Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.50 PLN (0.00%)

KGHM Polska Miedź S.A.

356.65 PLN (+5.83%)

ORLEN S.A.

143.86 PLN (+2.03%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.92 PLN (+3.41%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.66 PLN (+1.73%)

Enea S.A.

21.68 PLN (+2.17%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (-2.06%)

Złoto

4 734.19 USD (+0.62%)

Srebro

86.55 USD (+8.29%)

Ropa naftowa

104.30 USD (+0.14%)

Gaz ziemny

2.93 USD (+5.67%)

Miedź

6.47 USD (+3.51%)

Węgiel kamienny

111.60 USD (-0.31%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

28.50 PLN (0.00%)

KGHM Polska Miedź S.A.

356.65 PLN (+5.83%)

ORLEN S.A.

143.86 PLN (+2.03%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

10.92 PLN (+3.41%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.66 PLN (+1.73%)

Enea S.A.

21.68 PLN (+2.17%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (-2.06%)

Złoto

4 734.19 USD (+0.62%)

Srebro

86.55 USD (+8.29%)

Ropa naftowa

104.30 USD (+0.14%)

Gaz ziemny

2.93 USD (+5.67%)

Miedź

6.47 USD (+3.51%)

Węgiel kamienny

111.60 USD (-0.31%)

Przed laty wraz z rodziną udał się na przechadzkę nad Morskie Oko, dziś zdobywa szczyty

1733391914 ferdyanjagoda arc

fot: arc. domowe

Michał Ferdyan z Tomaszem Jagodą na szczycie Klin w słowackich Tatrach

fot: arc. domowe

Nieważne, jaką mamy akurat porę roku. Nieważne, czy świeci słońce, czy pada deszcz lub śnieg. Góry pociągają swym pięknem, majestatem i tajemniczością. Warto więc ruszać przed siebie na kolejną wędrówkę. Na szlak zabiera nas tym razem Michał Ferdyan, były kierownik robót górniczych kopalni Knurów-Szczygłowice, następnie naczelny inżynier ruchu Bielszowice kopalni Ruda, a dziś główny inżynier górniczy w spółce JSW Szkolenie i Górnictwo.

– W szkole średniej, czyli w odległych latach osiemdziesiątych, w ramach wycieczek klasowych wybieraliśmy kierunki górskie. Były to Beskidy lub Sudety. Polubiłem wijące się szlaki i zdobywanie zielonych szczytów, tym bardziej że chodziliśmy w gronie rówieśników. Było bardzo wesoło i można było poczuć wolność. Ale życie życiem. Po podjęciu pracy w kopalni Szczygłowice przerzuciłem się na wielokilometrowe objazdy i kontrole po wyrobiskach karbońskich, często o sporym nachyleniu. Kontakt z górami ograniczyłem tylko do jazdy na nartach – opowiada Michał Ferdyan.

Kilkanaście lat temu, podczas wakacji na Podhalu, wraz z rodziną udał się na przechadzkę nad Morskie Oko. Jak wspomina, był zdegustowany asfaltową drogą i tłumem ludzi, którzy zmierzali do tego samego celu. Jednak malowniczy widok przepięknie położonego jeziora wynagrodził mu wszelkie niedogodności. Plany kolejnych wypraw w góry przerwała pandemia koronawirusa. Długo oczekiwany wyjazd w końcu doszedł do skutku.

– Za namową syna Tomasza ruszyliśmy na pierwszą wyprawę skitourową. Cel: Gęsia Szyja. Wcześnie rano pobudka, puste drogi, po dwóch godzinach z małym hakiem byliśmy w Zakopanem. Z pełnym ekwipunkiem ślizgaliśmy się niebieskim szlakiem w stronę Wiktorówki. Po drodze spotkaliśmy zaledwie kilkanaście osób. Przed kaplicą na schodach odpięliśmy narty i dalej pognaliśmy w butach, by dotrzeć na Rusinową Polanę. Było bardzo stromo. Powoli wdrapaliśmy się na szczyt 1489 m n.p.m. Pięknie rozciągał się widok na rozległą panoramę Tatr. Ale najlepsze było przed nami, czyli zjazd. Rusinowa Polana to prawdziwa Mekka dla skitourowców, można czerpać radość ze skrętów na śnieżnym puchu. I taki był wstęp do przedsionka najwyższych polskich gór, zaledwie dotknięcie – wspomina Michał Ferdyan.

