Najpierw „wajchował”, teraz zarządza

Dariusz Łabaciej w kopalni „Zofiówka” pracuje już prawie 16 lat. Aktualnie, od trzech lat, jest dysponentem kopalnianej kolei podziemnej. – Kieruję ruchem lokomotyw na poziomie 705 i 830 – opisuje pokrótce swoje obowiązki Łabaciej.
To kierowanie polega na tym, żeby różnego rodzaju materiały i sprzęt dotarły na czas do górników pracujących w ścianach wydobywczych lub wykonujących roboty przygotowawcze. Pociągi, którymi zarządza dysponent dowożą także ludzi do pracy w przodkach i odwożą ich po skończonej zmianie.

– Po górniczemu o obowiązkach dysponenta mówi się, że wozimy z szybu do pola i z pola do szybu – mówi Łabaciej.
Materiały i sprzęt, potrzebne do prac przy wydobyciu węgla, transportowane są w wozach windą na dół kopalni. Pracownicy oddziału przewozów segregują je następnie na poszczególne rejony. Tworzy się z tego pociągi, które zawożą wyładowane sprzętem wozy na miejsce przeznaczenia.

– Ja jestem od tego, żeby tak koordynować pracę, aby wszystko i wszyscy dojechali na czas. Żeby ruch pociągów odbywał się bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Maszyny nie mogą jeździć, gdzie chcą i kiedy chcą – wyjaśnia Łabaciej.
Polecenia o tym, co, gdzie i kiedy ma być dowiezione, wydaje dysponentowi kierownik oddziału.

– Moja praca jest bardzo odpowiedzialna i stresująca – podkreśla Łabaciej. – Muszę tak ułożyć harmonogram ruchu i go pilnować, żeby się nie zdarzyło, że pociąg najedzie na pociąg. Byłoby to bardzo groźne szczególnie wtedy, gdy przewożeni są ludzie. W takim pociągu jedzie około 150 osób.

Dysponent nie może ani na chwilę zostawić bez obsługi swojego stanowiska pracy. – W każdej chwili może ktoś zadzwonić z ważną informacją. Dlatego, jak muszę wyjść, to ktoś mnie zawsze zastępuje – mówi Łabaciej.
Komentując wykonywaną pracę podkreśla, że osoba na jego stanowisku musi być bardzo odporna. Wyjaśnia to tak: – Dostaję nagle cztery telefony (na stanowisku ma kilka aparatów – red.). Każdy z dzwoniących, najczęściej z różnych rejonów kopalni, domaga się, żebym mu natychmiast podstawił lokomotywę, a jest tylko jedna. Nie przebierając w słowach, chcą wymusić na mnie tę lokomotywę. Ja muszę spokojnie wysłuchać każdego i zadecydować, gdzie wysłać lokomotywę. Ci, co jej nie dostają, posyłają mi odpowiednią „wiązankę” i „nadają” na mnie do kierownika. Ja muszę później wytłumaczyć dlaczego podjąłem taką, a nie inną decyzję. Na szczęście zazwyczaj mam rację, ale co się nasłucham, to moje.
Łabaciej na początku pracy w „Zofiówce” zajmował się segregacją obudów. Po roku przeniósł się do oddziału przewozów. Najpierw przez dwa lata był konwojentem.

– Zajmowałem się układaniem pociągów, czyli manewrowaniem wozami, a po górniczemu „wajchowaniem” – opowiada o początkach Łabaciej. – Przez kilka lat byłem maszynistą lokomotywy. W tym czasie skończyłem kurs i zdobyłem uprawnienia dysponenta. Ale to stanowisko objąłem znacznie później.

Żeby być dysponentem kopalnianej kolei podziemnej, trzeba najpierw pracować jako konwojent, później jeździć lokomotywą. Nawet po ukończeniu wymaganego przepisami kursu nie ma gwarancji, że to stanowisko się obejmie.
– Kierownik oddziału musi uznać, że ktoś się nadaje na dysponenta – informuje Łabaciej.

Dysponent jest pracownikiem fizycznym, ale jak zaznacza mój rozmówca, jego praca w pewnym zakresie polega na zarządzaniu.
– Mnie podlegają wszystkie drużyny pociągowe i obsługa szybów, zajmująca się przyjmowaniem materiałów, które zjeżdżają wozami na dół – uzasadnia.

Dariusz Łabaciej lubi swoją pracę, mimo że jest odpowiedzialna i stresująca. Jest także zadowolony z wyboru jakiego dokonał w 1991 r., decydując się na pracę w kopalni.
– Szybko się zaaklimatyzowałem. Może dlatego, że jak już dostaję jakąś robotę, to staram się ją wykonać jak najlepiej – mówi Łabaciej.

O wyborze zawodu górnika, choć jest absolwentem liceum, zadecydowało to, że chciał więcej zarabiać. Nie bez znaczenia było także fakt, że jego ojciec również pracował w kopalni.
– Mój ojciec przyjechał na Śląsk z Mazowsza na początku lat 60. Pracował w kopalni „Murcki” w Katowicach – opowiada Łabaciej. – Od niego wiem, że w tamtych czasach wozy na dole ciągnęły jeszcze konie.
Łabaciej interesuje się sportem. Lubi z żoną i 9-letnim synem wycieczki rowerowe. Od niedawna zajmuje się zbieraniem mone

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Letnie spacery z Instytutem Korfantego. Poznaj Katowice i Śląsk z zupełnie innej strony

Lato to doskonały czas, by spojrzeć na znane miejsca z zupełnie nowej perspektywy. W sezonie wakacyjnym Instytut im. Wojciecha Korfantego przygotował bogaty program spacerów miejskich, które pozwolą odkryć historię, architekturę, sztukę i niematerialne dziedzictwo Katowic oraz innych miast województwa śląskiego. W ramach czterech tematycznych cykli odbędzie się łącznie 17 bezpłatnych spacerów – pieszych i rowerowych.

Uwaga, Zabytkowa Kopalnia Węgla Jawiszowice czeka na turystów!

Fundacja Pobliskie Miejsca Pamięci Auschwitz-Birkenau w Brzeszczach, która ma pod opieką Zabytkową Kopalnię Węgla Jawiszowice, w lipcu udostępniła ją do zwiedzania także turystom indywidualnym. Pierwsze wycieczki już się odbyły, można się zapisywać na sierpniowe terminy.

Bielszowice bez kopalni. Korski: Łatwo nie będzie

Kopalnia Bielszowice po przeszło sześciu pokoleniach zakończyła wydobycie. Celowo piszę o pokoleniach, bo każda kopalnia to ludzie. Często wiele pokoleń w wielu rodzinach. Byli też tacy, dla których Bielszowice były tylko epizodem w życiu. A dla dzielnicy Rudy Śląskiej, czyli Bielszowic, zakończyła się pewna epoka. 

Moc Dętych 2026 - dali czadu i w Sztolni Luiza zrobiło się jeszcze goręcej

36 stopni w cieniu? Dla górniczych orkiestr dętych to żadna przeszkoda! Miniony weekend w Strefie Carnall Sztolni Królowa Luiza był jeszcze gorętszy niż pogoda za oknem. Śląsk udowodnił, że ma potężną, muzyczną Moc Dętych 2026 - Współczesne brzmienie Orkiestr Górniczych.