Najważniejsze to dobrze zaplanować sobie podróż, aby przypadkiem nie zostać niemile zaskoczonym

1662705456 wetzler kordiaczynski1

fot: Archiwum domowe

Szymon Wetzler i Przemysław Kordiaczyński na szczycie Kilimandżaro

fot: Archiwum domowe

Ciekawość świata zaprowadziła go także na Kilimandżaro i Ararat. Wcześniej zwiedził 87 krajów. – Podróże zaspokajają moją ciekawość świata – mówi o sobie Szymon Wetzler, sztygar zmianowy oddziału robót przygotowawczych w kopalni Knurów-Szczygłowice.

Od dzieciństwa interesowała go geografia. Pierwsze podróże po Europie zaliczał jeszcze będąc studentem. Niewielki budżet zmuszał do oszczędzania. Sypiał więc na lotniskach i pod namiotami. Z czasem zamarzyły mu się inne kontynenty. Wyjechał m.in. do: Peru, Boliwii, Australii, Nowej Zelandii, RPA, Iranu, Iraku, Indonezji, Gwatemali, Japonii, Kanady, Etiopii i Argentyny.

– Gdy wspominam moje podróże, to dochodzę do wniosku, że najbardziej udane były te do Środkowej Afryki i Amazonii. Niewielu jest tam turystów i bardzo dobrze. Cisza, spokój, można rozkoszować się pięknymi widokami i nawiązać kontakty z tubylcami. Najważniejsze to dobrze zaplanować sobie podróż, aby przypadkiem nie zostać niemile zaskoczonym – opowiada Szymon. 

Gorące chwile w Buenos Aires
Przed kilkoma laty sztygar z Knurowa odwiedził wraz z kolegą Argentynę.

– Piękny kraj, ale trzeba na siebie bardzo uważać, zwłaszcza w wielkich miastach. W Buenos Aires zaatakowali nas znienacka nożownicy. W porę zorientowaliśmy się, co jest grane. Na szczęście blisko nas przejeżdżał właśnie autobus. Tam komunikacja kursuje z otwartymi drzwiami. Kierowca chyba załapał, co się święci i zwolnił. Wskoczyliśmy do środka i tak wymknęliśmy się napastnikom. Gdy już było po wszystkim, powiedziano nam, że zapędziliśmy się w dzielnicę, po której cudzoziemcy raczej nie powinni się poruszać. Mieliśmy nauczkę – wspomina.

Kolejna podobna sytuacja miała miejsce w Bombaju. Tym razem miejscowi przestępcy zaczaili się na podróżników z Polski na dworcu kolejowym.

– Byłoby z nami kiepsko, gdyby nie policjanci, którzy nagle pojawili się niczym spod ziemi. Wyglądało na to, że wpadliśmy w oko bandytom, którzy zamierzali nas okraść. Po prostu trzeba być czujnym, to dobra cecha każdego globtrotera – śmieje się Szymon Wetzler.

Mile wspomina za to pobyt w Etiopii, choć i tam przeżywał „gorące chwile”.

– Etiopia jest wspaniała. Spotkania z plemionami: Mursi, Hamer, Beja, Rashaida czy Ari i poznawanie ich zwyczajów to niezapomniana przygoda. W Etiopii nie ma dobrej komunikacji. Dlatego trzeba wynająć samochód z kierowcą i przewodnikiem. Dobrze, żeby był to ktoś pewny, najlepiej z działającej oficjalnie agencji. W taki sposób można zwiedzać miasta: Aksum, Lalibela, Gonder, Bahir Dar i zafundować sobie wycieczkę łodzią po jeziorze Czamo lub Awassa. Kraj trapi potworna bieda. Gdy pokonywaliśmy ogromne przestrzenie, kilkakrotnie zatrzymywali nas miejscowi, żądając haraczu. Nie były to wielkie pieniądze, ale trzeba być i na takie wydatki przygotowanym. Trudno powiedzieć, na co zdecydowaliby się tubylcy, gdybyśmy odmówili zapłaty – dzieli się swymi wrażeniami podróżnik.

Z czasem postanowił urozmaicić sobie zwiedzanie świata o zdobywanie wierzchołków najwyższych gór. W ub.r. wspiął się na Kilimandżaro. To samotny masyw znajdujący się na terenie Parku Narodowego Kilimandżaro. Ma trzy wierzchołki – pozostałości po starych wulkanach. Szczyt Uhuru na wulkanie Kibo (Kilimandżaro) – 5895 m n.p.m., Mawenzi – 5150 m n.p.m., Shira – 3940 m n.p.m. Pierwszym Polakiem, który zameldował się na szczycie, był w 1910 r. Antoni Jakubski. Każdego roku tysiące wędrowców próbują zdobyć górę, lecz nie wszyscy dają radę. 

Ile sił w nogach
– Samo wejście nie jest aż tak skomplikowane, ale długość marszu może odstraszyć niejednego wspinacza. Trzeba uparcie rwać do przodu ile sił w nogach i nie oglądać się za siebie. A same wrażenia? Cóż, Kilimandżaro zachwyca swoim majestatem – przyznaje Szymon.

Tego lata sztygar obieżyświat wybrał sobie za cel górę Ararat (5135 m n.p.m.), położoną na wschodzie Turcji, tuż przy granicy z Iranem, Armenią, Irakiem i Syrią. Do wspólnej wyprawy zaprosił kolegę Przemysława Kordiaczyńskiego. Według Starego Testamentu szczyt Araratu to miejsce, gdzie skończył swoją wędrówkę Noe po potopie. Najkrótszą i najbezpieczniejszą trasą prowadzącą na wierzchołek jest południowe zbocze, stanowiące najczęściej wybierany przez piechurów szlak.

– To jest wyprawa do strefy zmilitaryzowanej, a więc wymagane jest uzyskanie odpowiedniego zezwolenia. Załatwiliśmy je bez problemu. Zdobywanie tak wysokiej góry podzielone jest na etapy, czyli przejścia z jednego obozu do drugiego. Oczywiście każde kolejne jest trudniejsze z uwagi na coraz niższe temperatury oraz spadającą ilość tlenu, co powoduje szybsze zmęczenie organizmu. Spanie w minusowych temperaturach w namiocie, pobudka o 1 w nocy i atak na szczyt to spory wysiłek, ale satysfakcja z osiągnięcia celu jest niesamowita. Po zdobyciu Araratu zajechaliśmy do pięknej miejscowości Wan, by udać się dalej do Kapadocji na trzy dni odpoczynku. Następnie z miasta Nevsehir polecieliśmy do Denizli, czyli na słynne Pamukkale. Na koniec zajechaliśmy nad Morze Czarne do miasta Antalia – kreśli na mapie szlak ostatniej podróży Szymon Wetzler.

Jaki cel wybrał sobie na kolejną wyprawę?

– Ze względu na sytuację na świecie trudno dziś mówić o konkretnych planach, ale z pewnością pokuszę się o zdobycie kolejnego przynajmniej pięciotysięcznika – podsumowuje Szymon Wetzler.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zapraszają na pierwsze zajęcia Energetyczno-Górniczego Uniwersytetu III Wieku

Nowy Uniwersytet III Wieku o profilu energetyczno-górniczym ma na celu stworzenie miejsca, w którym zawodowcy związani z górnictwem i energetyką będą mogli pogłębiać wiedzę o historii śląskiego przemysłu oraz współczesnych wyzwaniach technologicznych.

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.