Jednak prawdziwa przygoda z Tatrami zaczęła się dla niego jesienią 2021 r. Świeżo upieczonemu emerytowi górniczemu brakowało ruchu. Za namową kolegi ze studiów, Tomasza Jagody, również emeryta, byłego głównego inżyniera strzelniczego z bytomskiego Bobrka, przekroczył barierę 2000 m n.p.m.

– Pamiętam jak dziś, był piękny, pogodny wrzesień, godzina siedemnasta, wyjazd, nocleg w Kościelisku, szybkie spanie, wczesna pobudka. Kolejką Rakoń ruszyliśmy w głąb Doliny Chochołowskiej, dalej czerwonym szlakiem w górę. W pewnym momencie złapałem się za głowę. Do stu tysięcy dzikich zwierząt! – jak stromo! – krzyknąłem. Chyba nie wiedziałem, na co się piszę, ale w końcu Kończasty Wierch, 2002 m n.p.m., został zdobyty. Kolejnym celem stał się Starorobociański Wierch, 2176 m n.p.m. Tym razem zdobyłem się na wyprawę z córką Anią. Wykonaliśmy kółko: Giewont, Kopa Kondracka, Kasprowy Wierch, a schodząc z góry w stronę Kuźnic, usłyszeliśmy bardzo głośny ryk. To bynajmniej nie był jeleń na rykowisku, a najprawdziwszy niedźwiedź, który przypomniał nam, kto tu rządzi. Wszyscy turyści na szlaku zamarli. Na szczęście mieszkaniec lasu nie pokazał się nam osobiście. Można było zatem wracać na szlak – opowiada Michał Ferdyan.

Kolejne przygody na szlaku nie przyprawiały już o dreszcz emocji, jak było w przypadku niedźwiedzia, ale również utkwiły w pamięci początkującego zdobywcy górskich szczytów. Wypatrując okna pogodowego, z początkiem października, wraz z dwójką kolegów, Tomaszem i Andrzejem, zaplanowali kolejny wypad w góry, zamawiając noclegi w okolicach Szczyrbskiego Jeziora.

– Zamierzaliśmy zdobyć Rysy od strony słowackiej. Pogoda kompletnie się nie sprawdziła. W okolicach Chaty pod Rysami widoczność ograniczona była do około trzech metrów. W schronisku próbowaliśmy poczekać na lepsze warunki. Po dwóch godzinach zapadła desperacka decyzja – w drogę! We mgle, wypatrując kolejnych oznaczeń szlaku, zdobyliśmy szczyt. Po krótkiej sesji zdjęciowej kolega Tomek wypowiedział pamiętne słowa: „Jeszcze tu wrócimy, ale przy dobrej pogodzie i od strony Polski”. Niestety, jak się później okazało, dla niego była to ostatnia wysokogórska wyprawa i początek walki z chorobą. Ja zaś wyciągnąłem wnioski z zamawiania noclegu zbyt wcześnie i nietrafionej pogody. Wykorzystałem za to zamiłowanie do majsterkowania i przerobiłem mojego vana na minikampera. Od 2022 r. wyjazdy w Tatry odbywały się z noclegiem w samochodzie. Sezon rozpocząłem z moją córką Anią zdobyciem Świnicy od strony Zawratu. Później przenieśliśmy się na stronę słowacką, aby wejść na Rohacze i Trzy Kopy. Po raz pierwszy na żywo spotykaliśmy świstaki, bardzo zabawne zwierzątka – opowiada o swoich wrażeniach Michał Ferdyan.

Z końcem października ub.r. zdecydował się na samotne wejście na Rysy, od strony południowej, przy idealnej, słonecznej pogodzie. Było 17 stopni C. Z wyjazdu na wyjazd stawał się coraz bardziej doświadczonym wspinaczem. Zbierał też skrzętnie mapy i przewodniki górskie, a wśród nich starą, papierową mapę Tatr. Flamastrem zakreślił dotychczas przebyte szlaki.

