Myśliwy, to nie bestia

Mysliwy stanek K2 ARC

fot: ARC

Ambona jest doskonałym miejscem obserwowania przyrody, nie trzeba od razu strzelać

fot: ARC

Mirosław Stanek przekonuje, że nie zna większego rarytasu od rosołu z bażanta. Ten przysmak przede wszystkim kojarzy mu się z przepyszną zupą, jaką ongi przyrządzała jego babcia z kogutka.

Dopełnieniem tamtego wyśmienitego rosołu był makaron babcinej roboty. Stanek – by zachować ów niezapomniany smak i zapach – przed ugotowaniem ustrzelonego bażanta sam ugniata mąkę z jajkami, wodą i z odrobiną mleka, sam wałkuje i suszy ciasto, po czym kroi je w cieniutkie niteczki. Niedoścignioną specjalistką w przyrządzaniu pieczeni z dzika w kompozycji z ziół jest natomiast żona pana Mirosława. Spod rąk teściowej wychodzi dla odmiany najsmaczniejszy pasztet z zająca.

Mirosław Stanek zjechał na Śląsk po ukończeniu Technikum Mechanicznego w Wieluniu. W 1979 r. rozpoczął studia w Politechnice Śląskiej w Gliwicach, gdzie uzyskał dyplom inżyniera górnika z zakresu projektowania i budowy kopalń. Później przez 22 lata pracował w bytomskim Przedsiębiorstwie Budowy Szybów. Przed dwoma laty przeszedł do pracy w Wyższym Urzędzie Górniczym, gdzie pełni rolę głównego specjalisty w Departamencie Górnictwa. Od lat mieszka w Bytomiu, acz po dawnemu okolice Wielunia traktuje jako swoją „małą ojczyznę”. Tu, na kawałku ziemi, odziedziczonej po rodzicach i teściach, zbudował dom, w którym Stankowie bywają w każdy urlop i weekend. Tu od lat jest też związany z – gospodarującym na kilkuset hektarach – Kołem Łowieckim nr 13 „Odyniec”, położonym w gminie Czarnożyły.

Pierwsze grosze z nagonki

– Łowiectwem zaraziłem się już jako młody chłopak. Tata, pracujący wówczas w gliwickim Hutniczym Przedsiębiorstwie Remontowym, był ustawicznie w delegacji. Na ogół wracał do domu na niedziele. Na głowie mamy i trójki synów pozostawało niewielkie, trzyhektarowe gospodarstwo, które trzeba było obrobić. Praca w polu była naturalnym kontaktem z przyrodą. Pośród szkolnych i domowych obowiązków niecodzienną atrakcją było dla mnie uczestniczenie w nagonce podczas polowań. Dla mnie była to nade wszystko świetna zabawa, choć też sposobność do samodzielnego zarobienia paru groszy na własne wydatki – wspomina swoje pierwsze kontakty z łowiectwem.

Przepustka na wyjście z domu

– W obrębie Koła Łowieckiego „Odyniec” – tłumaczy Mirosław Stanek – sąsiadują z sobą dwa biotopy: leśny i polny. Na tym pograniczu żyje bażant, kuropatwa, zając, królik, lis, a także sarna, dzik i jeleń.

Stanek przekonuje, że pozyskiwanie zwierzyny jest tak naprawdę drugorzędnym z zajęć myśliwego. Smak rosołu z bażanta i pieczeni z dzika w ziołach jest więc tylko kulinarnym ornamentem uprawianej przezeń pasji.

– Codzienność myśliwego i największy urok tej pasji, to bycie na łowisku, to obserwacja, tropienie i podchodzenie zwierzyny, to urządzanie karmików, paśników i podsypów na najtrudniejszy dla niej okres, to reagowanie na wszystko, co złego dzieje się w przyrodzie – wyjaśnia Stanek.

\"\"Mirosław Stanek wraca z lasu psychicznie wypoczęty, a jego ulubienica Alfa - wybiegana
fot. ARC












– Sztucer zarzucony na ramię jest swoistym paszportem do legalnego wyjścia z domu na kilka godzin. Nikt mi wtedy nie zarzuci, że nic nie robię. Towarzyszką tych wypraw po lasach i oczeretach wzdłuż rzeczki Pyszna jest moja ulubienica Alfa, wyżeł szorstkowłosy. Stanowimy harmonijny duet. Ja wracam fizycznie zmęczony, ale psychicznie wypoczęty, zaś Alfa – wybiegana – dodaje myśliwy.

Odwieczny porządek

W przyrodzie – jak wynika z tych obserwacji – panuje zdumiewający porządek rzeczy.

