Molestowanie seksualne w kopalni? Przyjrzeliśmy się górniczej obyczajowości

W ciągu minionych kilku lat w naszych kopalniach odnotowano tylko jeden przypadek molestowania. Jednak zdaniem ekspertów zdarzają się one częściej niż sądzimy. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro za przejaw molestowania w pracy niektórzy uważają eksponowanie na ścianach biur kalendarzy z wizerunkami roznegliżowanych pań prezentujących swe wdzięki.

fot: TMZP

Górnicza branża musi trzymać fason, niewielki kalendarz na ścianie biura kierownika robót nadal ujdzie płazem

fot: TMZP

W ciągu minionych kilku lat w naszych kopalniach odnotowano tylko jeden przypadek molestowania. Jednak zdaniem ekspertów zdarzają się one częściej niż sądzimy. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro za przejaw molestowania w pracy niektórzy uważają eksponowanie na ścianach biur kalendarzy z wizerunkami roznegliżowanych pań prezentujących swe wdzięki.

Jakiś czas temu, wcale nie tak dawno, w jednej z kopalń na Śląsku kombajnista spieszący do wyjazdu ze zmiany został brutalnie napastowany przez kolegów. Według relacji poszkodowanego miał być on przytrzymywany przez jednego z napastników, a drugi, ślusarz, symulował z nim seks oralny. Choć pozostali koledzy ze zmiany śmiali się głupkowato, to on postanowił zgłosić sprawę sztygarowi. Wykazał się zatem odwagą, nie zamiatając sprawy pod dywan. 

Do pracy zabrała się prokuratura

Co stwierdziła? Praktycznie rzecz ujmując, nic. Śledczy uznali, że nie doszło do tzw. innej czynności seksualnej, choć wskazali na naruszenie nietykalności cielesnej kombajnisty. Ten – podobno – w momencie ataku znajdował się właśnie w pozycji pochylonej i wówczas zaszedł go od tyłu kolega pozorując jednocześnie czynność seksualną. Szkopuł w tym, że kombajniście zsunął się z głowy na twarz kask i nie mógł poczuć, czy napastnik faktycznie przeciągnął mu po twarzy własnym przyrodzeniem – potwierdził organ prokuratorski. Górnicy w końcu doszli przed sądem do porozumienia. 

Podobnego incydentu w polskich kopalniach nie odnotowano nigdy wcześniej ani później. Nie zdarzały się podobno nawet w czasach, gdy na dole w przodach i na ścianach pracowały kobiety. 

Molestowanie to nie jest temat obcy tej branży

Nie znaczy to jednak, że molestowanie to temat obcy tej branży przemysłu. Zwłaszcza jeśli, odnosi się je do każdej formy nieakceptowanego kontaktu wzrokowego, ostentacyjnego wpatrywania się, komentowania, żartów o tematyce seksualnej, uwag o seksualności, a nawet prezentowania fotografii czy kalendarzy. Wówczas sprawa wydaje się jasna. W okresie minionego ćwierćwiecza, odwiedzając regularnie nasze kopalnie za każdym razem miałem okazję dostrzec roznegliżowane fotografie pań zdobiące ściany biur. Nigdy też nie spotkałem się z jakimkolwiek protestem ze strony żeńskiej części załogi. Gołe kalendarze widywałem nawet w lampowniach, gdzie pracujących tam panów można policzyć na palcach jednej ręki. Któregoś razu na ścianie pewnego biuro miałem okazję dostrzec… męski akt!

- Skoro panowie wieszają panie, to my wywiesiliśmy pana. A co do aktów żeńskich, no cóż, zawsze to było i będzie. Na mnie nie robi najmniejszego wrażenia. Po prostu faceci to lubią i tyle. Jeśli nie są erotycznie namolni to niech sobie wieszają te swoje babki aż ściany zabraknie – skomentowała wybuchając śmiechem pewna dama w stopniu inżyniera.

Jak mi wiadomo, męska część załogi odwiedzjąca służbowo to biuro też nie wniosła sprzeciwu.

