Nadal nie ma niczego, co zastąpiłoby węgiel w ciągu co najmniej najbliższych 40 lat

fot: Maciej Dorosiński

- Duża energetyka jest czysta i nie może zrezygnować z węgla, bo nie mamy alternatywnych źródeł - mówi prof. Włądysław Mielczarski

fot: Maciej Dorosiński

Nad kondycją polskiej energetyki – w rozmowie z portalem netTG.pl – pochyla się prof. WŁADYSŁAW MIELCZARSKI. Ekspert do spraw energetyki z Politechniki Łódzkiej jest bardzo sceptyczny, jeśli chodzi o atomowe plany Polski. - Problem polega na tym, że nie ma już zapotrzebowania na atom. Jego czas się skończył, a zostały firmy będące w posiadaniu technologii, mocy przerobowych. Próbują to sprzedać, czemu trudno się dziwić.  – ocenia Mielczarski. 

Czy tego lata grożą nam przerwy w dostawach energii?
Byliśmy już kilka razy bardzo blisko pobicia rekordu poboru mocy latem, a upały dopiero przed nami.

Myślę, że nie, bo nie ma suszy, a jest za to sporo opadów. Kluczowe są dla nas dwie elektrownie ulokowane na Wiśle – Połaniec i Kozienice. Dopóki działają, nie mają problemów z chłodzeniem, to nic nam nie grozi. Przynajmniej w tym roku. 

Awarie, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie, skłaniają do pytania o największe bolączki polskiej energetyki. Z czym mamy największy kłopot?
Polskie sieci przesyłowe są już w miarę dobrym stanie, choć nadal oczywiście należy pracować nad ich modernizacją. Bolączką jest wytwarzanie. W tym roku odejdzie część mocy wytwórczych ze względu na niespełnianie przez elektrownie norm emisji BAT i będzie nam coraz bardziej brakować energii elektrycznej. Będziemy to sztukować importem, ale problem będzie się pogłębiać.

Największym polskim grzechem jest to, że z jednej strony zamykając przestarzałe moce wytwórcze, z drugiej – nie budujemy nowych, które by je zastąpiły w wystarczającym stopniu. Są zapowiedzi inwestycji, ale realnie nic się nie dzieje. Może jeszcze nie w przyszłym roku, ale za 2-3 lata to okaże się poważnym problemem. Będzie nam po prostu brakować mocy. 

Będziemy się wtedy ratować importem?
Niekoniecznie będzie to możliwe, bo przepustowości są ograniczone, a i zdarza się, że nasi sąsiedzi po prostu nie mają nadmiaru energii, aby się z nami podzielić. Przepisy stowarzyszenia operatorów przesyłowych ETSO mówią, że każdy kraj musi się bilansować sam. Import i eksport może być jakimś dodatkowym elementem, zwłaszcza w stanach zagrożenia, awarii, ale nie można permanentnie opierać się na imporcie. Wtedy ci, którzy nam energię sprzedają, powiedzą: No, przepraszamy, ale nie mamy, nasz kraj jest znacznie ważniejszy. Nikt nie ma obowiązku wysyłać nam energii, kiedy sam jej nie ma. 

Moglibyśmy teoretycznie budować energetykę w oparciu o gaz, ale zużycie tego paliwa na kontynencie wzrasta, a nie ma go na tyle dużo, by zaspokoić zapotrzebowanie.
Na aukcje zostały wystawione zdolności przesyłowe rurociągu Jamal i normalnie wykupował je Gazprom, wykorzystując je do przesyłu gazu do Niemiec. W tym roku rosyjska spółka nie wykupiła jednak nic, w ogóle nie przystąpiła do aukcji. Dzięki temu te moce przesyłowe są w całości do naszej dyspozycji, o ile oczywiście będziemy chcieli to wykorzystać. 

Zapowiadana jest budowa bloku gazowego w Ostrołęce. Pytanie tylko: czy i kiedy zostanie ta inwestycja zrealizowana. Skąd weźmiemy gaz do tej elektrowni?
Ma być oparta na gazie, który płynie do nas z Litwy, ale przecież Litwa nie ma własnego gazu, importuje go z Rosji. 

