Mówi o sobie „zakapior z Wujka”...

1324639513 zakapior jech

fot: Jerzy Chromik

- Piszę dla siebie i oceny tak zwanych znawców są mi całkowicie obojętne - mówi Jacek Golik

fot: Jerzy Chromik

Jacek Golik. Sam mówi o sobie "zakapior z Wujka". Wielkie, zwaliste chłopisko o mocarnych dłoniach. Te ręce nieraz już przebierały zawał, niosąc pomoc uwięzionym w nim kolegom. Natomiast spoglądając na nie, aż wierzyć się nie chce, że równie sprawnie operują piórem i delikatnie trącają struny gitary.

 

Po pióro - z komputerową klawiaturą jakoś trudno mu się oswoić - zazwyczaj sięga w momentach szczególnych, a więc na ogół w chwilach wielkich dramatów, kiedy chce zatrzymać i utrwalić związane z nimi przeżycia. Ale z natury jest też typem jajcarza, lubującego się w pastiszach i panegirykach, w których bez przesadnej uszczypliwości żartobliwie przerysowuje cechy, charaktery i słabostki przede wszystkim swoich kolegów, ratowników górniczych.

Golik zwalnia mnie od przedstawiania swojej biografii. Sam robi to w gawędzie "Śpiewajmy głośno, że pamiętamy... z akcji nie wrócili", zamieszczonej w książce "Życie po wypadku w kopalni", wydanej niedawno staraniem Związku Zawodowego Ratowników Górniczych w Polsce, Głównego Instytutu Górnictwa w Katowicach i Fundacji Rodzin Górniczych. Oto jej fragmenty:

"Mam 46 lat, pracuję jako ratownik górniczy 18 lat, czyli w zawodzie jestem pełnoletni. Do ratownictwa poszedłem późno, bo dopiero w wieku 27 lat, ale może to i dobrze, bo patrzyłem na to z perspektywy doświadczonego już górnika, a nie młokosa. W międzyczasie otarłem się o oddział wydobywczy, likwidację, regenerację, a także oddział transportu materiałów. Pozwoliło mi to na szersze spojrzenie na górnictwo, na zdobycie niezbędnego doświadczenia".


Wezwania Halemby

Niżej są wspomnienia z ratowniczej kariery: "Jest kopalnia - myślę o Halembie - która co najmniej trzy razy stanęła już na mojej drodze, w różnoraki sposób wzywając mnie na pomoc. Pierwszy kontakt był najniebezpieczniejszy, gdyż jako czteroletni ratownik uczestniczyłem w niej w akcji pożarowej. Rokowania były dobre, mało tlenków, w miarę niskie stężenie innych gazów, a budowa "korków" odbywała się w dobrej widoczności. Z Wujka byliśmy jednym zastępem zgranych i zaradnych zakapiorów. (...) Zamykanie poszło szybciej, sprawniej i już po półtorej godzinie pracy "korki" jednocześnie zostały zamknięte. Wyjechaliśmy do góry i wróciliśmy do siebie. Okazało się, że 20 minut po naszym wyjeździe w polu pożarowym nastąpił potężny wybuch i wszystkie trzy tamy przestały istnieć. Dosłownie wymiotło je z chodników. Nad nami czuwał dobry anioł stróż. Gdyby nie to, tych wspomnień nie miałby kto napisać".


Zbyszek żywy!

Inny epizod: "Halemba odezwała się po raz drugi - zasypało Nowaka. Z CSRG wyjeżdżamy pogotowiem na akcję. Mam w zastępie nowych i jednego trójmiesięczniaka. A zastęp ma być jak jedna dłoń, w której każdy palec robi to, co każe rozum. Rozumem jest zastępowy, czyli ja. Znowu moje ratownicze szczęście wzięło górę. W praniu okazało się, że chłopcy, to doświadczone ratowmany. (...) Mozolna odbudowa chodnika. Masa roboty. Ciepło i ciasno. Pęcherze na kolanach. (...) Minęła sobota, niedziela... W poniedziałek gruchnęła wieść, że dotarli do Zbyszka Nowaka. Do ŻYWEGO Zbyszka Nowaka. To był cud! Szaleliśmy z radości. Sami od niedzieli nie jeździliśmy na Halembę, bo wyskoczył zawał i zasypało górnika w Siltechu. (...) Choć więc fizycznie nie wyciągałem Zbyszka Nowaka, to jednak poczuwałem się do tego sukcesu. (...) To był promyk słońca w pochmurny dzień".

W pieśni-hymnie - to jego krótki fragment - Golik napisał przed 14 laty:

Kiedy w lutym uderzył w nas cud,
Byliśmy w pełni euforii.
Lecz przyszedł listopad i z nut
odpadły nam takty glorii.
My wiemy, że taki nasz los,
choć znakiem nasz krzyż nadziei.
My znamy natury cios,
nie wszystko zawsze się klei.


