Golenie wąsa, Wodecki z Mitchami i łzy na Bartosiewicz. Dorastałem razem z OFF Festivalem

Wielkimi krokami zbliża się kolejna edycja OFF Festivalu, jednego z najlepszych festiwali muzycznych w Polsce. Mnie osobiście towarzyszy on od 18 lat. Dojrzewałem razem z nim, dzięki niemu kształtował się mój gust muzyczny i to z nim wiążą się moje najwspanialsze koncertowe wspomnienia.

fot: Tomasz Czoik

Koncert duetu Panda Bear&Sonic Boom na OFF Festivalu w 2023 roku.

fot: Tomasz Czoik

Wielkimi krokami zbliża się kolejna edycja OFF Festivalu, jednego z najlepszych festiwali muzycznych w Polsce. Mnie osobiście towarzyszy on od 18 lat. Dojrzewałem razem z nim, dzięki niemu kształtował się mój gust muzyczny i to z nim wiążą się moje najwspanialsze koncertowe wspomnienia.

Pierwszy raz na OFF-ie pojawiłem się w 2008 roku. To był dla mnie ważny, graniczny moment – mowa o wakacjach między liceum a pierwszym rokiem studiów. To, co zastałem na mysłowickiej Słupnej, okazało się totalnym świętem muzyki alternatywnej. Do dziś pamiętam fenomenalny koncert Of Montreal, podczas którego Kevin Barnes zgolił na scenie wąsa oraz występ Caribou – znałem wtedy na pamięć wszystkie teksty z płyty „Andorra", choć w Polsce nie byli jeszcze zbyt popularni. Do tego kapitalna energia chłopaków z Much i nocny, zupełnie odjechany koncert Felixa Kubina. Chyba właśnie tam, w tym tłumie, po raz pierwszy poczułem się naprawdę dorosły. Totalnie zachłysnąłem się tą atmosferą. 

W 2009 roku wróciłem na Słupną. Przypominam sobie masę wspaniałych koncertów, na czele ze Spiritualized i The National. Absolutną perełką był dla mnie występ The Week That Was – ich jedynej płyty do dziś słucham namiętnie na Spotify. Z perspektywy czasu bawi mnie jedno: totalnie pominąłem wtedy koncert Lecha Janerki. Dziś go ubóstwiam, a wtedy po prostu był dla mnie gościem od piosenki „Rower”.

W 2010 roku festiwal przeniósł się do Katowic, nie mogło mnie tam zabraknąć. Porwało mnie wtedy zreaktywowane Lenny Valentino – co to było za wydarzenie! W pamięć zapadli mi też The Flaming Lips, Toro y Moi świeżo po premierze świetnego krążka „Causers of This" oraz Newest Zealand Borysa Dejnarowicza, którzy kilka miesięcy później wydali swój debiutancki album.

Lata 2011 i 2012 to przerwa od OFF-a. Do dzisiaj mocno żałuję, że ominął mnie wtedy między innymi koncert Junior Boys.

Za to w 2013 roku wróciłem na absolutnie kapitalną odsłonę festiwalu. Smashing Pumpkins, My Bloody Valentine i kosmicznie legendarny występ Zbigniewa Wodeckiego z Mitch & Mitch – te trzy pozycje do dziś utrzymują się w moim osobistym TOP10 najlepszych koncertów życia. 

Rok później, w 2014 roku, też było gęsto: piorunujące wrażenie zrobili na mnie: Slowdive, Belle and Sebastian, The Jesus and Mary Chain, Artur Rojek solo i The Notwist.

Po kolejnej przerwie w 2015 roku, przyszedł czas na edycję z roku 2016 – przez wielu, w tym samych organizatorów, uznawaną za najbardziej pechową. Wpadłem wtedy tylko na jeden dzień, ale i tak udało mi się zobaczyć świetną Brodkę oraz Devendrę Banharta.

Potem nastąpiła zdecydowanie zbyt długa, bo aż sześcioletnia przerwa. Na Dolinę Trzech Stawów wróciłem dopiero w 2023 roku i... to był chyba mój najlepszy OFF ever. Rewelacyjne koncerty dali Desire, Confidence Man, Belmondawg / Expo 2000, Tamino i wreszcie Panda Bear & Sonic Boom. Po tym ostatnim zostałem chwilę dłużej, zbiłem z artystami piątki, a nawet zrobiłem sobie pamiątkowe fotki. Kompletnie wykończony, wracając już do wyjścia, zatrzymałem się na kilkanaście minut przy scenie głównej, gdzie hipnotyzujący set grał King Krule.

Kolejna edycja (2024) też trzymała niesamowity poziom. Najbardziej do gustu przypadli mi: zjawiskowa Grace Jones, fenomenalni The Blaze, wyciskająca łzy Edyta Bartosiewicz, a do tego Nourished by Time, George Clanton i totalnie odjechane Les Savy Fav (wokalista dosłownie "zbratał" się z widownią).

W zeszłym roku (2025) niestety nie dotarłem. Pozbawiłem się możliwości zobaczenia (i usłyszenia) na żywo Nilüfer Yanyi i do teraz zadaję sobie pytanie: jak żyć?

Na szczęście tegoroczna edycja (7-9 sierpnia 2026 r.) także zapowiada się znakomicie.. Na mojej liście faworytów są legendarne ikony emo z Sunny Day Real Estate oraz powracający do Katowic The Flaming Lips. No i wisienka na torcie: Johnny „Fucking” Marr – legendarny gitarzysta The Smiths. Ostrzę sobie zęby również na występ Einstürzende Neubauten, niemieckich ojców industrialu. Liczę, że ta edycja dopisze kolejny piękny rozdział do mojej OFF-owej historii.

Więcej informacji o OFF Festivalu 2026 TUTAJ.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Propozycja na piątek? Nocna szychta

W ostatnią lipcową noc będzie można się przekonać, jak wygląda Górny Śląsk po zmroku z okien kolei wąskotorowej.

Cieplownia Anna KZM

Takie zdjęcia tylko u nas! Sfotografowaliśmy ciepłownię kopalni Anna

Zespół zabudowań po kopalni Anna w Pszowie wyszedł spod ręki genialnego niemieckiego architekta Hansa Poelziga. O budynku maszynowni szybu Bartosz pisaliśmy wielokrotnie. Warto poznać też historię Ciepłowni Anna. Byliśmy tam i zrobiliśmy zdjęcia. Nikt do tej pory jej tak nie sfotografował!

Kolejne 2 km tarnogórskich wyrobisk w 3D. Podziemia UNESCO będą dostępne wirtualnie

Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Tarnogórskiej (SMZT) zakończyło kolejny etap cyfrowej inwentaryzacji wyrobisk dawnej kopalni ołowiu, srebra i cynku w Tarnowskich Górach, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzięki skanowaniu laserowemu na odcinku około 2 km powstanie precyzyjny model 3D, który posłuży m.in. do badań, monitoringu stanu podziemi oraz wirtualnej turystyki.

Trasa rowerowa wokół Pustyni Błędowskiej turystycznym hitem wakacji, w tle kopalnia

Niespotykane pustynne widoki i nowoczesna infrastruktura - to atuty trasy rowerowej Velo Pustynia, wiodącej wokół Pustyni Błędowskiej na styku Małopolski i Śląska. Według władz gminy Klucze atrakcja stała się wizytówką gminy i w wakacje przyciąga tysiące turystów.