Militaryści spod kopalnianego szybu

fot: Andrzej Bęben/ARC

Grupa Śląsk powstała w 1995 r. Zaczęło się od jednego pojazdu, a potem od rzemyczka do koniczka...

fot: Andrzej Bęben/ARC

+16 Zobacz galerię

Galeria
(19 zdjęć)

W nieczynnym (jeszcze) zabrzańskim skansenie górniczym Królowa Luiza wre robota. Budowlańcy remontują stare i budują nowe wokół zabytkowej kopalni. W pewnym momencie hałas budowy przytłacza ryk jeszcze większy. To odgłos odpalonego silnika czołgu T-34...

Królowa Luiza - trzy muzea, jedno przy drugim. Górnicze - jeszcze nieczynne. Starych samochodów - czynne. No i to najbardziej rzucające się w oczy: Muzeum Techniki Wojskowej. Tu, przy skansenie, swoją letnią bazę ma Mała Armia Grupa Śląsk, choć formalnie rzecz biorąc, przed dwoma laty przekształciła się ona w "największe mobilne muzeum wojskowe w Polsce" - jak je reklamuje baner zawieszony na burcie potężnego kraza (spalanie: 80 l ropy na 100 km). Numerem jeden jest tu Wacław Widuchowski, zwany Komendantem. Jego brat bliźniak Maciek jest także w dowództwie. W małym sztabie generalnym jest jeszcze Damian Łuczyński i jeszcze jeden Widuchowski - Piotr.

- Grupa Śląsk powstała w 1995 r. Zaczęło się od jednego pojazdu, a potem od rzemyczka do koniczka. Nasza armia jest nieliczna, ale dobrze uzbrojona. Gdyby ten sprzęt, którym dysponujemy, nie był pozbawiony cech bojowych, czyli można było z niego strzelać, to moglibyśmy przez jakieś dwa dni stawiać zacięty opór agresorowi - Komendant pół żartem, pół serio szacuje potencjał swojej armii. Obecnie służy w niej 24 "żołnierzy". Bywało, że było ich i pół setki, ale wykruszyli się z czasem.

Imponujący arsenał
Mirosław Widuchowski, zwany Bosmanem (założyciele Małej Armii drzewiej byli żołnierzami-płetwonurkami), wyjaśnia, że w ich grupie rekonstrukcyjnej jest nieco inaczej niż w takich, których członkowie wcielają się w żołnierzy tej czy innej epoki i od czasu do czasu inscenizują rozmaite scenki z wojen minionych.

- Niewiele jest grup w Polsce, które mają tyle ciężkiego sprzętu co nasza. Widzisz - tu już miejsca nie ma, żeby postawić coś nowego! - pokazuje Bosman.

Na placu między szybem kopalni a barakiem (armijnym warsztatem-składzikiem) stoi sobie całkiem pokaźna kolekcja uzbrojenia Ludowego Wojska Polskiego i sojuszniczych armii. Pięć pojazdów gąsienicowych, 4 potężne ciężarówki made in CCCP, dwie wyrzutnie rakiet ziemia-powietrze, kilka kołowych transporterów opancerzonych, mobilna wojskowa sala operacyjna, parę samochodów terenowych i inna wojskowa drobnica, w rodzaju motocykli, działek, armat... Jest nawet samolot Iskra, tylko ze względu na tę ciasnotę ma złożone skrzydła...

- Te pojazdy, który mają własny napęd, są w 90 proc. sprawne. Do nas trafiały w różnym stanie. I żeby dać im drugie życie, trzeba było sporo się narobić. Jak inni rekonstruktorzy mają w weekend zabawę, to my, żebyśmy mieli taką frajdę, musimy wcześniej urobić sobie ręce po łokcie - podkreśla Bosman.

Jest i "Rudy"...
Choć armia bazuje w Zabrzu, to jej wojsko pochodzi z różnych stron Śląskiego. Są w niej byli żołnierze, mechanicy samochodowi, informatycy, studenci, jest też jeden górnik, Krzysztof z byłej kopalni Wirek. Połowę stanu zabrzańskiej grupy stanowią kobiety, co pokazuje, że parytet płci, przynajmniej w wojsku udawanym, został urzeczywistniony z nadwyżką.

Militarne muzealia kupują za kasę uzyskaną ze sprzedaży sprzętu innym kolekcjonerom. Albo dostają od muzeów wojskowych. Albo od wojska z tzw. zapasów nienaruszalnych. A perełką w tej kolekcji jest czołg średni T-34, wyprodukowany w gliwickim Bumarze w 1950 r. "Rudego" przekazało zabrzańskim pasjonatom rok temu Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Sporo pracy trzeba było włożyć w jego restaurację. Ale się opłacało, bo zabrzański T-34 jest jednym z 9 w Polsce, które potrafią jeździć.

Marusię też mają
- W naszym regionie jeżdżące T-34 ma jeszcze muzeum w Dąbrowie Górniczej. Mieć czołg to marzenie kolekcjonera militariów, to jest najwyższa półka. Gdzie tylko z nim pojedziemy, to wiadomo, że będziemy wzbudzać zainteresowanie. Na takie okoliczności malujemy na wieży numer 102, na burcie - "Rudy". Mamy nawet psa, Alfę. No i Marusię też mamy w grupie - zachwala Najemnik.

Czołg ma to do siebie, że dużo spala ropy. Na godzinę postoju - 200 l. Największy problem to paliwo. Komendant mówi, że jadą z prezentacją do tych, którzy "wleją paliwo do krazów i gąsienic i dadzą wojsku coś do zjedzenia". Ale i czasem trzeba dokładać z własnej kieszeni, żeby kolumna ruszyła.

Majątku na tym świadczeniu płatnych pokazów się nie dorobią. Odcisków na dłoniach - i owszem. To po co oni to robią, co sprawia, że matka z córką przystąpiły do rekonstruktorów i górnikowi, po szychcie, też chce bawić się w żołnierza LWP? Bo to lubią. I jak to mówi się w wojsku: tyle w temacie.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Golenie wąsa, Wodecki z Mitchami i łzy na Bartosiewicz. Dorastałem razem z OFF Festivalem

Wielkimi krokami zbliża się kolejna edycja OFF Festivalu, jednego z najlepszych festiwali muzycznych w Polsce. Mnie osobiście towarzyszy on od 18 lat. Dojrzewałem razem z nim, dzięki niemu kształtował się mój gust muzyczny i to z nim wiążą się moje najwspanialsze koncertowe wspomnienia.

Zabytkowa Kopalnia Węgla Jawiszowice już w lipcu będzie udostępniona dla turystów

Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w Brzeszczach, która ma pod opieką Zabytkową Kopalnię Węgla Jawiszowice zapowiada, że już w lipcu kopalnia będzie udostępniona do zwiedzania także dla turystów indywidualnych. Ten zakład ma niesamowitą historię.

Śląski Szlak Zabytków Techniki ma nowy obiekt historyczny

Na radzionkowskiej Szkale odsłonięto tablicę poświęconą ks. Szymonowi Korpakowi oraz historii XIX-wiecznego przemysłu wydobywczego

Z kopalni na tatami

Jan Mąsior pracuje na co dzień w Południowym Koncernie Węglowym, w Zakładzie Górniczym Janina. W Dziale BHP dba o bezpieczeństwo pracowników kopalni. Po godzinach od ponad trzech dekad rozwija swoją sportową drogę w Karate Kyokushin. I osiąga sukcesy!