– Z zegarkiem w ręku, niemal co do minuty, można określić, kiedy o świcie zaczynają się budzić konkretne gatunki ptaków. W porannym koncercie świergolenia, śpiewania, gwizdania i pohukiwania raptem – niczym uciąć – cichną jedne głosy, a po nich pobrzmiewają „melodie” kolejnych gatunków ptaków. Podobnie ze zwierzyną. Wiadomo, że z rana pierwszy wyjdzie zając, po nim sarna, a po niej lis... Taki sam porządek widać o zmierzchu: ostatnie wyjdą na żer dziki i jelenie – opowiada Mirosław Stanek.

Oczywiście, nieodłącznym elementem myślistwa jest samo polowanie.

– Uwielbiam to na drobną zwierzynę, zwłaszcza na bażanty – wyznaje Mirosław Stanek. Ale nie mniej ważnym od przyniesionego do domu bażanta jest także koloryt polowań, tradycje i osobliwości łowieckiego światka. Stanek sypie wieloma opowieściami o takich niecodziennych przygodach.

– Koniec polowania. Z przyjaciółmi siedzimy przy ognisku, nad którym jest zawieszony kociołek. W środku pyrka pieczonka, kusząc wonią prawie gotowego już posiłku. Raptem Alfa robi stójkę, sygnalizując, że opodal jest bażant. Klepnąłem się w kolano – to taki nasz szyfr porozumiewania się z psem – i uprzedzam kolegę, że tuż-tuż jest bażant. Był. Siedział 3 metry od ogniska i nie miał odwagi się zerwać. Kolega przyszykował broń, ale – choć kogut wyfrunął – nie strzelił. „Wiesz, był taki fajny, że mi go było szkoda” – odpowiedział na moje pytanie, dlaczego nie pociągnął za spust.

Stanek wspomina też spotkanie z jeleniem: – Zmierzch. Stoję na ambonie na skraju lasu. Kompletna cisza. Wokół rozpościera się welon mgły. Raptem wiatr przegonił tuman i oto naprzeciw mnie, w odległości mniej więcej 8-10 metrów, stoi piękny jeleń. Nie potrafię wyjaśnić, skąd się wziął. Ot, zajrzeliśmy sobie w oczy, po czym każdy poszedł w swoją stronę – wraca do jeszcze jednego z niezwykłych zdarzeń na łowisku.

Mirosław Stanek odżegnuje się przy tym od spojrzenia na myślistwo jako na „krwiożerczą”, snobistyczną fanaberię.

– Wśród moich kolegów w łowiectwie są ludzie rozmaitych profesji: leśnicy, zawodowi kierowcy, biznesmeni, lekarze, aktorzy... Zapewniam, że większość z nich obcowanie z przyrodą przedkłada nad strzelanie do zwierzyny – argumentuje.

Z bronią niczym z żoną

Stanek dodaje, że uprawiane przezeń hobby wcale nie jest też specjalnie kosztowne.

– Mam austriacki sztucer i włoską dubeltówkę. Kiedy je kupowałem, bardziej doświadczeni koledzy pouczyli mnie, że z bronią jest tak, jak z żoną. Kup nową i ona ci starczy na całe życie – radzili. Zastosowałem się do ich podpowiedzi. Natomiast codzienne wydatki, związane z uprawianiem myślistwa, mieszczą się mniej więcej w koszcie butelki wódki na miesiąc. A że nie piję i nie palę, więc sądzę, że nie jestem szczególnie rozrzutny – śmieje się Mirosław Stanek.





MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Emigranci za chlebem. Niezwykłe losy polskich górników we francuskich kopalniach

Trudno dzisiaj oszacować, ilu Ślązaków i Zagłębiaków wyjechało przed drugą wojną światową do pracy we Francji. Ich ciekawe historie warte są zachowania.

Letnie święto na Nikiszu. Odpust u Babci Anny

Tegoroczny Jarmark u Babci Anny odbędzie się w niedzielę, 26 lipca. Jak zwykle będzie towarzyszył odpustowi w parafii św. Anny w katowickim Nikiszowcu.

W głębi ziemi i serc – wspomnienie św. Kingi. Górnicy solni uczcili swoją patronkę

24 lipca, w dniu liturgicznego wspomnienia św. Kingi – patronki górników solnych – w niezwykłej scenerii Kaplicy św. Kingi, położonej 101 metrów pod ziemią, odprawiona została uroczysta Msza Święta. Jak co roku podziemna świątynia zgromadziła tych, którzy od pokoleń powierzają swojej Patronce trud codziennej pracy, bezpieczeństwo kopalni oraz pomyślność całej wielickiej społeczności.

Carbotech w Łaźni Moszczenica. Elektroniczne brzmienia w industrialnej przestrzeni

Jastrzębie-Zdrój zyska nowe wydarzenie na kulturalnej mapie miasta. W sobotę, 1 sierpnia 2026 r., w Łaźni Moszczenica odbędzie się pierwsza edycja Carbotech — imprezy łączącej surową, pokopalnianą przestrzeń z muzyką elektroniczną.