Motoryzacja: Zmiana nawyków transportowych wynikających z pandemii dla części ludzi może być trwała

fot: Krystian Krawczyk

Pierwsze obostrzenia pandemiczne dotyczące transportu publicznego i mobilności wprowadzono w Polsce 31 marca 2020 r.

fot: Krystian Krawczyk

Po pandemii pasażerowie mogą nie wrócić do transportu publicznego - uważają eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dodali, że samorządy miejskie będą musiały zmierzyć się z większym ruchem samochodowym.

Zmiana nawyków transportowych wynikających z pandemii dla części ludzi może być trwała - wskazuje PIE cytując badania ankietowe z 2020 r. na mieszkańcach Gdańska. Wynika z nich, że 44 proc. respondentów zadeklarowało zmniejszenie częstotliwości korzystania z publicznego transportu miejskiego, a 47 proc. rezygnację. Ankietowani za powód takich zmian podawali głównie przejście na zdalny tryb pracy lub edukacji, ale też strach przed zakażeniem koronawirusem w środkach transportu masowego.

Wśród osób, które zrezygnowały z tej formy przemieszczania się, 42 proc. zaczęło korzystać z prywatnego pojazdu. To właśnie jeden z powodów, przez który zmiana częstotliwości używania publicznego transportu może być trwała - wskazano w najnowszym wydaniu Tygodnika Gospodarczego PIE.

Badani, którzy deklarują, że po ustaniu zagrożenia pandemią nie powrócą do dawnych nawyków korzystania z tej formy przemieszczania się (26 proc. ankietowanych ogółem), wskazują też a trwałe obniżenie poczucia bezpieczeństwa korzystania z miejskich autobusów i tramwajów.

Jak wskazano, istotnymi czynnikami wpływającym na poczucie bezpieczeństwa w środkach publicznego transportu były dla większości respondentów: liczba pasażerów i ich zachowanie (respektowanie reżimu sanitarnego, np. noszenie maseczek) oraz warunki higieniczne np. dezynfekcja wnętrza pojazdu.

Zdaniem PIE te spostrzeżenia oznaczają, że po pandemii samorządy miejskie będą musiały zmierzyć się z wyzwaniem większego ruchu samochodowego i zmniejszonego popytu na usługi transportu miejskiego, a zarazem większymi wymaganiami w zakresie bezpieczeństwa higienicznego.

Analitycy przypomnieli, że pierwsze obostrzenia pandemiczne dotyczące transportu publicznego i mobilności wprowadzono w Polsce 31 marca 2020 r. - uznano, podobnie jak w innych państwach, że transport może być kanałem transmisji choroby. Określono, że w środkach transportu publicznego, takich jak autobusy miejskie czy pociągi, może być zajętych jedynie 50 proc. miejsc. Poza odgórnymi regulacjami pandemia wpłynęła także na oddolną zmianę zachowania - zwróciło uwagę PIE.

W ocenie ekspertów mobilność zmieniła się w zależności od warunków socjoekonomicznych.

- Pod względem czasu codziennego, krótkodystansowego przemieszczania się, który średnio spadł o 66 proc., najmniejszą zmianę obserwować można wśród osób wykonujących pracę fizyczną i taką, która nie może być wykonywana z domu - stwierdzili.

- Zaznaczyli, że nawet w takich grupach czas korzystania z różnych form transportu spadł o połowę - wynika to z unikania wyjazdów poza dom w celach rozrywkowych czy innych niż zawodowe i konieczne konsumpcyjne. Uczniowie i studenci oraz osoby wyjątkowo zagrożone skutkami zakażenia koronawirusem zmniejszyli czas przemieszczania się nawet o 80 proc. - podkreślili.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wiadukt nad ul. Mikołowską w Katowicach coraz bliżej finału

Na ul. Mikołowskiej w Katowicach ruszył kolejny, jeden z ostatnich etapów prac drogowych związanych z przebudową wiaduktu kolejowego. Od weekendu kierowcy korzystają ze wschodniej części jezdni pod obiektem, co pozwala wykonawcy na wymianę nawierzchni po drugiej stronie ulicy. Pełny powrót do ruchu dwukierunkowego planowany jest na 31 sierpnia 2026 r.

Górnicza spółka sprzedaje tanie mieszkania. Sprawdziliśmy ceny

Licytacje nieruchomości prowadzone przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń przyciągają niskimi cenami. Sprawdziliśmy, jak wyglądają oferty najtańszych mieszkań w Bytomiu.

ZUS padł ofiarą ataku hakerskiego. Czy twoje dane są bezpieczne?

Zarabiasz tyle? GUS podał najnowsze dane o przeciętnym wynagrodzeniu

Przeciętne wynagrodzenie w Polsce wzrosło o 5,5 proc. w ujęciu rocznym i w drugim kwartale wyniosło 9 233,13 zł – wynika z danych przedstawionych przez Główny Urząd Statystyczny.