Oczywiście, że ktoś może nie życzyć sobie z różnych względów oglądania tego rodzaju prezentacji. I pewnie tacy, czy takie są. Ale czy odważą się mówić o tym głośno? Kiedy przed kilkoma laty sprawa została nagłośniona w mediach, gdyż powrócił któryś raz z rzędu problem molestowania w pracy, twardo zareagował komendant główny policji. Zlecił, aby w budynkach policyjnych nie były umieszczane kalendarze z roznegliżowanymi kobietami i mężczyznami. Jego zdaniem obecność kalendarzy z erotycznymi zdjęciami może wpłynąć na brak zaufania do stróżów prawa. 

Dziś górnicza branża musi trzymać fason

Jak by nie było zdobienie ścian biur kalendarzami erotycznymi nie jest prawnie zabronione i wątpię, żeby zjawisko to podważyło społeczne zaufanie do górnicze braci. Choć w innej z naszych kopalń sprawy zaszły ździebko za daleko. Wybuchł bowiem skandal z sesją zdjęciową z udziałem półnagich i skąpo ubranych modelek pozujących w wyrobiskach na tle maszyn górniczych. Sprawa wywołała ogromne oburzenie w środowisku górniczym oraz debatę publiczną na temat obyczajowości panującej w zakładach górniczych. Okazało się, że sesję zamówił jakiś producent maszyn i urządzeń dla górnictwa, bo miał pewnie w planie wydanie kolejnego kalendarza. Dyskusja jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła z przestrzeni publicznej, bo o czym tu gadać. 

Wniosek był prosty. Nikomu be wiedzy dozoru zjeżdżać do podziemnych wyrobisk nie wolno, a na dole obowiązuje strój roboczy, choć podobno panowie tam, gdzie temperatury dają w kość, lubią też rozebrać się do majtek. I taka jest obyczajowość górnicza na dole. U gry zaś jest bardzo różnie. Wiadomo mi, że ze ścian biur budynku zarządu jednej z górniczych spółek zniknęły już roznegliżowane zdjęcia dam, choć żadne oficjalne zarządzenie nie zostało pisemnie ogłoszone.

Przypominają mi się czasem górnicze targi SIMEX sprzed 23 lat, kiedy to pewna czeska firma produkująca kombajny zaprosiła na swe stoisko nagusieńką modelkę. Ta ku uciesze tłumu hasała sobie po kombajnie przez pół godziny. Skończyło się na dowcipach, a organizatorom pogratulowano pomysłu. Ale – jak to mówią – czasy były inne.

Dziś górnicza branża musi trzymać fason, niewielki kalendarz na ścianie biura kierownika robót nadal ujdzie płazem, choć kto wie, jak długo jeszcze się na niej utrzyma.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Rekultywacja hałdy musi zaczekać. Z jakiego powodu?

Jeszcze wczoraj informowaliśmy, że Spółka Restrukturyzacji Kopalń wybrała wykonawcę prac rekultywacyjnych zapożarowanego zwałowiska Wrzosy I w Pszowie. Kolejnym krokiem miało być zawarcie umowy z wykonawcą prac. Tymczasem dzisiaj okazało się, że wydłuży się termin rozpoczęcia rekultywacji hałdy. Wybór przez SRK wykonawcy prac zaskarżył jeden z uczestników postępowania - firma „Barosz-Gwimet” Sp. z o.o. z siedzibą w Marklowicach. Teraz sprawą zajmie się Krajowa Izba Odwoławcza.

Kto ucierpi najbardziej? Jest raport o powiatach odchodzących od węgla

Fundacja Instrat przygotowała raport o odejściu od węgla w Polsce i sąsiednich krajach. Czytamy w nim o powiatach, w których transformacja może przebiegać najtrudniej.

Kolejna śmiertelna ofiara w polskim górnictwie

W górnictwie węgla kamiennego śmierć poniosło przy pracy czterech górników i wydarzyły się 624 wypadki. W firmach usługowych miał miejsce jeden wypadek ciężki i 106 ogółem.

Nadchodzi fala upałów. Jak pracować będą kopalnie?

Najmniejszy wpływ mają letnie upały na stan zagrożenia klimatycznego w wyrobiskach bardzo odległych od szybów.