Czy to wszystko oznacza, że nadal jest jeszcze jakaś szansa dla węgla i to mimo polityki klimatycznej Unii?
Oczywiście. Problem polega na tym, że nadal nie ma niczego, co zastąpiłoby węgiel w ciągu co najmniej najbliższych 40 lat. Sądzę, że mimo tego groźnego PR, propagandy – nic węglowi nie grozi. Zamykanie kopalń jest bez sensu, bo zamiast wydobywać własny surowiec, będziemy go sprowadzać z zagranicy. To może być import wielkości nawet 50 mln t. Elektrownie nadal będą węglowe, pytanie tylko jakiego pochodzenia paliwo będzie w nich spalane.

Wszystko to jest tylko kwestią decyzji politycznych. Wystarczy tę wajchę przełożyć na drugą stronę i pojawi się zapotrzebowanie na polski węgiel. Marnowanie własnych zasobów nie jest dobre.

Czy pana opinia co do realności budowy elektrowni atomowej w Polsce się zmieniła? Już trzecia spółka: Francuzi, po Koreańczykach i Amerykanach, starają się o udział w realizacji naszego programu jądrowego.
Problem polega na tym, że nie ma już zapotrzebowania na atom. Jego czas się skończył, a zostały firmy będące w posiadaniu technologii, mocy przerobowych. Próbują to sprzedać, czemu trudno się dziwić. A ponieważ Polacy podejmują takie jakieś dziwne decyzje, to firmy próbują skorzystać z okazji. Moim zdaniem, to wszystko rozbije się o finanse. Poza tym Niemcy nie pozwolą, by tuż za ich granicą ktoś budował atom, i to w czasie, gdy oni swoje własne zamykają. Niedawno na Odrze był pierwszy protest organizacji polskich i niemieckich.

Tych protestów będzie coraz więcej. Wcześniej czy później, jeśli zakręcą nam kurek z pieniędzmi z UE, to zrezygnujemy z budowy atomu. Mam wrażenie, że właśnie o to chodzi. By doprowadzić do sytuacji, kiedy będzie można wycofać się z tej obietnicy z twarzą. Nawet złotówki nie postawiłbym w zakładzie na to, że polska elektrownia atomowa zostanie zbudowana.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Znieśli zakaz budowy nowych elektrowni jądrowych

Szwajcarski parlament zatwierdził zniesienie zakazu budowy nowych elektrowni jądrowych, obowiązującego od 2017 r. Kraj reaguje na przewidywany wzrost zużycia energii elektrycznej i obawy o bezpieczeństwo dostaw, zwłaszcza w miesiącach zimowych. Nie podjęto jednak jeszcze decyzji w sprawie ewentualnej budowy nowych bloków.

Naciskają na inwestycje w paliwa kopalne

Po TotalEnergies Biały Dom osiągnął porozumienie z kolejną firmą energetyczną, tym razem  Invenergy. Otrzyma ona rekompensatę w wysokości prawie 800 mln USD za wycofanie projektów morskich elektrowni wiatrowych i zainwestowanie środków w eksploatację gazu ziemnego. 

Teren pokopalnianego szybu Ryszard II zyskał drugie życie. Teraz to chętnie odwiedzane miejsce

W miejscu nieczynnego, pokopalnianego szybu Ryszard II w Pszowie powstał atrakcyjny teren do aktywnego spędzania czasu. Ostatnio świetnie upiększyli go uczniowie miejscowych szkół.

Gaz System podjął decyzję o budowie drugiego gazowego terminala pływającego

Gaz System podjął decyzję o budowie drugiego pływającego terminala w Zatoce Gdańskiej - poinformował we wtorek premier Donald Tusk. W wyniku badania zapotrzebowania rynku spółka zdecydowała o zwiększeniu przepustowości planowanego terminala z 4,5 mld m sześc. do 6,1 mld m sześc. gazu rocznie.