Esencje goryczy i radości

Jacek Golik po pióro sięga bowiem w takich właśnie, szczególnych okolicznościach. Uciekał się do niego również przytłoczony m.in. tym, co działo się w Wujku na początku stanu wojennego. Chwycił za nie także, kiedy od kolegów - sam był wówczas poza Śląskiem - dowiedział się, że z gruzów zawalonej hali Międzynarodowych Targów Katowickich wydobywali zamarznięte dzieci. W czasie akcji pod ziemią widział niejedno, czego nie da się wypchnąć ani sprzed oczu, ani z pamięci, ale wyobrażenie tych dzieci było dla niego szczególnie trudne do zniesienia.

Wiersze pisał od szkoły średniej.

- Taką mam, widać, dziwną duszę - wyjaśnia.

Nie tylko pisał.

- Na świadectwie maturalnym z polskiego miałem wprawdzie tylko czwórkę, niemniej już w czasach szkolnych lubiłem deklamować, brałem udział w konkursach recytatorskich, grywałem na gitarze, śpiewałem, ba, prowadziłem nawet własny kabaret. I tak mi, widać, zostało - śmieje się.

Swoje wiersze i teksty prozatorskie Jacek Golik trzyma w postaci luźnych kartek w pękatym zeszycie w domowej szufladzie. Wyjąwszy wydawnictwa CSRG nie jest specjalnie zainteresowany ich publikowaniem. Nie z lęku przed ewentualnymi, druzgocącymi opiniami krytyków.


Najszczersze recenzje

- Piszę dla siebie i oceny tak zwanych znawców są mi całkowicie obojętne. Jedynym wyjątkiem są moi koledzy-ratownicy. Bywa, że czytam im to, co napisałem, ale zdarza się też, że sami proszą - a szczególnie kiedy któryś z przyjaciół odchodzi na emeryturę - żebym przygotował jakiś pożegnalny panegiryk na jego temat. Kiedy później słyszę: "Stary, to jest to!", to trudno o większą pochwałę i frajdę. Taka satysfakcja jest lepsz od kilku wydanych tomików wierszy i pieniędzy z honorariów. A co najważniejsze, wiem, że są to opinie szczere. O ile zna pan ratowniczy światek, to doskonale pan wie, że obce jest mu wazeliniarstwo. Gdyby więc koledzy uznali, że moje wiersze są do dupy, to walnęliby mi to na odlew bez fałszywego bełkotu - mówi Jacek Golik.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Kopalnia Wegla Kamiennego Andaluzja 1579260 Fotopolska Eu

Andaluzja ze Śląska – historia kopalni, o której pamiętają w Piekarach Śląskich

Nazwa Andaluzja na świecie kojarzy się oczywiście z regionem w Hiszpanii, słynącym z gorącego klimatu, piaszczystych plaż oraz fascynującego dziedzictwa kulturowego łączącego wpływy europejskie i arabskie. Z kolei dla mieszkańców Piekar Śląskich (i okolicznych miejscowości) Andaluzja to kopalnia, w której przez ponad 100 lat fedrowano węgiel. „Anda” – jak nazywali ją miejscowi – była jednym z filarów lokalnego przemysłu, a jej historia zakończyła się w 2014 r., kiedy wyburzoną wieżę wyciągową ostatniego i zarazem najstarszego szybu

30 czerwca z kopalni Paryż wyjechał symboliczny ostatni wagonik węgla

Dzisiaj, 30 czerwca 2026 r., mija 31 lat od wydobycia ostatniej tony węgla w kopalni Paryż w Dąbrowie Górniczej. To jeden z najsłynniejszych zakładów w mieście. Co ciekawe, gdy z kopalni wyjeżdżał ostatni wagonik z węglem, w zakładzie pracowało jeszcze 1000 osób.

Paweł Nowak z ZG Sobieski wraca z Hiszpanii ze złotem!

Paweł Nowak, mistrz świata w zośce i pracownik Zakładu Górniczego Sobieski reprezentował Polskę podczas Mistrzostw Europy w Zośke 2026 w Hiszpanii. Pokazał tam swoje niezwykłe umiejętności w footbagu i przywiózł komplet medali, w tym najcenniejszy złoty!

Kryminał na wakacje: „Nie ma głupich”, czyli Harlan Coben nadal w formie

Trudno zliczyć kryminały i thrillery, które amerykański pisarz Harlan Coben ma już na swoim koncie. Na polski wydawniczy rynek trafiła właśnie kolejna pozycja. Kryminał „Nie ma mocnych” posiada to wszystko, czym charakteryzują się książki Cobena: błyskotliwą intrygę, zwroty akcji, tajemnice i dobrze scharakteryzowanych bohaterów.