Nadinspektor na parkiecie

fot: ARC

Członkowie formacji Estrellas de Movimento szykują się do kolejnego występu. Drugi z lewej stoi Jarosław Rejczak.

fot: ARC

+5 Zobacz galerię

Galeria
(8 zdjęć)

Tańczyć każdy może, lepiej lub gorzej - można stwierdzić, parafrazując słowa słynnej piosenki Jerzego Stuhra. I tak jest w istocie. Taniec to jednak także sztuka, której dogłębne opanowanie wymaga wytrwałości i wielu godzin solidnej pracy.

 
Jarosław Rejczak pracuje na stanowisku nadinspektora w Okręgowym Urzędzie Górniczym w Rybniku. Nie wyobraża sobie życia bez tańca. Zainteresował się nim dopiero jako późny trzydziestolatek.

- To było około 15 lat temu. Zupełny przypadek. Odwoziłem córkę na kurs tańca orientalnego i wpadła mi do głowy myśl, że przecież i ja mógłbym tańczyć. Namówiłem żonę. Nie protestowała, no i tak zaczęła się nasza przygoda z tańcem - wspomina Jarosław Rejczak.

Potem były kolejne kursy taneczne i niebawem oboje dołączyli do grupy LaVolta, specjalizującej się w tańcu standardowym. Walc angielski, wiedeński, quickstep, tango, cha-cha-cha i jive nie mają dla nich tajemnic. Formacja liczy pięć par i działa przy Wiejskim Domu Kultury w Szczejkowicach. Artyści często występują podczas różnych uroczystości odbywających się w regionie. Kto miał okazję zobaczyć, jak tańczą w widowisku muzycznym "Najtrudniejszy pierwszy krok", ten może tylko pozazdrościć takich umiejętności.

Lecz apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dla nadinspektora OUG i jego małżonki nadszedł w końcu czas, aby pogłębić swoje taneczne umiejętności. Kilka miesięcy temu Irena i Jarosław Rejczakowie rozpoczęli treningi w szkole tańca Movimento w Żorach wraz z zespołem Estrellas de Movimento. Salsa w parach i bachata to kolejne wyzwania, którym usiłują sprostać. Praktycznie już to uczynili.

Pasja pochłonęła Rejczaków bez reszty. - Moglibyśmy w ogóle nie schodzić z parkietu - śmieje się tancerz.

Taniec traktują jako doskonałą zabawę i oderwanie od problemów dnia codziennego. Jego uprawianie pomogło Jarosławowi pokonać problemy zdrowotne z kręgosłupem.
- Człowiek musi się ruszać, musi uprawiać sport, żeby nie upaść na zdrowiu. Dla mnie i dla mojej żony taniec stał się na dodatek sportem rodzinnym. Zamiast mijać się w drzwiach po pracy jesteśmy razem i cieszymy się wspólnie z życia, z bycia razem - powiada Jarosław Rejczak.

W tańcu rzeczywiście czuje się jak ryba w wodzie. Z pewnością należą mu się słowa uznania za wytrwałość, ale talentu też nie można mu odmówić. Czyżby w młodości interesował się muzyką?

- Uwielbiałem oglądać filmy muzyczne z Johnem Travoltą lub z Patrickiem Swayze w roli głównej. Oni mnie oczarowali swoim tańcem. Dirty Dancing, albo Gorączka Sobotniej Nocy — czyż nie były to wspaniałe filmy? Pochłaniały mnie. Zawsze lubiłem muzykę, to jasne, bez niej nie byłoby tańca - przekonuje.

Taniec nie jest tanim hobby. Obowiązują odpowiednie stroje, z reguły dość drogie. Dobra prezentacja jest na scenie niezbędna. Członkowie obydwu formacji jakoś sobie radzą.
- Przydałby się sponsor, a co do apetytu - to wcale żadnej diety nie stosuję. Golonką i piwem nie pogardzę, w końcu górnik jestem - śmieje się, gdy pytam o dietę.

Przyznaje jednak, że do tańca trzeba mieć kondycję. Komu zatem brzuch dynda, niech najpierw idzie na siłownię, a dopiero potem na kurs tańca. Wiek to drugorzędna sprawa.
- Regularne treningi na parkiecie odmładzają. Daję słowo - deklaruje nadinspektor z rybnickiego OUG.

To prawda, że mógłby być ojcem dla wielu tancerzy formacji Estrellas de Movimento, z którymi obecnie trenuje i występuje, lecz istotne jest przecież to, że na parkiecie, wśród młodzieży, niczym szczególnym się nie wyróżnia. Smukła sylwetka, nienagannie skrojony smoking tudzież stylowa koszula. Do tego buty z lakierowanej skóry.
- Nie mam kompleksów. Tańczyć będę póki wystarczy sił - zapewnia.

W galerii: formacja taneczna Estrellas de Movimento (zdjęcia: Archiwum zespołu).

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zawody wędkarskie. Brawa dla górników!

Zakończyły się dwudniowe 21. Mistrzostwa Polski Górników w Wędkarstwie Feederowym. Zorganizował je Związek Zawodowy Górników w Polsce. Świetnie poszło górnikom-wędkarzom z LW Bogdanka.

Książka na weekend: „Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda”

Zapewne koreańska literatura jest rzadkością wśród naszych czytelniczych wyborów. A szkoda. Bo warto „wziąć na warsztat” książkę, której akcja dzieje się w odległym kraju, zobaczyć, jak funkcjonuje tamtejsze społeczeństwo, co nas łączy, a co dzieli. Książka „Spotkajmy się, kiedy będzie ładna pogoda” jak na dłoni pokazuje relacje między Koreańczykami, przy okazji pochwalając proste rzeczy.

O dziedzictwie pogórniczym w otoczeniu fedrujących kopalń

Obrady ICMUM 2026 stanowiły znakomitą okazję do promocji naszych obiektów muzealnych związanych z górnictwem

Spojrzał górnikom w twarz. Może jesteś wśród nich?

Uznany śląski fotografik Jan Czypionka uwiecznił na zdjęciach wizerunki górników przy pracy. Mało kto trafia w te miejsca z obiektywem. Sesja pod ziemią, przy ostrym świetle lamp na górniczych kaskach, nie należy do łatwych zadań.