Górnictwo: Największa spółka węglowa w Unii Europejskiej w tym roku nie chce sięgać po subwencje

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

W ostatnim czasie pojawiło się wiele ofert zatrudnienia w charakterze górnika

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Tegoroczne wydobycie Polskiej Grupy Górniczej będzie mniejsze o ok. 2,5 mln t. To oznacza, że przychody spółki będą niższe o ok. miliard złotych. Dane te przedstawił prezes PGG Tomasz Rogala, który dodał, że obecnie nie ma planów, aby spółka sięgnęła w tym roku po publiczne subwencje.

– W tym roku wydobycie wyniesie nieco ponad 21 mln t. To będzie ok. 2,5 mln t mniej w stosunku do planu. Zobaczymy jeszcze, co nam pokażą te ostatnie miesiące – powiedział prezes dziennikarzom po obradach konferencji Silesia 2030, która odbyła się w minionym tygodniu w Katowicach. Dodał, że w przyszłym roku może nastąpić dalszy spadek wydobycia do poziomu ok. 20 mln t. Prezes przyznał, że przychodów ubywa, bo nie ma gdzie sprzedawać węgla.

– Zobaczymy, jak to się zakończy. Niczego nie mówię na pewno. Plan jest taki, aby w tym roku nie korzystać ze środków subwencyjnych, ale nie wiemy, co się wydarzy jeszcze przez te dwa miesiące i dlatego zastrzegam tu sobie prawo do zmiany informacji końcowej – powiedział menedżer.

Zgodnie z ustawą, która powstała na podstawie zapisów umowy społecznej, możliwe jest subwencjonowanie kopalń. Są to dopłaty przeznaczane na redukcje zdolności produkcyjnych. W 2022 r. PGG otrzymała z tego tytułu ok. 1,4 mld zł. Na początku tego roku Grupa zadeklarowała niekorzystanie z dotacji w roku 2023. Prezes Rogala przyznał jednak, że w 2024 r. spółka sięgnie po te środki. 

Szef PGG zwrócił uwagę na sytuację rynkową.

– Ubiegły rok jest najlepszym przykładem tego, że ceny szalały. Nie wiemy, co się stanie z ceną, tym głównym elementem przychodów na przyszły rok. Jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, czyli jeśli Izrael wejdzie do Strefy Gazy i zaangażują się w to państwa arabskie, to spodziewamy się, że ceny węglowodorów – w tym węgla – mocno wzrosną. Wtedy automatycznie to zapotrzebowanie na subwencje spadnie, ale musimy pamiętać, że od samego początku przy prenotyfikacji wiedzieliśmy, że ten program będzie subwencjonowany i że w całym okresie jego trwania to będzie kwota 100 mld zł. Mówiąc wprost: likwidujemy górnictwo, rozkładamy tę likwidację w czasie – powiedział.

– Ten rynek się kurczy, ten rynek się kończy. Zapotrzebowanie na węgiel spada i tempo tego odejścia jest wysokie. Jest niezmiernie trudno podejmować jakiekolwiek racjonalne rynkowe działanie, żeby ten biznes zmieścić w tak zmiennym otoczeniu. W tym momencie nasze umowy na dostawy, relacje z naszymi głównymi odbiorcami z przyczyn obiektywnych mają charakter luźny. To znaczy: kupią, nie kupią, zużyją, nie zużyją lub nie wiedzą, ile zużyją – nakreślił sytuację prezes PGG.

W kwestii notyfikacji umowy społecznej szef Grupy przyznał, że właśnie duża dynamika zmian zapotrzebowania na węgiel otworzy rozmowy na temat harmonogramu likwidacji kopalń zapisanego w tym dokumencie.

– Jestem realistą w kwestii tego, że będą ostre negocjacje co do dat i co do wartości. Tak to pewnie przebiegnie. Ten program nie jest niczym, co nie byłoby znane Komisji Europejskiej i w Unii Europejskiej. On jest bliźniaczo podobny do tego realizowanego u naszych zachodnich sąsiadów. Skoro bogatsze Niemcy potrzebowały takiego 20-letniego programu subwencyjnego, żeby w miarę racjonalnie przetransformować przemysł górniczy, to tym bardziej Polska szacowana na pięć razy mniej silną gospodarkę powinna mieć prawo do podobnego traktowania – ocenił. 

Jego zdaniem jednym z wyzwań dla rządzących będzie właśnie notyfikacja umowy społecznej, a drugim odpowiednie ułożenie relacji pomiędzy sektorem energetycznym i górniczym. – Najgorsze dla przemysłu węglowego są skoki, czyli dziś słyszymy, że potrzeba cztery miliony ton węgla więcej, po czym na drugi dzień słyszymy, że potrzeba cztery miliony ton węgla mniej. My generalnie inwestujemy w układach kilkuletnich. My dziś wydajemy pieniądze pod wykonanie wyrobisk korytarzowych i uzbrojenie ścian, z których węgiel będzie wyprodukowany średnio za dwa lata. Spółka nie może się potem dowiedzieć, że ten węgiel nie będzie już potrzebny. W tym momencie te kilkaset milionów złotych, które poszły na jedną ścianę, żeby ją wykonać i uzbroić, są pieniędzmi straconymi – powiedział prezes Rogala.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na koniec maja br. zasoby złota wzrosły do 613,9 ton

W rezerwach Narodowego Banku Polskiego na koniec maja było niemal 613,9 ton złota - poinformował w piątek bank centralny. To wzrost o ponad 18 ton wobec poprzedniego miesiąca.

Regiony odchodzące od węgla nie mogą zostać same. To przepis na katastrofę

Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST) stał się jednym z kluczowych narzędzi wspierających polskie regiony węglowe. Ale jego brak po 2027 r. może osłabić zdolność państwa i samorządów do łagodzenia społecznych i gospodarczych skutków odchodzenia od węgla - wynika z raportu Instytutu Badań Strukturalnych przygotowanego na zlecenie Polskiej Zielonej Sieci. Autorzy rekomendują utrzymanie wsparcia dedykowanego dla regionów węglowych także w kolejnej perspektywie finansowej UE.

Choć ropa tanieje, kierowcy nie widzą spadku cen przy dystrybutorach

Porozumienie pokojowe USA z Iranem przekłada się na mocną przecenę na rynku naftowym, ale nie widać tego w cenach na dystrybutorach. Wynika to z decyzji rządu o stopniowym wygaszaniu pakietu CPN; zrezygnowano z obniżonej akcyzy, a od lipca ma wrócić wyższa stawka VAT - tłumaczą analitycy e-petrol.

Zalety aplikacji mobilnej wirtualnej centrali telefonicznej dla kadry kierowniczej

Dzisiaj kierownik działu sprzedaży, marketingu lub właściciel firmy nie jest już przywiązany do biurowego fotela. Niezależnie od tego, w którym miejscu na świecie się znajdujesz, aplikacja mobilna zintegrowana z centralą telefoniczną zamieni Twój smartfon w panel sterowania zespołem — z dostępem do pełnej analityki rozmów, efektywności kanałów i pracy menedżerów w czasie rzeczywistym.