Nadsztygar z głową pełną pomysłów

Czesław Filec, nadsztygar ds. przewozu dołowego, w górnictwie pracuje już prawie 25 lat. Przez większość tego okresu zajmował się transportem ludzi, urobku oraz maszyn i urządzeń na dole kopalni. Jego pasją była racjonalizacja.

– Próbując coś zmienić na lepsze w transporcie, zawsze miałem na myśli ekonomię, a więc oszczędności, a także bezpieczeństwo na stanowiskach pracy związanych z ruchem przewozowym – mówi nadsztygar Czesław Filec.

Zaczęło się w „Żorach”

Pracę w górnictwie Filec rozpoczął w 1983 r. w kopalni „Żory” (wtedy nazywała się „ZMP”). Przez kilka miesięcy był w oddziale likwidacyjno-zbrojeniowym, z którego przeszedł do przewozu dołowego. Po zlikwidowaniu w 1997 r. kopalni „Żory”, przez dwa lata pracował w „Jas-Mosie”, skąd w 1999 r. przeszedł do „Boryni”.

Pierwszym usprawnieniem autorstwa nadsztygara Filca, kiedy jeszcze pracował w „Żorach”, było urządzenie do automatycznego otwierania i zamykania tam wentylacyjnych, znajdujących się na drodze transportu urobku wagonikami. Wcześniej robił to ręcznie maszynista pociągu. Po dojechaniu do tamy, otwierał ją, a po przejechaniu zamykał.

– To znacznie opóźniało transport urobku na powierzchnię – wyjaśnia nadsztygar.
Automatyczne urządzenie do otwierania i zamykania tam, które wymyślił Filec wraz ze współpracownikami, wykorzystywało zawory pneumatyczne. – W odległości 10 m od tamy lokomotywa najeżdżała na zawór, który po naciśnięciu podawał powietrze do otwierającego ją siłownika. Za tamą był taki sam zawór. Dzięki temu dopiero po przejechaniu całego składu tama się zamykała – opisuje Filec.

Inspiracją do jednego z usprawnień, które wymyślił nadsztygar Filec, był wypadek w kopalni „Borynia”. Na dole tama otwierana uchylnie do góry opadła na przejeżdżający pociąg z pracownikami. W tym wypadku było kilku poszkodowanych górników.

– Jak się o tym dowiedziałem, zacząłem się zastanawiać, co zrobić, żeby poprawić bezpieczeństwo. Wymyśliliśmy odrzwia tamy o odpowiednim wybrzuszeniu i promieniu wygięcia. Dzięki temu, gdyby nawet sytuacja się powtórzyła, to opadające odrzwia nie uderzyłyby z całą siłą w wagoniki z ludźmi – wyjaśnia Filec.

Stracili fuchę

Problemem w kopalni „Żory” był przyklejający się do dna wagonów węgiel. Przez to po jakimś czasie ich pojemność zmniejszała się o połowę i zamiast trzech ton ładowano do nich 1,5 tony. Trzeba było wymyślić urządzenie do czyszczenia wagonów.

Inne usprawnienie Filca, to czujniki na pompach zainstalowanych w miejscach, gdzie gromadzi się woda, np. w rząpiach szybów. Wcześniej trzeba było tam na każdej zmianie wysyłać pracownika, który włączał pompę i pilnował, czy prawidłowo pracuje. Po zainstalowaniu czujników pompy włączały i wyłączały się samoczynnie, w zależności do poziomu wody. Również za pomocą czujnika pracę pomp nadzorował z powierzchni dysponent.

– Dzięki temu rozwiązaniu kopalnia przy jednej pompie zaoszczędza miesięcznie 1000 dniówek – podkreśla nadsztygar Filec i dodaje: – Nie za bardzo podobało się to obsługującym pompy pracownikom, bo stracili „fajną fuchę”.

Pomysły na trudne czasy

W czasach trudnych dla górnictwa, kopalnie miały kłopoty ze zdobyciem materiałów do kucia torowisk, a szczególnie gwoździ, tzw. „szynionów”. Te, które udało się wyciągnąć, nie nadawały się do ponownego użytku, bo były skrzywione.

– Żeby temu zaradzić, skonstruowałem proste urządzenie, dzięki któremu wyciągane podczas przekuwania torowisk gwoździe, były proste. Rocznie przekuwaliśmy ok. jednego kilometra torów. Odzyskane gwoździe wystarczyły na 800 m. Była to spora oszczędność dla kopalni – mówi Filec.

Ważnym rozwiązaniem racjonalizatorskim Filca i jego kolegi nadsztygara Andrzeja Kirkało było skonstruowanie platformy do transportu rynien trasowych przenośników zgrzebłowych ścianowych. Są one już od kilku miesięcy stosowane w kopalni „Borynia”, usprawniając znacznie transport rynien i poziom bezpieczeństwa przy tych pracach.

– Nie wszystko, co wymyśliłem, sprawdzało się w praktyce. Te udane projekty przyniosły korzyści kopalni, a i ja nieco przy tym zarobiłem. Jednak najważniejsze jest to, że te moje usprawnienia zwiększyły bezpieczeństwo na drogach przewozu, którymi przemieszczają się też ludzie. Zawsze myślałem o tym, żeby górnicy szczęśliwie dojechali do miejsca pracy i stamtąd wrócili – podkreśla nadsztygar Filec.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zielony Kampus dla studentów na doświadczenia, pomiary i badania

Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach był gospodarzem 2nd BAUHAUS4EU Forum i gościł przedstawicieli 9 zagranicznych uczelni członkowskich. W ramach wydarzenia otwarto Green Campus, zieloną przestrzeń dla studentów.

Kryminał na wakacje: „Nie ma głupich”, czyli Harlan Coben nadal w formie

Trudno zliczyć kryminały i thrillery, które amerykański pisarz Harlan Coben ma już na swoim koncie. Na polski wydawniczy rynek trafiła właśnie kolejna pozycja. Kryminał „Nie ma mocnych” posiada to wszystko, czym charakteryzują się książki Cobena: błyskotliwą intrygę, zwroty akcji, tajemnice i dobrze scharakteryzowanych bohaterów.

Cyfrowy i Bezpieczny Śląsk: PIG-PIB wkracza do akcji, by ratować miasta przed skutkami transformacji

Państwowa Służba Geologiczna może pomagać miastom w prowadzeniu złożonych projektów rewitalizacyjnych i środowiskowych

Westinghouse i Bechtel przyspieszają rozmowy. Kluczowa umowa dla atomu coraz bliżej

Konsorcjum firm Westinghouse i Bechtel planuje w najbliższych miesiącach uzgodnić najważniejsze elementy umowy wykonawczej EPC na budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej - poinformował PAP prezes Westinghouse Polska Mirosław Kowalik.