– Graficzny obraz nasunął mi myśl, aby zagęścić te „kółeczka” i przejść całe polskie Tatry. Wkrótce powstał kolejny wężyk na mapie: Czerwone Wierchy i Ornak. Dolina Pięciu Stawów i Szpiglasowy Wierch zagęściły pajęczynę. Bieżący rok był intensywny pod względem wędrówek. I tym razem rozpocząłem go wraz z córką, przechodząc z Kuźnic przez przełęcz Krzyżne i Piątkę do Palenicy Białczańskiej. Kolejny wyjazd zaplanowaliśmy w Tatry Zachodnie. Rowerem typu tandem dojechaliśmy do schroniska w Dolinie Chochołowskiej, wzbudzając nie lada sensację wśród turystów. Przeszliśmy przez Jarząbczy Wierch, Łopatę, Wołowiec, na Grzesiu skończywszy. A w czerwcu niestety zmarł mój najlepszy przyjaciel Tomek Jagoda. Postanowiłem spełnić jego marzenie i zaatakować Rysy od strony Polski. Droga na szczyt była jedną wielką modlitwą, a łańcuchy w moich dłoniach przesuwały się jak paciorki różańca. Przed oczyma stawały obrazy z 36-letniej znajomości. Na dachu Polski stanąłem po raz trzeci właśnie dla Niego. Myślałem, że na tym zakończę, ale za namową Ani: „Tato, dasz radę”, postawiłem kropkę nad „i”. Ruszyłem na Orlą Perć. To była z pewnością najbardziej wyczerpująca wędrówka mojego życia. Trudy ciężkiej i bolesnej wspinaczki wynagradzały na szlaku przepiękne fioletowe kwiatki, dzwonki okrągłolistne. A nakreślony plan? Cóż, został wykonany. Podsumowując moją czteroletnią włóczęgę po najwyższych polskich szczytach, mam pod stopami 306 km szlaku i 20 855 m przewyższenia, na co złożyło się 16 wyjazdów. A moje wspomnienia na łamach „Trybuny Górniczej” chciałbym zadedykować mojemu przyjacielowi Tomaszowi Jagodzie, który zdobył już tę najwyższą z gór, której nazwa brzmi Niebo. No i oczywiście zachęcam gorąco do górskich wędrówek. Nie ma jak aktywny sposób spędzania czasu wolnego – podsumowuje Michał Ferdyan.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

POKAZ MODY KZ 21

Wielki piec i moda? To był bardzo udany wieczór. Zobacz ZDJĘCIA

Sobotnie wydarzenie to była zapowiedź nowej roli Wielkiego Pieca, który przechodzi transformację i już w przyszłym roku stanie się nową przestrzenią miejską dla sztuki, edukacji i spotkań społecznych. Na realizację tego zadania miasto pozyskało ponad 66 mln zł z Programu Fundusze Europejskie dla Śląskiego 2021–2027 oraz blisko 9,5 mln zł z budżetu państwa. Przypomnijmy - 9 maja odbył się pokaz mody inspirowany Wielkim Piecem Huty „Pokój”.

Można już zwiedzać strażnicę ogniową kopalni Saturn

Zabytkowy budynek straży ogniowej znajduje się przy ul. Dehnelów. Miasto przejęło go kilka lat temu. Koszt prac oszacowano na ponad 4 mln zł.

1758694244 wielki piec

Wielka moda i Wielki Piec? To ma sens

W najbliższą sobotę, 9 maja, o godz. 20.00 na placu Jana Pawła II w Rudzie Śląskiej – Nowym Bytomiu odbędzie się pokaz mody inspirowany Wielkim Piecem Huty „Pokój”. Autorką kolekcji „Alchemia Wielkiego Pieca” jest Joanna Decowska. Po prezentacji wystąpi Marcin Wyrostek z zespołem Corazon. Wydarzenie odbędzie się w ramach realizacji projektu „Wielki Piec Huty Pokój – Centrum Transformacji w Rudzie Śląskiej”. Wstęp wolny.

Bytomski Rozbark. Od pięknych kamienic po kopalnie węgla

„Śladami zabytków i górnictwa w Rozbarku”  - taki tytuł miała kolejna prelekcja bytomskiego historyka Tomasza Saneckiego. Jej tematem były piękne zabytkowe kamienice, postindustrialne obiekty po dawnych kopalniach węgla kamiennego oraz rud cynku i ołowiu, a także górujący nad dzielnicą neoromański kościół pw. św. Jacka.