu na powierzchnię przywiozą z sobą wspaniały okaz sprzed milionów lat, np. w postaci odcisków prehistorycznych paproci lub kory drzew.

- Marcel fedruje w skałach karbońskich ukształtowanych przed dinozaurami i mamutami. Dlatego żadnego kła mamuta ani żebra dinozaura w podziemnych wyrobiskach nie odkryjemy. Trafił się nam kiedyś pień drzewa pochodzący z karbonu. Ale każda pamiątka sprzed milionów lat jest godna uwagi. Czasem rzucają się nam w oczy już chwilę po wejściu do wyrobiska – opowiada Joanna Dróżdż.

Panie górniczki stworzyły bardzo interesującą kolekcję skamieniałości. Niejedno muzeum mogłoby im tego zbioru pozazdrościć.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Muzyka rodem z Bobrka

Z rur, prętów i rukcugów stworzył instrumenty i skomponował już pierwsze utwory. Oto Klaudiusz Jania, doktor nauk muzycznych, kompozytor, pianista, organista, aranżer i trębacz. 

Zmiany w sektorze górniczym dotkną też miasta. Jastrzębie-Zdój szykuje strategię

Jastrzębie-Zdrój stawia na rozwój, jakość życia i nowoczesność. Przyjęta przez Radę Miasta strategia rozwoju do 2035 roku jest jednym z najważniejszych dokumentów wyznaczających przyszłość miasta.

Dziewiętnaście skrawów kombajnem, czyli brawa dla naszej Bogdanki!

Byłem w Krynicy-Zdroju na konferencji Techniki Urabiania 2026. W tej cyklicznej konferencji biorę udział od wielu lat, bo uważam ją za bardzo ciekawą i na dobrym poziomie - pisze w swoim felietonie Jacek Korski. Co zwróciło szczególnie jego uwagę?

Pokazują, jak trzeba dbać o górniczą tożsamość

W Muzeum Saturn w Czeladzi odbyło się czwarte spotkanie w ramach cyklu „Górnicza tożsamość Zagłębia”. Tym razem uczestnicy przyglądali się wystawie muzealnej nie tylko jako przestrzeni prezentowania zabytków, ale przede wszystkim jako narzędziu budowania opowieści i prowadzenia działań edukacyjnych.